sobota, 24 września 2016

Czy można widzieć uszami?

Dzięki przyjaźni pokonujemy bariery!



Drodzy Rodzice!


Dzisiaj mam dla Was recenzję książeczki, która zrobiła na mnie i przede wszystkim na mojej córeczce ogromne wrażenie. To malutka, niepozorna publikacja, która kryje w swoje moc ciepła i ogromną dawkę mądrości. Z tej krótkiej opowieści skorzysta nie tylko mały, ciekawy świata czytelnik, ale również rodzic, który - nie oszukujmy się - często nie potrafi znaleźć odpowiedzi na niektóre pytania wyrzucane z prędkością światła z ust dziecka. Oczywiście jesteśmy przygotowani na dociekliwość w przeróżnych - mniej lub bardziej - niezręcznych kwestiach, ale jak często zdarza się Wam rozmawiać z pociechą na temat niepełnosprawności? Czy potraficie podejść do tego na spokojnie i w końcu - czy wiecie, jak odtajnić inność?

Garść wskazówek znajdziecie we wpisie Zaniczki => o tutaj, której jeszcze raz dziękuję za dołożenie do naszej biblioteczki tak wartościowej książeczki. A teraz przejdźmy do rzeczy - opowiem Wam w skrócie, co znajdziecie w Widzieć uszami i dlaczego warto się tą historią zainteresować.

Poznacie Wojtka - młodego, ciekawskiego chłopczyka, którego mama pracuje w szpitalu na oddziale dziecięcym. Chłopiec często ją odwiedza i za każdym razem, kiedy przechadza się szpitalnymi korytarza, poznaje kogoś, kto czymś się wyróżnia. Pierwsza jest Basia, która urodziła się bez rączek, ale ustami i stopami potrafi namalować piękne obrazki. Tydzień później spotyka Paulinkę - dziewczynkę z rozległymi bliznami na twarzy (skutek oblania wrzątkiem we wczesnym dzieciństwie), która do szpitala trafiła z powodu złamania ręki. Na koniec wpada z impetem na Błażeja, który "widzi uszami" - chłopiec wskutek choroby stracił wzrok dwa lata wcześniej - nauczył się wykorzystywać słuch lepiej niż inni ludzie. 

Wojtek początkowo jest zdziwiony, może czasem nieco wystraszony i bardzo ciekawski - to jego pierwsze kontakty z osobami niepełnosprawnymi, więc nie zawsze wie, co mu wolno, a czego powinien się wystrzegać. Początkowo niepewny, dość szybko zaprzyjaźnia się z poznanymi dziećmi.


To wspaniała, ciepła bajka, która może wskazać młodemu czytelnikowi właściwą drogę, a przy okazji nakierować rodzica na sposób rozmowy z dzieckiem (warto dokładnie przyjrzeć się postawie mamy Wojtka). Ta krótka historia opowiada o przełamywaniu barier, radości, nawiązywaniu pozytywnych relacji oraz o tym, że niepełnosprawność nie jest żadną przeszkodą w zabawie. Przygody Wojtka i szczere wyjaśnienia Basi, Paulinki oraz Błażeja otwierają dziecko na inność, pomagają zrozumieć niepełnosprawnych rówieśników - ich radości, przykrości i problemy, z jakimi zmagają się na co dzień. Co jednak ważne, to nie dołująca historia, ale bardzo budująca opowiastka o prawdziwej przyjaźni, która rodzi się spontanicznie i w pełnym zrozumieniu. Piękna książeczka, która pomoże Wam zaszczepić w dziecku zalążek tolerancji.


Bajkę czytałyśmy przed snem i to był ogromny błąd, ponieważ już w trakcie lektury wywiązała nam się dyskusja! To taka historia, która uruchamia w dziecku mechanizm odpowiedzialny za zadawanie pytań, a nie mam w zwyczaju pozostawiać ich bez odpowiedzi. Ewa pytała o wszystko - tu muszę zaznaczyć, że początkowo stwierdziła, po usłyszeniu tytułu, że "nie da się widzieć uszami" - szybko jednak pojęła, że to jednak możliwe. 

Moja córka ma niecałe 5 lat. Wydaje mi się, że nigdy nie jest za wcześnie na takie lektury i rozmowy - oczywiście wszystko z umiarem. Warto oswajać dziecko z niepełnosprawnością i przygotować się d razu na często niezręczne pytania, a te - wierzcie mi - spadną na Was w najmniej oczekiwanym momencie (w sklepie, na ulicy, na placu zabaw). Jako rodzice dajemy przykład, ale żeby móc się w ogóle jakoś sensownie wypowiedzieć, powinniśmy wiedzieć, jak to robić. Takie rozmowy na pewno zaowocują ;)

Polecam dzieciaczkom i rodzicom. To krótka, przyjemna, napisana prostym językiem historia, w której znajdziecie odpowiedzi, podpowiedzi i dużo pozytywnej energii.

Ilustrowała Aleksandra Smit