czwartek, 1 września 2016

Moja biblioteczka - podsumowanie sierpnia


Kolejny miesiąc za nami. Uwierzycie? Zleciało szybko, za szybko. Zapraszam Was na kolejne podsumowanie miesiąca, a w nim potężna dawka książek i wszystkiego, co z nimi związane.



Sierpień minął mi błyskawicznie - przeleciał niemalże przez palce, ale przyniósł przy tym wiele dobrego. W tym miesiącu sporo przeczytałam, chociaż mogło być więcej - urlop zdecydowanie nie służy mojemu skupieniu i może zgrzeszę, ale miałam lepsze zajęcia. Lenistwo  było, a potem totalny 

Działo się, a że uwielbiam podsumowania, zapraszam na szybki przegląd minionego miesiąca. Co w nim znajdziecie?

  • Lakoniczne podsumowanie książek przeczytanych (klikając na obrazki, przeniesiecie się do konkretnej recenzji na blogu).
  • Najchętniej czytany wpis miesiąca.
  • Najpopularniejsze zdjęcie z Instagrama.
  • Kilka słów o Akcji Book Tour Polska i książki, które trafiły do mnie w ramach tejże.
  • Sierpniowe łupy, czyli o tym, co doszło do mojej biblioteczki (mam nadzieję, że mąż tego wpisu nie przeczyta).
  • Wpisy w ramach akcji "Czytaj z nami".
Ogólnie: każdy obrazek gdzieś Was przeniesie - tak, wiem, do normalności mi daleko!






Przeczytane w sierpniu




Patrzę na ciebie i widzę ciebie



Jak powietrze to lektura idealna na wakacje - mimo tych wszystkich dramatów obecnych w życiu bohaterów, jest lekka w odbiorze. No i taka... polska! Przyznam, że dobrze było przeczytać coś w tym klimacie, ale właśnie bardziej lokalnie - świetne posunięcie, godne uwagi.


Co prawda ta historia nie wzruszyła mnie praktycznie wcale, ani nie wywołała rumieńca, ani nawet nie oburzyła jakoś specjalnie, ale wierzę w to, że na sporej grupie czytelników zrobi piorunujące wrażenie, taką mam przynajmniej nadzieję, bo to dobra książka.






Pomóc można tylko komuś, kto tego chce

Historia, którą zaserwowała nam Jojo Moyes, jest nietuzinkowa, bo jak często zdarza Wam się czytać książki, które zmuszają do wyboru między dobrem a złem? To brzmi banalnie, owszem, ale w tej powieści nic, co wydaje się dobrem, nie jest dobre dla wszystkich; z kolei to, co jest powszechnie uznawane za złe, może być jedyną właściwą decyzją, którą należy podjąć. Historia mocno odwołuje się do naszej moralności oraz do religii (o ile Wasza religia traktuje samobójstwo jako grzech). Zagadnienie eutanazji zawsze wywołuje sprzeczne emocje - to temat na tyle bliski człowiekowi, że po prostu musi być kontrowersyjny. Zapytacie pewnie, dlaczego miałby być nam bliski? Odpowiedź jest prosta: żyjemy, ale nigdy nie wiemy, kiedy wylądujemy na wózku, z urazem kręgosłupa, bez możliwości poruszenia żadną z kończyn, z cewnikiem, z groźbą odleżyn...




Całe życie na glebie

Jeśli szukacie rozrywki, ta publikacja na pewno Wam jej nie dostarczy; jeśli natomiast chcecie wcielić się w rolę zwiadowcy, wejść nieco głębiej w tę fuchę, to z pewnością nie będziecie rozczarowani. Przeżył jeden ze stu to doskonały materiał - źródło historyczne, z którego garściami czerpać będą amatorzy II wojny światowej, to informacje z pierwszej ręki na temat życia zwiadowców, które otrzymamy bez propagandowej otoczki, bez tłumaczenia i bez pardonu - tu nie ma emocji, ale jest jasny, przejrzysty i chłodny przekaz.



O wędrujących winach


Wydaje mi się, że to książka, która może trafić do czytelnika romantycznego (CZYTELNICZKĘ!) Może wzruszyć, poruszyć, oburzyć. Może, ale nie musi. Ja widocznie jestem odporna na romantyczne uniesienia, a takie słodko-gorzkie klimaty niespecjalnie mnie porywają. Co jednak doceniam, to fabuła - niesztampowy to romans - ciekawe rozwiązania, czasem odważne, często zaskakujące. To nowe oblicze miłości - inne, więc na pewno się przyjmie wśród amatorek romansów.





Mrok w krainie beztroski

Orbitowski przypomina nam czasy - wcale nie takie odległe - kiedy dzieciaki spędzały na dworze większą część dnia: wielkie rowerowe wypady w otwartą przestrzeń (góral był szczytem marzeń), moczenie w stawach, buszowanie po krzakach, siłownie w piwnicach, plakaty na ścianach i piłki w bramkach... Pamiętacie? Obok tej beztroski postawił autor wysoki mur mroku - obdarte kamienice, butelki po jabolach, pedofilię, patologię, kał i mocz oraz wszechobecne poczucie pustki i beznadziei - przyjęte ze spokojem, bez walki.



Życie sumą chwil


Po książki tego autora zawsze sięgam w ciemno - nie jest to może proza najwyższych lotów, a Musso często powtarza pewne motywy, jednak zawsze jego powieści dostarczają mi rozrywki. Uwielbiam te tajemnice, wplatanie w nasz świat - w konkretne zdarzenia - małej dawki niezwykłości. W Tej chwili magia sprawnie miesza się z realizmem, a Musso wciąż myli tropy, podjudza wyobraźnię i zmusza czytelnika do kombinowania - tworzy nastrój wyczekiwania, by ostatecznie pokazać czytelnikowi, że jego pierwotne założenia byłe błędne...


Komedia z kryminalnym posmaczkiem

Przeważnie jest tak, że jeśli nie wiadomo, co chodzi, to zapewne gdzieś w tle przewija się kasa lub seks. W powieści omyłek seks i kasa są nierozłączne, powiem więcej - bez seksu nie będzie kasy, ale żeby nie było banalnie, pójdźmy krok dalej: seks nie z byle kim i nie byle tylko, ale z drugą połówką, której się wierność i uczciwość małżeńską przyrzekało i w celach rozrodczych - koniecznie! - a do tego jeszcze w wyznaczonym, nieprzekraczalnym terminie.


Kiedy sięgałam po Jak cię zabić, kochanie? byłam przekonana, że będzie to kryminał na wesoło, ale dostałam komedię z kryminalnym posmaczkiem - dużego posmaku czy nawet posmaczyska nie stwierdzono. Przyznam, że to mnie przekonało, bo ostatnio faza na kryminały leży u mnie i kwiczy, a książka w nieco lżejszych klimatach była mi po prostu potrzebna do szczęścia.


Popaplajmy trochę - o wszystkim i o niczym

Przyjęło się, że mianem niebieskiego ptaka określamy tę osobę, która żyje lekkomyślnie i beztrosko, niczym się nie przejmując. To ktoś, kto pragnie zabawy, często żyjąc czyimś kosztem; to darmozjad, ale też człowiek próżny.

Autor podrzuci nam wiele tematów - bliskich, naturalnych, ludzkich. Będziemy obracać się wśród miłości, radości i religii, ale spojrzymy też w oczy śmierci, cierpieniu i tęsknocie. Nie zabraknie tu myśli poważnych, ale trafimy i na te humorystyczne.




Morze pomysłów na bezmiar szczęścia

Morze pomysłów na bezmiar szczęścia to barwnie ilustrowany poradnik - proste, ale ciekawe wykonanie ze sporą ilością kolorowych obrazków zebranych i ujętych w przejrzystej formie. 

Nie wiem, czy ta publikacja zmieni Wasze życie - szczerze mówiąc, nie wydaje mi się - jednak szukając zbioru pozytywnych emocji, warto zaopatrzyć się w ten bezkres pomysłów i wydobyć z kolorowych obrazków i czarno-białych zdjęć, spomiędzy luźnych haseł i ważnych cytatów coś dla siebie.




Wszyscy pragną akceptacji



Dzieciaki bywają okrutne, a młodość rządzi się swoimi prawami. Czasem, żeby komuś się przypodobać, młodzi robią coś wbrew sobie i chociaż często zdają sobie sprawę z tego, że ich działania i podejmowane przez nich decyzje są złe, jakaś namacalna siła popycha ich w tę niewłaściwą stronę.

Zły wpływ nie jest historią wyjątkową, bo w literaturze nie brakuje opowieści, które traktują o istotności wpływu rówieśników na rozwój czy działanie dziecka. Już na okładce znajdziemy porównanie tej powieści do Władcy much Goldinga i przyznam, że sporo w tym racji - przesłanie jest podobne, mechanizmy oddziaływania takie same, skutki również opłakane. Mimo że nie jest to historia nowatorska, robi wrażenie i daje się przeczytać z przyjemnością oraz z zainteresowaniem. Autor wprowadza czytelnika w sielankę, by chwilę później wywołać w nim niepokój i zburzyć ład i porządek.







Kobieta - towar chodliwy



Autorka bez ogródek opowiada nam wstrząsającą historię swojego dzieciństwa, a kiedy wydaje się, że nie może być gorzej, podsuwa nam dramatyczne, obrzydliwe i nieludzkie obrazy - mówi otwarcie o tym, co spotkało ją w młodości. O ile dzieciństwo spędzone w piwnicy, w głodzie i chłodzie, naznaczone siniakami i strachem jest dla nas - czytelników tragiczne, o tyle zasady, którymi musiała się kierować, będąc młodą kobietą - panną na wydaniu - to już przesada... Zastanawiamy się, jak to się w ogóle mogło stać, jak doskonale musi być zorganizowany system, by upodlić człowieka, odebrać mu godność, wolność i zdolność myślenia czy dokonywania wyborów.







Wszyscy słyszą, nikt nie chce słuchać



Opowieść Petersa jest oparta na faktach - to autobiografia dorosłego już człowieka opowiadającego historię małego chłopca, którym kiedyś był. To relacja z pierwszej ręki, podana czytelnikowi przez narratora w pierwszej osobie, gdzie nie szczędzi się nam szczegółów, nie pomija dramatycznych sytuacji - nie otrzymacie wersji wygładzonej, ale pełną przemocy, bólu i obrzydliwości historię o rodzinie, która zmieniła życie dziecka w piekło.







Miłosne ciągutki


Gdybym miała podsumować tę powieść jednym zdaniem, to brzmiałoby ono tak: On kocha jego, ten nie widzi świata poza nią, a ona oddała serce innemu.

Każdy z bohaterów ma jakiś problem, każdy też musi stawić czoła dorosłemu życiu ale - jak to często bywa - los wciąż rzuca im kłody pod nogi. Jedni skaczą wyżej, inni lądują paszczą w błocie.






Tym razem świat umiera inaczej - nastąpił wielki Rozbłysk, który walnął w ludzkość promieniowaniem gamma, a naszą planetę smagnął ognistym jęzorem. 



Książka jest lekka w odbiorze, czyta się ją szybko, główny bohater daje się lubić, chociaż to straszny skurczybyk. Co ważne - finał jest zaskakujący, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest nie do przewidzenia, a do zakończenia dochodzimy prędko i niemalże bezboleśnie.




Historię połyka się z przyjemnością, chociaż równie dobrze można się nią delektować i rozpuszczać powolutku, kawałek po kawałeczku. Styl autorki jest bardzo lekki, ale tematyka już niekoniecznie. Co prawda zdarzają się tu sytuacje wręcz komediowe, jednak w ogólnym rozrachunku to raczej opowieść pełna dramatyzmu. Każdy kolejny rozdział przynosi czytelnikowi nową zagadkę, ale też refleksję - im głębiej wchodzimy w życie bohaterów, tym mocniej się do nich przywiązujemy i tym dotkliwiej przeżywamy ich losy. Na szczęście język jest bardzo prosty, a historia rozwija się płynnie, równo i bez żadnych zastojów - można się w niej rozpuścić, a przy tym ona szybko nie odpuszcza, bo ciekawi już od początku i, utrzymując równy poziom, szybko dobiega końca.




 Zagubieni w labiryncie lęków
Zagubieni w labiryncie lęków
Książka, do której mam ambiwalentny stosunek. To powieść, która jest pociągająca i wciągająca, a zarazem odpychająca i przewidywalna. Życie bohaterów to wielka tajemnica, a sens istnienia Labiryntu pozostaje pod znakiem zapytania. Czyta się błyskawicznie i z zaciekawieniem, chociaż nie jest to historia odkrywcza. Podarowałabym sobie kolejne tomy, ale wiem, że muszę je przeczytać. 







Najchętniej czytany wpis


W sierpniu najchętniej czytaliście podsumowanie mojego 30-dniowego wyzwania z książką To nie jest dieta. Pokonaj swojego potwora! autorstwa Anny Gruszczyńskiej. Dziękuję za miłe słowa, za zachętę do walki i za życzenia kontynuacji. Bardzo cieszy mnie, że wiele osób zdecydowało się na kupno tej książki i spróbowania swoich sił. Trzymam za Was, Kochane i Kochani, bardzo mocno kciuki. 

Pewnie jesteście ciekawi, jak to się wszystko dalej potoczyło. Przyznam, że toczę się nadal, ale już mniej tej kulistości obserwuję - cyferki też mniejsze, ciuchy robią za duże. Nie szaleję, ale powolutku i z konsekwencją brnę do przodu. Może za jakiś czas napiszę o tym coś więcej - trzymajcie zatem kciuki, żeby było o czym :)






Najlepsze zdjęcie na Instagramie







Zaskoczyliście mnie, bo w sierpniu zdjęcie, które szczególnie przyciągnęło Waszą uwagę, nie ma nic wspólnego z książkami. Tak na nie patrzę i dochodzę do wniosku, że chyba wyjątkowo trzęsły mi się łapki, bo jakieś rozmazane wyszło... W każdy razie postawiliście na koktajl arbuzowo-truskawkowy i absolutnie się Wam nie dziwię - PYCHA!



We wrześniu pojawi się kolejny wpis z kolorowymi koktajlami, a tymczasem zerknijcie do poprzedniego:


Kolorowe szczęście











Jakiś czas temu narodził się w mojej głowie pewien pomysł, który w końcu wcieliłam w życie, do czego przyczyniło się wiele rozmów przeprowadzonych z blogerami i czytelnikami w ostatnim czasie.



O idei wędrującej książki, czyli o Book Tourze możecie poczytać obszerniej TUTAJ *klik*. Wpis z pewnością przybliży Wam tę akcję, dowiecie się, jakie zalety płyną z organizacji i udziału w podobnych zabawach, a może nawet skłoni Was do... czegokolwiek? :)



W sierpniu aż trzy książki, które miałam przyjemność przeczytać pochodziły właśnie z akcji Book Tour. 



Na pierwszy ogień poszła powieść Jak powietrze Agaty Czykierdy-Grabowskiej. Akcja zorganizowana przez Kaśkę z Poligonu Domowego. Zgarnęłam zakładkę - wersja limitowana :) Książkę czytałam jako pierwsza.






Kolejna wędrująca książka, która do mnie dotarła (tym razem byłam druga) to Bez moich win Tarryn Fisher. Book Tour zorganizowany został przez Emilkę z bloga Książkowa czarno_biała em

Wraz z wędrującą książką przywędrowały do mnie zakładki od Pauliny z bloga Reading - My Love - w ramach przyjemnego dodatku dla kolejnej osoby czytającej.


Niestety musiałam walczyć z córą o różową panterkę - wygrałam! Paulina jednak zrobiła nam cudowny prezent i przesłała jeszcze więcej - całe mnóstwo wspaniałości. Teraz każda z nas ma swoje - wojna domowa została zażegnana. Dziękuję, Paulinko!



Sierpniowe booktourowe przyjemności zakończyłam z książką Zabrania się miłosnych ekscesów na progu stancji Mamen Sanchez. Książka trafiła do mnie w pierwszej kolejności i przyznam, że praktycznie jej nie zdewastowałam, więc kolejna czytelniczka będzie miała do czynienia z prawie "gołym" tekstem. Book Tour zorganizowany przez Stworka vel Okę (Paulinę) z blogaRozmaite Poczytanki Gagatki, której przepięknie dziękuję za osłodzenie życia ogromniastym waflem (córa pożarła) i za bardzo przyjemny liścik, który wylądował w mojej sekretnej skrzyneczce. 



Jeśli organizujesz Book Tour, poszukujesz lub trafisz przypadkiem na taką akcję - zgłoś ją na facebookowym profilu, który powstał specjalnie w tym celu. A może jesteś autorem i pragniesz wypuścić swój egzemplarz w Polskę?

Sierpniowe łupy

Na wstępie zaznaczyłam, że mam szczera nadzieję, iż  mój Małż nie przeczyta tego wpisu (czasem niektóre omija, więc i tym razem liczę na pominięcie). Wiecie, jak to jest - zbiera się tego przez cały miesiąc, a potem się okazuje, że nazbierało się tak dużoooo... Sama jestem zaskoczona ;)


Pierwsza książka w tym miesiącu dotarła do mnie na początku sierpnia, przywędrowała z Wysyp, a załapałam się na taką cudowną paczuchę, bo Facebook to nie tylko zło - to również wspaniali ludzie z cudownej grupy #teampua. Danucie przepięknie dziękuję <3


Ten stosik (kupiony za grosze) przyfrunął do mnie od Przemka z bloga 3telnik.pl (również poznanego dzięki wspomnianej grupie). Przemek wyprzedaje czasem co nieco ze swojej biblioteczki, więc warto polować.  



Wakacje były, więc jakieś łupy namiotowe też musiały się pojawić, chociaż przyznam, że liczyłam na większe żniwa i tak jestem zadowolona, córa również.


Jeśli przeszukujcie nadmorskie namioty - kiermasze książek - proponuję rozejrzenie się pod ladą. Upolowałam 5 książek za 5 zł, przy czym Zły wpływ okazał się strzałem w dziesiątkę!


Sama nie dotarłam na wyprzedaż wydań kieszonkowych do Biedronki. Byłam a w jednej, ale nie znalazłam absolutnie żadnej książki z tej promocji. Na szczęście bratowa była w innej i oto są łupy!


Musso musiał być, a trafił do mnie tak, jak trafia wiele książek - wyszłam po bułki, wróciłam z czytadłem.


I na koniec książkowe zatrzęsienie. Górny schodek to łupy, które moja mama upolowała w Tesco. 

Na drugim schodku znalazły się książki z Księgarni Matras (byłam w Opolu - pierwszy raz weszłam, ale na pewno jeszcze tam wrócę, tylko tym razem wezmę ze sobą portfel i może jakiegoś tragarza...)

Na najniższym schodku znajdują się książki, których oczekiwałam z poirytowaniem. Kupione w Znaku na początku miesiąca, dotarły do mnie prawie pod koniec. Żeby jednak nie było - Księgarnia tu nie zawiniła wcale, wręcz przeciwnie - książki wysłane były tego samego dnia. Niestety tym razem nie popisał się Ruch, chociaż naprawdę jestem zachwycona faktem, że w ogóle paczka została odnaleziona i przybyła do mnie w jednym, nienaruszonym kawałku! Wszystko się dobrze skończyło, więc nie marudzę :)








Akcja "Czytaj z nami"

Czytaj z nami!


Wspominałam już, że Facebook ma też dobre strony? Do kolejnych należy Klub Książki Przeczytaj & Podaj Dalej (wejdźcie, rozgośćcie się). W ramach akcji "Czytaj z nami" co tydzień inny gospodarz gości w swoich progach trzy blogerki, które podejmują wyzwanie i dzielą się z nami minirecenzjami :)

Na  moim blogu, w ramach akcji, pojawił się wpis: To lubię: Pozytywne zaskoczenie! 

Zostałam również zaproszona do projektu przez Jolę z bloga Fleur Empire, u które musiała zmierzyć się z klasyką. I ja, jak to ja, poszłam w klasykę literatury światowej - Mechaniczna pomarańcza to jest to. Sprawdźcie, co polecają pozostałe uczestniczki i dowiedzcie się, dlaczego warto przeczytać powieść Burgessa :)

 *klik*
Poczytaj o klasyce

Poza tym w pierwszym tygodniu października będzie powtórka z rozrywki - wielka wymiana książkowa. Informacja na pewno pojawi się na blogach organizatorek: Save The Magic Moments oraz Socjopatka. O tym, jak wyglądała poprzednia edycja i na czym to właściwie polega, możecie przeczytać wy tym wpisie *klik*.






Mam nadzieję, że dotarliście do końca tego wpisu. Jeśli tak - serdecznie gratuluję i przepięknie dziękuję za poświęcenie mi kilku chwil.

O planach na wrzesień pisać nie będę, ale zdradzę Wam sekret - wkrótce będzie konkursowo! Nareszcie zebrałam się w sobie i mogę się pochwalić własnymi zakładkami - z przyjemnością wcisnę je między kartki książek, które do Was trafią :)


Na koniec - to już naprawdę finał! - dodam, że mam tylko jedno postanowienie na wrzesień: nie kupię żadnej książki! 

Kupię regał ;)

Co Was szczególnie zainteresowało? Dajcie znać!

Zaczytanego września, Książkoholicy!