wtorek, 6 września 2016

Oddychać bólem: "Powietrze, którym oddycha"

Myślałem że mam więcej czasu, ale czasami jutro nigdy nie nadchodzi, a tobie pozostają tylko wspomnienia dni wczorajszych.

Moje trzecie spotkanie z Brittainy C. Cherry uważam za udane. Powietrze, którym oddycha to moja druga - zaraz po Art & Soul- ulubiona książka tej autorki (Kochając pana Danielsa uplasowałam na trzecim miejscu, oczywiście nie ujmując świetności tej powieści). Kolejne podejście do jej twórczości znów odbyło się bez spięć, a lektura, której tematyka do lekkich nie należy, weszła mi jak bułeczka z masłem. Nie na słodko, ale z gorzkim posmakiem.


To już koniec


Cherry gra na emocjach, ubierając w słowa nasze lęki. Wyobraźcie sobie dzień jak każdy inny - taki normalny, który niczym się nie wyróżnia, ot - zwykły i pospolity. Nic nie zapowiada zmian, nie macie szczególnych planów, nie oczekujecie powiewu świeżości - nic, kompletnie nic się nie dzieje. Na wszystko macie czas, bo przecież wkrótce weekend, niedługo ferie i wakacje, gdzieś po drodze święta i to wtedy planujecie poświęcić więcej czasu rodzinie, nieco zwolnić i zrobić coś dla siebie. Na soboty odkładacie złożone obietnice, w niedziele gotujecie od serca, tulicie ponad miarę - wtedy macie czas. A gdyby ten weekend, kolejne święta czy wakacje miały już nigdy nie być takie jak dotychczas? A gdyby nie było już dla kogo gotować, na horyzoncie zabrakłoby dzieci, które można przytulić, a Wasza druga połowa oczekiwałaby już nie spełnienia obietnic, ale godnego pochówku? Zawsze wydaje się nam, że na wszystko będzie jeszcze czas, że każdą nawet najmniejszą pierdołę możemy spokojnie odłożyć na potem, ale jaki będzie nasz świat, kiedy to "potem" nie nastąpi?

Tristan i Elizabeth są w podobnej sytuacji. Oboje stracili jakiś czas temu najbliższych - on pochował syna i żonę, ona pożegnała się z mężem. Ból po stracie najbliższych jest niewyobrażalny, jednak nasi bohaterowie muszą sobie z nim radzić. Lizzy jeszcze jakoś ciągnie, bo siłę daje jej córka, ale dla Tristana życie skończył się definitywnie - w jego świecie zabrakło powietrza, którym oddychał. Kiedy tych dwoje trafia na siebie przypadkiem (tu bez złośliwości proszę - kobiety wcale nie są gorszymi kierowcami niż mężczyźni), rozpoczyna się nowy rozdział. Nie jest przyjemnie, nie jest lekko - dostajemy od Cherry podwójną dawkę bólu, który kumuluje się w sypialni. Bohaterowie wchodzą na grząski grunt, a zależność, która pojawia się między nimi, jest - co tu dużo mówić - nieco toksyczna i dość specyficzna. Układowi, na który się godzą, daleko jest do normalności, ale kto powiedział, że każdy "związek" musi być idealny - ważne, że wszystko odbywa się za przyzwoleniem. A co wyjdzie z takiego zaspokajania potrzeb, szukania ukojenia w prymitywnej emocji  i zagłuszania straty bolesną rozkoszą? 



Magia zawarta jest w chwilach. W delikatnym dotyku, lekkich uśmiechach, cichych słowach. Magia jest w życiu dniem dzisiejszym, w oddechu, w szczęściu. Mój chłopcze, magia jest w miłości.


Kiedy nawiązana relacja przestaje wystarczać, pojawia się problem. Poza tym warto też zwrócić uwagę na ogólny motyw uwikłania - bohaterowie są rozdarci miedzy tymi, którym ślubowali, a szansą na nową miłość; muszą wybierać między potrzebą a sumieniem; walczą ze swoimi myślami, chcąc pozbyć się piętna przeszłości, ależ jaki to słodki (chociaż niewyobrażalnie bolesny) ciężar...


Oddychać bólem


Historia naładowana jest emocjami: bólem, gniewem, bezsensem istnienia. Każde słowo niesie ogromną dawkę smutku i braku nadziei na zmianę, dostarczając zapowiedź jeszcze bardziej bolesnego jutra, płytszego oddechu, przytłaczającej pustki. 

To opowieść o uzależnieniu od zapomnienia - od drugiego człowieka, który przyjmuje ból, ale też oddaje część swojego brzemienia. Seks stanowi tu niewątpliwie ważny element rozładowania napięcia, chociaż nie zawsze spełnia swoją rolę - czasem potęguje ból, przypominając tych, którzy odeszli. Bohaterowie wpadli w pułapkę, kręcąc się wokół swoich problemów, powierzając tajemnice, ale też budując powoli mocną nić porozumienia. Transformacja ich uczuć była tu oczywista, ale z połączenia dwóch zranionych dusz musi wyłonić się kolejna katastrofa.

Bohaterowie są wyraziści i określeni. Lizzy działała mi na początku na nerwy - taka była "rozlelana", taka łaknąca i odpychająca świat jednocześnie, zagubiona. Zmieniłam jednak szybko to moje nastawienie, kiedy tylko postawiłam się w jej sytuacji... Tristan - oczywiście piękny i wspaniały - to postać zmienna, którą targa gniew i nienawiść do życia - uważany za świra i kryminalistę, omijany przez wszystkich szerokim łukiem. Poza tym moją uwagę zwróciła również przyjaciółka - wyzwolona seksoholiczka (taki humorystyczny , słodko-gorzki dodatek), stary przyjaciel, który koniecznie chce znaleźć się u boku E. oraz podstarzały gej - właściciel sklepu z magią. Każda postać na swoją historię, a te zgrabnie przeplatają się z losami głównych bohaterów, przy czym wszystko to dzieje się w niewielkim miasteczku, gdzie plotka goni plotkę - sąsiedzi mają używanie!

Styl autorki jest moim zdaniem niesamowity - Cherry potrafi pisać o bólu i niespełnionej miłości z taką lekkością, że lektura staje się przyjemnością. Czytelnik otrzymuje potężną dawkę emocji w bardzo przystępnej, prostej i często banalnej formie. Książkę czyta się szybko - z przerwami na zaznaczenie trafiających w serducho cytatów.

Pomyślicie, że ideał? Nie, niestety. Historia, chociaż świetnie poprowadzona, jest mocno przewidywalna. Nie zaskoczyło mnie rozwiązanie, nie znalazłam również żadnej niespodzianki w przebiegu tej fabuły. Powiem więcej - szybko rozwikłałam bolesne tajemnice, prędko powiązałam fakty, więc punkt kulminacyjny nie zrobił na mnie wrażenia. Jednak nie za to cenię tę książkę, ale właśnie za ładunek emocjonalny, za uronienie łezki przy akcie, za możliwość zatonięcia w bólu bohaterów, bez konieczności odwoływania się do mojej rzeczywistości - Powietrze, którym oddycha pozwoliło mi na zachłyśnięcie się cudzym bólem.