poniedziałek, 12 września 2016

Spójrz w oczy Bestii: "Bestia: Studium zła"

Emocje wywołuje ktoś, kto zabił jedną, dwie, trzy osoby. Tu mamy do czynienia z maszyną do zabijania, dlatego działania tego człowieka trzeba rozważać chłodno i bez emocji.




Po udanej lekturze Innej duszy Łukasza Orbitowskiego postanowiłam sięgnąć po kolejną książkę z serii Na F/aktach. Tym razem w moje ręce wpadła Bestia. Studium zła autorstwa Magdy Omilianowicz.

Słyszeliście kiedyś o "Wampirze z Bytowa"? Mnie obiło się o uszy - gdzieś, kiedyś - jednak przyznaję, że nie miałam pojęcia, kim jest ten człowiek (o ile jakiekolwiek człowieczeństwo można tu rozważać), o co chodzi w całej historii i ogólnie -  o co tyle krzyku? Już wiem, a droga do tej wiedzy i świadomość oraz waga tego problemu okazały się niezwykle bolesne.

Oczy Bestii


Leszek Pękalski urodził się w 1966 roku - był "dziełem przypadku", dzieckiem niechcianym, zaniedbywanym przez matkę i babcię, która z przyjemnością zaglądała do kieliszka. Poza nim w domu była jeszcze trójka rodzeństwa: siostra bliźniaczka oraz dwoje upośledzonych maluchów. Leszek wiele lat tułał się po ośrodkach wychowawczych, gdzie mógł liczyć na wikt i opierunek. Już jako pełnoletni, pracował w niejednym zakładzie, chociaż jego współpracownicy i przełożeni nie byli zadowoleni z wykonywanej przez niego roboty - próżnował. Leszek dostał rentę, więc mógł sobie na pewne próżniactwo pozwolić. Uwielbiał podróżować po Polsce, a geografia była jedną z jego małych pasji. Gdziekolwiek się nie pojawił, zawsze wzbudzał niechęć, ale i litość. 

Mężczyzna miał niepohamowany popęd seksualny i szczególne upodobanie do jedzenia, a kiedy już zaspokoił jedną z tych potrzeb - wypełnił żołądek - przechodził do pełnego spełnienia. 

Jego ofiary miały od 6 miesięcy do ponad 70 lat - to kobiety i mężczyźni, ludzie urodziwi i przeciętni, szczupli i otyli, zdrowi i chorzy. Dla Wampira powierzchowność nie miała większego znaczenia, a ofiarą mógł być każdy, kto przypadkiem znalazł się w zasięgu mordercy - tu nie ma określonych kryteriów, ponieważ Leszka podniecała każda ruszająca się istota, nad którą chciał mieć kontrolę. Jednak chcieć, nie zawsze znaczy móc... Leszkowy wygląd i oblepiający go brud - w połączeniu z lekkim opóźnieniem umysłowym - wywoływały w ofiarach litość, a kiedy padła ta magiczna propozycja: poruchajmy się, pojawiał się atak śmiechu... do czasu! Bestia ma bowiem olbrzymią (mimo swego niepozornego wyglądu) siłę. 

Dziewczyny się tak nie dawały,
ale tak robiłem, żeby były posłuszne.

Śmiech przechodzi w bolesny szloch. 

Strach zastępuje litość. 

Życie uchodzi, pozostawiając jedynie martwe ciało. 

I to ciało interesuje Leszka najbardziej, bowiem spełnienie znajdował w nekrofilii - ot, zdarzenie miał, po prostu Leszek się "zaspokajał na niej".

Chciałem gdzieś, na kimś wyruchać się.

Handlarz zbrodni zabijał, by gwałcić, by zaspokoić swoje chore żądze. Czy żałował? Owszem, raz, kiedy pozwolił jednej z ofiar przeżyć. Tylko wtedy, tak szczerze. Czasem przyznał, że jakiejś było mu żal, ale tak pół na pół.

Znacie już Leszka Pękalskiego - bestię, potwora, seryjnego mordercę? Wampir zamordował z zimną krwią 67 osób, jednak został skazany na 25 lat pozbawienia wolności za jedno zabójstwo. Leszek Pękalski nie otrzymał wyroku śmierci, nie dostał dożywocia i wkrótce, bo już w grudniu 2019 roku wyjdzie (najprawdopodobniej) na wolność. Leszek będzie wolnym człowiekiem, gdzieś wśród nas...

Język Bestii

Pierwsze, co mnie uderzyło, to język, którym napisana jest ta książka. Pomyślałam sobie, że to jeden wielki bełkot, który w ogóle trudno jest przyswoić, więc jak mam TO czytać? Jednak im dalej, tym bardziej ta infantylność wypowiedzi robiła na mnie wrażenie. Zderzenie Leszkowego myślenia z ogromem i wagą zbrodni, których się dopuścił, jest niesamowite. Książki nie czyta się lekko, bo styl jest wyjątkowy - może drażnić, może wydać się nieodpowiedni - na pewno jest być tematem do szerszej dyskusji. Chętnie przeczytałabym coś innego, co wyszło spod pióra autorki, bo trudno tu ocenić warsztat - szczególnie, kiedy przytaczane są autentyczne pisma i wypowiedzi Pękalskiego, a cała treść jest jakby stylizowana na jego modłę. Nie jest to również lektura przyjemna i nie taka, którą pochłonie się w jedno popołudnie... 

Takiej ilości bólu, złości i poczucia niesprawiedliwości już dawno, o ile w ogóle, nie doświadczyłam. Niewyobrażalna jest skala tych zbrodni, a nie do pojęcia ból rodzin. Bestia. Studium zła  to opowieść wstrząsająca, odbierająca poczucie bezpieczeństwa, bazująca na złu do granic możliwości.

Czym jest to studium? Autorka osobiście przeprowadziła wywiad z Pękalskim, rozmawiała też z bliskimi ofiar, z policjantami, z kobietą, która przeżyła spotkanie z bytowskim Wampirem, z psychologiem, z klawiszem, a nawet z jasnowidzem. Poza tym odbyła rozmowy z siostrą i szwagrem Leszka (wyobraźcie sobie, że mogło być inaczej, a zwykła dmuchana lalka mogła ocalić kilka istnień), z jego wujem oraz z kobietą, u której mieszkał przez jakiś czas. Każdy miał coś do powiedzenia, a z tych wszystkich historii wyłonił się obraz Bestii - bezwzględnej, niepohamowanej, wciąż głodnej - maszyny do zabijania. Magda Omilianowicz dopełniła tę historię wizją  przyszłości i uwierzcie mi, nie wygląda to kolorowo...

Czy polecam książkę? Owszem, jednak bez życzenia przyjemnej lektury, bo nie znajdziecie tu radości, szansy na lepsze jutro czy pokrzepienia. Będzie ból, smutek i takie niejasne poczucie zagrożenia oraz pełne przekonanie o bezsensie.