piątek, 30 września 2016

Pęknięta dusza Mojżesza: "Prawo Mojżesza"


Wszyscy mówią o tym, żeby nie zwracać uwagi na kolory. Ale może zamiast ignorować kolory powinniśmy je celebrować we wszelkich odmianach. Męczy mnie to, że wymaga się od nas ignorowania naszych różnic i udawania, że ich nie widzimy, podczas gdy dostrzeganie ich wcale nie musi być czymś negatywnym.





Na początku może rozwieję wątpliwości i podejrzenia tych, którzy nie słyszeli jeszcze o tej książce (może znajdzie się jeszcze ktoś taki) - Prawo Mojżesza autorstwa Amy Harmon nie jest książką religijną. Tytuł oczywiście odnosi się do biblijnego Proroka - główny bohater został znaleziony w koszu (stąd imię), jego niesamowite zdolności przyrównywane są do spektakularnego przejścia przez Morze Czerwone i powieść zahacza o zagadnienie wiary, jednak w żadnym wypadku nie jest to książka o tematyce religijnej.





Obawiałam się sięgnięcia po tę książkę - wszędzie pojawiały się bardzo pozytywne opinie, wszyscy zachwalali, kusili. Jestem zawsze sceptycznie nastawiona do takiej wszechobecnej reklamy, która atakuje mnie na każdym kroku - przeraża mnie przereklamowanie, boję się rozczarowania. Kiedy książka jest świeżutka, dopiero wydana obawy są większe... 


Znacząca inność


On: Mojżesz jest dzieckiem craku porzuconym przez matką w koszu w pralni chemicznej - ma pękniętą duszę, a między światem niezwykłości a jego rzeczywistością znajdują się szczeliny, które są w stanie pozbawić zmysłów każdego. I tak też się dzieje - chłopak uchodzi za nieobliczalnego szaleńca, a niezwykły dar (lub przekleństwo) wielokrotnie ściąga na niego kłopoty. Leki, które przyjmuje młody artysta, potęgują jedynie niezwykłe halucynacje. 

Mojżesz ustalił prawa, którymi kieruje się w życiu, a do najważniejszych należy: nigdy nikogo nie pokochać. Czego pragnie? Wolności i ucieczki przed światem, przed ludźmi, przed sobą. Jedyną ucieczką przed goniącymi go wizjami, jest malowanie - na stodołach, w przejściach, na murach. Jednak murale Mojżesza nie są zwykłe - poza tym, że chłopak ma talent, każdy obraz łączy się z mroczną historią. Ludzie boją się szalonych napadów, w jego obecności świrują nawet ułożone konie. 

Ona: Georgia jest młodą, bo siedemnastoletnią kowbojką. To dziewczyna o silnym charakterze, zadziorna, "wyszczekana" i niesamowicie uparta. Pomaga rodzicom na farmie, pracuje z końmi, do których ma świetne podejście. Georgię fascynuje czarnoskóry artysta, któremu z czasem oddaje serce. To ona zabiega o jego względy, ona próbuje go oswoić, ona wszystko zaczęła...

Miłość - o ile łączące ich więzi można w ogóle nazwać miłością - jest trudna, niezwykła i nieszablonowa. Podobnie jest ze zdolnościami Mojżesza, których nie da się ogarnąć rozumem - on sam początkowo nie stara się pojąć ich znaczenia. 

Bohaterowie opowiadają nam swoje historie - mamy tu do czynienia ze zmienną narracją, gdzie najpierw Ona raczy nas rzeczywistością, a potem On dorzuca do naszego świata olbrzymią dawkę  szaleństwa. To zupełnie niekonwencjonalne spojrzenie na inność, próba oswojenia obcości i zrozumienia odmienności. Tu znajdziecie po prostu to "COŚ". Mnie ujęło.


Inna historia


Bardzo trudno jest przyporządkować tę książkę do jakiegoś konkretnego gatunku. Spodziewałam się typowego - pełnego naiwności i sztampowych bohaterów - New Adult. Spodziewałam się płytkiego romansu, pełnego cukiereczków, serduszek i tych wszechobecnych maślanych oczu wlepionych w niego lub w nią, i ogólnie całej masy bliżej nieokreślonej tandety. Oczywiście wszystkie te słodkie liźnięcia gdzieś tam znalazły swoje miejsce, ale w taki sposób, że aż się chciało o tym czytać, bo poza oczywistymi radościami dostajemy tu coś innego. Autorka wychodzi poza uklepaną przez wielu ścieżkę i prowadzi nas nieuczęszczanymi dotąd dróżkami w świat dziwny, nieco przerażający i mocno niezrozumiały a przy tym niezwykle bliski.

W powieści poza innością Mojżesza, zaraz obok miłości, gdzieś wśród koni i między ścianami szpitala psychiatrycznego, dostajemy świetnie dopracowany wątek kryminalny naznaczony tajemnicą. 

Historia złożona jest z dwóch części: pierwsza "Przed" to historia poznania Mojżesza i Georgii, ich pierwsze kontakty, zbiegi okoliczności i wprowadzenia do świata mężczyzny - powolne odkrywanie jego tajemnicy. Druga część "Po" to kontynuacja ich losów - siedem lat później. I tu można to rozgraniczyć na młodzieńczą naiwność i na bolesną dorosłość. Przyznam, że ta druga część zrobiła na mnie ogromne wrażenie, trafiła we wrażliwe struny, powaliła emocjonalnie i doprowadziła do łez. Obok tych wszystkich wspomnianych niezwykłości musiałam zmierzyć się z brutalną rzeczywistością, a ta - za co ogromny plus dla Autorki - nie była wymyślna, ale mogłaby stać się częścią naszego życia, chociaż oczywiście będziemy wypierać to uparcie ze świadomości!

Moje obawy okazały się niesłuszne, ponieważ ta historia porwała mnie, a bohaterowie trzymali tak mocno, że kiedy zaczęłam czytać, nie mogłam się oderwać. Początek nie powala, jednak jest na tyle intrygujący, że zmusza do dalszej lektury. Dawno nie czytałam tak ciekawej i tak sprawnie, zgrabnie i nieszablonowo skonstruowanej historii. Wciągnęła mnie magia, zaskoczyły pewne rozwiązania, których się po prostu nie spodziewałam - oczywiście część z nich można przewidzieć, ale kiedy już myślałam, że wiem, Autorka pokazywała mi, że jestem w błędzie. To lubię!

Warto poświęcić czas na przeczytanie tej historii. Może uznacie, że to nie do końca Wasze klimaty, może obawiacie się niezwykłości czy dziwnej relacji, a może nawet miejsca akcji czy kowbojskich klimatów - mimo wszystko spróbujcie, bo Prawo Mojżesza to po prostu coś innego i może akurat odnajdziecie się w tej opowieści, a może wcale i właśnie dlatego uznacie ją za wyjątkową?