środa, 28 września 2016

"Traktat o łuskaniu fasoli" Wiesław Myśliwski


Nie rozumiałem, a czytałem. Nie musi się zresztą od razu rozumieć.
Życia, choćby nie wiem, ile się przeżyło, też się nie rozumie.



Są takie książki, po które bardzo chcę się sięgnąć, ale obawy przed ich ruszeniem są tak wielkie, że lekturę wciąż odkłada się na później, na kiedyś, na może w końcu przeczytam. Traktat o łuskaniu fasoli za który Wiesław Myśliwski otrzymał w 2007 roku Nagrodę Literacką NIKE należy do tych książek, do których podchody robiłam od dawna, od kilku lat, w sumie od tej chwili, kiedy w ogóle o niej usłyszałam. Obawy były przeogromne i tak przytłaczające, że po prostu nie miałam sumienia. Dlaczego zapytacie, w końcu książka jak książka - do poczytania jak każda inna. Otóż nie, nie do końca. Traktat o łuskaniu fasoli nie jest jak inne, jest inny. To jedna z tych książek, które czytałam o wiele dłużej niż zazwyczaj, chociaż napisane są bardzo przystępnym językiem. o również taka książka, która potrafi wciągnąć czytelnika, chociaż brak w niej akcji - nie znajdziecie tu nagłych, zapierających dech w piersiach zwrotów, ale historię, która płynie. Chyba to było głównym powodem mojego niezdecydowania, bo wiecie - wolę, kiedy jednak coś się dzieje, a kolejne sceny pędzą jak szalone. A czym jest Traktaktat...? Może już to wiecie, a może nie spotkaliście się jeszcze z książką Myśliwskiego - monologiem, który autor ciągnie przez blisko 400 stron. Wiecie już, skąd się brały moje obawy? Nie wierzyłam, po prostu nie potrafiłam wyobrazić sobie, że ta książka może być wartościowa, że coś w niej znajdę, że jakoś mnie poruszy. 

Skoro książka jest nietypowa, to i nie recenzja powinna mieć nieco inną, niż zazwyczaj, formę. Streszczę Wam dokładnie akcję tego działa, gotowi?



Dwóch mężczyzn łuska fasolę. 
Jeden opowiada o swoim życiu.
Drugi słucha.



I jak? Nie powala, prawda? A teraz wyobraźcie sobie, że ta opowieść wystarczyłaby na kilka odrębnych książek, że każda ma wstęp, rozwinięcie i zakończenie, ale kiedy jedna dobiega końca, mężczyzna płynnie przechodzi do podjęcia kolejnej. Każda opowieść jest wycinkiem większej całości, a te dodatkowo zostały zgrabnie spojone z dygresją. 


Żyjemy w tym, co opowiedziane. Świat jest tym, co opowiedziane. Dlatego coraz ciężej żyć. I może sny stanowią o nas. Może jeszcze tylko nasze sny są nasze?


Dawno nie czytałam książki, w której zaznaczyłabym tak ogromną ilość cytatów! Nie robię tego często, a tu jest gęsto od moich zakreśleń, przemyśleń spisywanych na szybko gdzieś na marginesie, od zakładek. Tyle prawdy o życiu, miłości, przyjaźni, pracy, rodzinie, rozważań o prawdzie, przeznaczeniu i przypadku - ogólnie wymieniać można tu długo - takiego nagromadzenia mądrości dawno nie widziałam. 

Styl mnie zachwycił. Jest prosty, ale taki subtelny, wyważony i tak płynny, że porywa. W tej książce naprawdę nie znajdziecie akcji - takiej typowej - ale popłyniecie z nurtem rozważań. Kolejne twarze, zdarzenia, myśli przewijają się w tym swoistym bilansie życia. 


Nikt za nikogo nie żyje, to i wyobrazić sobie nikt za nikogo nie jest w stanie. Nie trzeba odrzucać sposobu, jeśli miałby nas prowadzić do siebie.

I chyba na tym skończę, chyba już nie powiem więcej, bo warto to przejść samemu. Zaznaczę jedynie, że jestem zauroczona, a moje obawy okazały się nieuzasadnione. To po prostu jedno z tych ważnych dzieł, po które warto kiedyś sięgnąć, gdzieś na ścieżce swojego życia.

Może i Wy dacie się wciągnąć? Przeczytajcie fragment