wtorek, 20 września 2016

Puchatki do boju!: "Lardżelka"


Ten, kto myśli, że jedzenie to sprawa żołądka, jest w błędzie! To jest tylko i wyłącznie sprawa mózgu.




Na rynku książki błąkają się takie publikacje, na które jesteśmy skazani. Nie, nie musimy ich czytać i nikt nas do tego jakoś specjalnie nie zachęca, ale coś nas w nich pociąga, coś nie daje nam spokoju... 

W Lardżelce autorstwa Wandy Szymanowskiej spokoju nie dawał mi początkowo tytuł - kompletnie nie wiedziałam, z której strony go ugryźć, chociaż tematyka tej książki była mi poniekąd znana. Nie potrafiłam go nawet zapamiętać, z niczym konkretnym mi się nie kojarzył. Udało się jednak - tytuł rozszyfrowałam.

Okładka... Po niej treści nie oceniam i całe szczęście, bo nie skusiłabym się na ten tytuł, gdyby miało to zależeć od opakowania. 

Potem nie dawała mi spokoju liczba stron - to krótka historia, a trzeba dużej wprawy, żeby na niespełna 70 kartkach zawrzeć coś konkretnego i wartościowego. 

W końcu sam motyw przewodni, czyli otyłość i walka z tym paskudztwem były dla mnie źródłem takiego "pfff"... Wiecie, wiele już takich historii za mną - o tłuszczu i pocie, o zmianach i cudownych odmianach - zawsze jest nadzieja, a każda grubaska może być niemalże misską, jeśli tylko weźmie się w garść. Obawiałam się tej lektury, ponieważ - co przyznaję z żalem - jej podobne były w moim mniemaniu cienkie, płytkie i takie, hm... bezduszne. Bohaterki nad wyraz puszyste w końcu biorą się za siebie albo żyją z tą swoją puchatą otoczką - szczęśliwe, znajdują mężów, czerpią radość ze zjadania trocin i powoli, wraz ze zrzucanym z cielska sadłem, odkrywają swoje lepsze, piękniejsze i bardziej zachłanne życia JA. To zawsze wygląda podobnie i nigdy, tak w gruncie rzeczy, te historie nie miały dla mnie żadnego znaczenia. 




I tu zaskoczenie. Ta niepozorna, szczuplutka książeczka zrobiła na mnie wrażenie. Powiem nawet więcej - zmusiła mnie do spojrzenia na siebie, do przemyślenia wielu spraw, do działania. To historia, którą pochłonęłam w godzinę! Czy w godzinę można coś w swoim życiu zmienić? Czy można coś dopisać lub odjąć ze swojego życiorysu? 

Pewnie już domyślacie się, że ta recenzja będzie miała charakter nieco bardziej osobisty, może też drażniący i może nawet nieco przesadzony...


Balia duża i okrągła

Jeśli czytaliście jakąkolwiek książkę, w której puszysta kobieta bierze się za siebie, to z pewnością sama akcja i kolejne sceny nie będą dla Was nie wiadomo jakim zaskoczeniem, bo schemat jest ten sam: 


gruba - walcząca - chudsza; 
nieszczęśliwa - cierpiąca - cała w skowronkach. 

Trudno jest opisać jakoś inaczej to, co dzieje się w życiu osoby, która podjęła bitwę z kilogramami - po prostu trzeba przejść pewne etapy, żeby dotrzeć do celu. Kombinowanie jest zbędne. Nie będzie więc zaskoczeniem zamiana golonki i chipsów na warzywa oraz drób z piekarnika, a jednak każdy ma swoją historię i zawsze będzie ona nieco inna...

Jeśli nie czytaliście lektury podobnego formatu, z pewnością będziecie zaskoczeni, bo wiecie - tu nie chodzi o osiągnięty cel, który majaczy na horyzoncie, ale o drogę - wzloty i upadki, radości i smutki, o barwne pociągnięcia pędzlem po szarym płótnie codzienności. I wcale nie chodzi o odchudzanie (nie tylko), ale o wiarę w siebie i motywację do działania! Lardżelka potrafi zmotywować - co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

Główną bohaterką jest Zofia - kobieta wykształcona, z dobrą pracą, bez przyjaciół, bez mężczyzny, ale z nadmiarem kilogramów. Kiedy poznajemy Zośkę - zrozpaczoną, smutną i czującą do siebie obrzydzenie dziewczynę, która najchętniej zwinęłaby się pod kocykiem w kłębek i po prostu umarła - waży ona 123 kg. W końcu jednak czara goryczy się przelała, a Zofia postanawia zmienić swoje życie i pozbyć się tego, co wyznacza jej miejsce w społeczeństwie, czyli otyłości (skrajnej, chorobliwej). I tu zaczyna się przygoda z "Lardżelką" - turnusem odchudzającym dla osób otyłych, które chciałaby zamienić rozmiar XL(LLLLL...) na nieco mniejszy.

Brzmi znajomo? Może średnio pociągająco? Jakoś specjalnie mnie to nie dziwi, bo dla większości czytanie wywodów i jęków puszystej kobiety to kiepski materiał na książkę, ale wierzcie mi - w tej opowieści jest tyle magii... Tak, magii, bo wiecie - każdy może uczynić grubą babę główną bohaterką, ale tylko niewielkiej garstce udaje się tchnąć w taką historię życie, zasypać czytelnika całą gamą emocji - od zżerającej od środka nicości, poprzez niewyobrażalny smutek, po skrajną radość. Lardżelka to powieść obyczajowa - krótka, niepozorna, ale tak naszpikowana emocjami, że nie sposób przejść obok niej obojętnie.


Z pamiętnika Grubaski


Ujęła mnie prostota tej historii. Opowieść, którą zaserwowała nam Autorka to, w moim odczuciu, zbiór kartek z pamiętnika - świadectwo walki i zmiany, zapis niepowodzeń i małych sukcesów oraz pełna wątpliwości próba odzyskania szacunku do siebie, a można znalezienia go po raz pierwszy? 

Wanda Szymanowska poruszyła tu bardzo ważne problemy: oceny pracownika przez pryzmat jego wątpliwie przyjemnej aparycji, szykanowania puszystych kobiet przez ich partnerów, lekceważenia grubych klientów w sklepach z odzieżą. 


Ania nie ma żadnych przyjaciół,
 
bo nikt nie chce zdawać się z grubaską.

A gdyby Ania była szczuplutka? Czy to w ogóle cokolwiek zmienia? Może problem leży nie w wadze, ale w osobowości?


Któregoś dnia mąż powiedział, że utuczyła się za jego pieniądze jak prosię, a on z prosięciem pokazywać się publicznie nie będzie. Wobec tego odchodzi. I odszedł do innej, chudszej, zgrabniejszej i ładniejszej.

Czy naprawdę eska jest gwarancją szczęśliwego małżeństwa i Ela, o której tu mowa, nadal byłaby z mężem, gdyby się nie upasła? 

Dlaczego o tym napisałam? Ponieważ nigdy nie spotkało mnie coś takiego, więc wypieram takie wieści ze świadomości, ale staram się zrozumieć. Wydaje mi się, że wielu czytelników zakwestionuje, zgłosi sprzeciw i uzna, że to zbędne, ale wiecie - jeśli coś nas nie dotyczy, nie oznacza to, że nie istnieje... Może więc warto spojrzeć na to zagadnienie z innej strony?

Co ważne, Autorka zwraca przy tym uwagę na  grzeszki otyłych (i nie mam na myśli podjadania): ich zakompleksienie, brak wiary we własne siły i możliwości, ale przede wszystkim na ciche przyzwolenie. Ale to nie wszystko! Istotny w tej historii jest również stosunek puszystych do ludzi z rozmiarem "0", a ten też nie jest zadowalający - szczupli traktowali są bowiem przez główną bohaterkę jako potencjalne źródło bólu i znieważenia. Czy tak to powinno wyglądać? Czy przyjaźń, miłość i codzienny kontakt musimy rozpatrywać w kategorii wielkości swojego tyłka?

Dość tych wywodów, przejdźmy do wykonania. Książka napisana jest bardzo prostym, lekkim i przyjemnym językiem. Każde słowo pochłania się jak cieplutką bułeczkę z masełkiem - z łatwością przechodzi przez gardło i szybko trafia do głowy, dając poczucie nasycenia. To wielki plus tej powieści - nie jest udziwniona, nie jest też przegadana. Autorka podaje nam na tacy całą gamę emocji, a danie polewa słodko-gorzkim sosem, z odrobiną pieprzu, oczywiście. Historia, która wciąga nas już na samym początku, jest ciepła, budująca i przede wszystkim naszpikowana emocjami - takimi wprost - szczerymi i zaskakującymi.

Na końcu tej książki znajdziecie kilka smacznych przepisów na zdrowe dania, ale też ogólne - wypunktowane - rady na przyszłość. Znamy to, prawda? Nie jest ich wiele, ponieważ sporo takich smaczków Autorka przemyciła już w treści. Nie jest też nachalnie - warto na tę część zerknąć, warto tu wracać.

Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć na temat tej książki, co jest naprawdę zadziwiające, bo jej rozmiar nie wskazuje na taką dawkę refleksji. Z pewnością pod olbrzymią ilością myśli czy zdarzeń mogłabym się podpisać - czasem miałam wrażenie, że Autorka wykradła mój pamiętnik! Z mnóstwem spraw się jednak nie zgadzam - mnogość tych odczuć jest mi w ogóle nieznana, wielu zdarzeń nie potrafię zrozumieć i ciężko mi się do nich ustosunkować. 

Chociaż tematyka Lardżelki jest mi bliska, to jednak wiele tych myśli czy zdarzeń to nie moje klimaty - kompletnie ode mnie oderwane, nieznane. Myślę sobie jednak, że może Wam tematyka będzie obca (nie każdy walczy z nadwagą), ale odnajdziecie wiele siebie w tej puchatej Zofii, traktując ją po prostu jak człowieka - to w końcu kobieta jak każda inna. I nieważne czy nosicie (...X)XS czy XL(LLL...) - miłość, przyjaźń i walka o siebie to tematy, które dotykają każdego, niezależnie od rozmiaru.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania Lardżelki dziękuję Autorce:




Odwiedźcie Lardżelką na Facebooku: profil na FB