niedziela, 25 września 2016

Bzykaj, póki możesz: "Historia pszczół"



(...) aby żyć w naturze, z naturą, musimy okiełznać naturę w nas samych.




Kusiły mnie pszczółki już od dłuższego czasu. Nie dlatego, że przepadam za tymi fruwającymi robalami, bo prawdę mówiąc, działają mi na nerwy, ale dlatego, że byłam ciekawa wizji naszego świata bez nich. Od razu skojarzyłam to ze słowami przypisywanymi Albertowi Einsteinowi:

Gdy zginie ostatnia pszczoła, ludzkości pozostaną tylko cztery lata życia.

Okazuje się jednak, że nasz gatunek potrafi sobie poradzić z każdym wyzwaniem i, wbrew powszechnej opinii, całkiem nieźle funkcjonuje. Historia pszczół autorstwa Mai Lunde to opowieść wielowątkowa, której akcja została konkretnie rozstrzelona w czasie i w przestrzeni. Czytelnik dostaje trzy wycinki rzeczywistości, które Autorka silnie spoiła słodkim miodem. Czas na apokalipsę - tym razem mamy do czynienia z Zapaścią.

Pszczółki, ule, ludzie i Zapaść


Anglia 1857 r. William jest kompletnie wyprany z chęci życia - nic go nie raduje, nie ma siły, woli walki, nie rusza się nawet z łóżka, chociaż fizycznie nic mu nie dolega. Jego istnieniu brak pasji, którą porzucił wcześniej z powodu drobnych niepowodzeń. Mężczyzna gnije w łożu, użalając się nad sobą, a dzieci - cała gromadka - głodują, bo w końcu dom utrzymuje matka i najstarszy, jedyny wśród dziatwy syn. W końcu dzieje się coś, co zmienia życie jegomościa i - uwaga - przyczynia się d tego książka. William na nowo odkrywa pociąg do życia, a wszystko to zawdzięcza pszczelim historiom - wiecie: wydalaniu, rozmnażaniu czy wychowaniu młodych. Odtąd William wciela się w rolę naukowca, obserwatora i konstruktora uli. Zawsze ma pod górkę, bo w końcu nie jest jedynym pszczelarzem na świecie.

Stany Zjednoczone 2007 r. Georg jest pszczelarzem z zamiłowania i z przydziału - ule buduje własnoręcznie, z ogromnym oddaniem i z dziką satysfakcją. Całe życie poświęca rodzinnemu interesowi, który przekazywany był z mlekiem matki od pokoleń.  Jego farma miodu przynosi konkretne zyski... do czasu. W wielu zakątkach świata obserwuje się znikanie pszczół - ot tak, po prostu jednego dnia są, a już następnego pszczelarze znajdują puste ule. To niepokoi, drażni i odbiera środki do życia tym, którzy dotychczas utrzymywali się jedynie z płatnego zapylania czy sprzedaży miodu. Nikt jednak nie podejrzewa, do czego to doprowadzi, chociaż wszystkich gnębi niepokojąca myśl: Co będzie, kiedy wszystkie pszczoły znikną?

Chiny 2098 r. Tao jest pszczółką - no, może nie do końca, ale zajmuje się tym, czym przez miliony lat parały się pszczoły - zapyla kwiatki. Życie Tao nie jest proste, ale niczyje w tym czasie nie jest. Miasta opustoszały, budynki marnieją, flora chyli się ku ostatecznemu uschnięciu, a fauna ciągnie ostatkiem sił. Ludzie i zwierzęta głodują. Edukacja praktycznie nie istnieje. Dzieci szybko, bo wieku ośmiu lat, żegnają beztroskę i zasiadają na cienkich gałęziach drzew, by ręcznie, niewielkim pędzelkiem, zapylić każdy kwiatek. To jedyna szansa na przetrwanie...

Lunde połączyła te trzy historie losem pszczół i ludzi - od początkowych prób oswojenia owadów okupionych potem i łzami, przez wielki żal i niepokój, po zgodę na istnienie w zniszczeniu. Ale nie tylko o pszczoły tu chodzi. Każda opowieść to osobne obrazki rodzinne - wzloty i upadki, smutki i radości oraz codzienne problemy, z którymi muszą zmagać się nasi bohaterowie - przekrój przez społeczeństwo kiedyś, dziś i wkrótce (miejmy nadzieję, że to jednak nie nastąpi). Lunde wyjmuje kolejne płytki z ludzkiego ula i powoli ściąga z nich słodki miód, wygrzebując jednocześnie martwe szczątki z jego dna.

Toczy się to życie

Historia należy do tych, które rozwijają się wolno, w swoim tempie. Nie ma tu skoków, znaczących punktów zwrotnych czy zaskakujących i wprawiających w osłupienie scen. Nasza opowieść płynie sobie wraz ze zmieniającą się narracją bohaterów. O ile jeszcze Tao działa, o tyle wywody panów - Williama i Georga - bywają męczące i, co tu dużo mówić: dłużą się niemiłosiernie. Mimo wszystko książka jest ciekawa, a sam pomysł na motyw przewodni uważam za doskonały, ponieważ los pszczół połączony z naszym ludzkim, wymaga głębszej refleksji. Kto dał nam prawo do oswajania i wykorzystywania natury dla swoich celów? Co jesteśmy w stanie poświęcić, żeby zdobyć sławę i pieniądze? I czy to wszystko jest w ogóle tego warte?

Historia pszczół to dobra powieść, chociaż nie powala, niestety. Czyta się ją z zaciekawieniem, ale i z lekkim przestrachem. Wydawałoby się, że niemożliwe jest napisanie książki o pszczołach - tylu stron, z tyloma szczegółami - która zainteresowałaby człowieka kompletnie niezwiązanego z tematem. A jednak! Autorce się to udało.

Powieść nie należy do tych, do których chciałabym wrócić - nie odczuwam takiej potrzeby i wydaje mi się, że drugi raz wiązałby się już z ogromnym rozczarowaniem i znużeniem. Zatrzymam zatem tę Historię pszczół w pamięci - tak jak setki innych, dobrych książek, które jednak nie zmieniły mojego życia i nie zrobiły na mnie piorunującego wrażenia. 

Tylko tak sobie myślę - już po lekturze - czy aby na naszych oczach nie rodzi się właśnie taka historia. Czy zauważylibyśmy? Czy obchodzi nas na co dzień los tych owadów? Czy w ogóle pomyślelibyśmy, że coś takiego może się w końcu stać?