środa, 31 sierpnia 2016

Zakazy są po to...: "Zabrania się miłosnych ekscesów na progu stancji"



(...) często nie chodzi o to, żeby zrozumieć dlaczego, tylko po co dzieją się rozmaite rzeczy.



Bardzo rzadko sięgam po literaturę obyczajową, jeszcze rzadziej po romans, a już prawie wcale po literaturę hiszpańską (żeby nie było - do tego kraju nie jestem uprzedzona, po prostu tak wyszło). Tym razem jednak robię wyjątek i biorę na tapetę książkę o niebanalnym tytule Zabrania się miłosnych ekscesów na progu stancji autorstwa hiszpańskiej pisarki Mamen Sànchez. Od razu zaznaczę, że czas spędzony z tą lekturą nie był stracony, a historię pochłonęłam z prędkością światła.




Wszystko się może zdarzyć

Każdego dnia snujemy plany na przyszłość, wymyślając mniej lub bardziej przewidywalne scenariusze. Los to jednak taka przewrotna paskudna, która raz za razem udowadnia nam, że nasze gdybania możemy wcisnąć sobie głęboko w tyłek - nie można przewidzieć bowiem tego, co czeka nas za kilka lat, dni czy chwil. Życie różnie się układa - raz lepiej, z kolejnym mrugnięciem powieki nieco gorzej - ale cokolwiek by się nie działo i jakkolwiek by się nie układało, musimy się dostosować, zmienić plan działania i po prostu jakoś odnaleźć się w nowej sytuacji.


Bezgraniczne szaleństwo, zupełnie nieprawdopodobny zbieg okoliczności, ale jednocześnie na tyle niezbity, że już samo to, że żyjemy, sprawia, że wszystko inne też może się wydarzyć.


Główna bohaterka jest po czterdziestce, po rozwodzie i bez dzieci. Przyłapała męża na zdradzie, porzuciła dziada i... tu zaczyna się ten okres, kiedy musi ogarnąć swoje życie, znowu. W domku, który odziedziczyła po dziadkach, postanawia założyć stancję dla układnych, niekoniecznie zgrabnych i powabnych, ale absolutnie ogarniętych młodych panienek. W remoncie pomaga jej kulawy budowlaniec, z którym przekomarza się na każdym kroku oraz Kenijczyk - znajda taka zapuszczona, odkryta w szopie na terenie posiadłości.

Wieść o Najpiękniejszej Stancji na świecie zaczyna się szybko rozchodzić, więc i lokatorki znajdują się w okamgnieniu, ale dopiero po jakimś czasie okazuje się, że wyznaczone przez gospodynię zasady (jest ich wiele) są nagminnie łamane, a efekty tego mają smak gorzkiej czekolady.

Powieść obfituje w rodzinne tajemnice - praktycznie każdy ukrywa coś przed innymi, a wierzcie mi, że nie są to sprawy błahe, ale takie, które potrafią dotknąć do żywego i - na domiar złego - wycisnąć wszystkie łzy. Enigmatyczność nosi tu znamiona teraźniejszości, ale i przeszłości - sekrety wyciągane na światło dzienne po latach bywają niezwykle intrygujące. Wszystkie są ważne, a ich powolne odkrywanie sprawia naprawdę wiele radości - czytelnik może przeprowadzić swoje własne dochodzenie, mając szansę na odkrycie prawdy. Mnie to się poniekąd, w dużej mierze, udało.


Jak przez to przeszłam?


Przyznam, że obawiałam się lektury tej książki, ponieważ nie znałam autorki, a sama tematyka - dodatkowo w połączeniu z tasiemcowatym tytułem - lekko mnie zaniepokoiła. Nie wiedziałam po prostu, czy podołam i czy będę w stanie naskrobać coś konkretnego na temat tej historii. Na szczęście było dobrze - nie wspaniale, nie cudownie, bez łez, ale naprawdę dobrze. 

Historię połyka się z przyjemnością, chociaż równie dobrze można się nią delektować i rozpuszczać powolutku, kawałek po kawałeczku. Styl autorki jest bardzo lekki, ale tematyka już niekoniecznie. Co prawda zdarzają się tu sytuacje wręcz komediowe, jednak w ogólnym rozrachunku to raczej opowieść pełna dramatyzmu. Każdy kolejny rozdział przynosi czytelnikowi nową zagadkę, ale też refleksję - im głębiej wchodzimy w życie bohaterów, tym mocniej się do nich przywiązujemy i tym dotkliwiej przeżywamy ich losy. Na szczęście język jest bardzo prosty, a historia rozwija się płynnie, równo i bez żadnych zastojów - można się w niej rozpuścić, a przy tym ona szybko nie odpuszcza, bo ciekawi już od początku i, utrzymując równy poziom, szybko dobiega końca.

Na pewno nie wpiszę tej książki na listę moich ulubionych, ale przyznam, że czas z nią spędzony, nie był stracony. To przyjemna historia - taka blisko kości - która mogłaby się wydarzyć, chociaż czasem te zbiegi okoliczności wydają się nieco naciągane... Przymykamy jednak na to oko i mamy świetną książkę o miłości, przyjaźni, rodzinie i tajemnicach. 







Zapewne nigdy nie przeczytałabym tej książki, gdyby nie Rozmaite Poczytania Gagatki *klikamy, sprawdzamy - macie jeszcze szansę się załapać*, która puściła swój egzemplarz w świat, by przynajmniej kilka osób mogło nacieszyć nią oko i serducho. Dziękuję pięknie za możliwość udziału w Book Tourze.

Muszę też dodać, że książka przywędrowała do mnie ze słodką niespodzianką i bardzo przyjemnym listem, który wywołał olbrzymi uśmiech na mojej twarzy. Wafelek wpadł w łapki córy, która również była zachwycona, chociaż jej uśmiech wyglądał nieco przerażająco :D


Książka trafiła do mnie na samym początku swojej drogi, wczoraj wyruszyła do kolejnej uczestniczki zabawy, której życzę przyjemnej lektury (i po cichu liczę na to, że upominek ode mnie przypadnie jej do gustu).




Czytaliście? A może znacie inne powieści z tej lub innej serii, koniecznie obyczajowe, które moglibyście mi polecić?