piątek, 9 września 2016

Wołanie o pomoc: "Ocal mnie od złego"

To właśnie poczucie bezpieczeństwa jest najlepszym prezentem, jaki można dać dziecku i jest czymś, czego większość z nas nie docenia.

Kiedy wrzuciłam jakiś czas temu zdjęcie moich sierpniowych łupów, szczególną uwagę zwróciliście na książkę Ocal mnie od złego autorstwa Allomy Gilbert. Otrzymałam sygnały, że to mocna historia, przerażająca i okrutna; pojawiły się głosy, że treść miażdży emocjonalnie. Po lekturze pozostaje mi się jedynie z tym zgodzić.



Ocal mnie od złego jest książką autobiograficzną. Autorka - obecnie dorosła kobieta, moja rówieśniczka - wprowadza czytelnika do swojego piekła, opowiadając o dzieciństwie i okresie dojrzewania.

Wołanie o pomoc


Zawsze mam problem (wspominałam o tym przy okazji recenzji Płaczu niemymi łzami) z napisaniem czegoś sensownego na temat książek, które opowiadają o bestialstwie -  krzywdzie dziecka. Ocal mnie od złego jest nieco inną książką, niż te, z którymi się ostatnio spotkałam. Czym się wyróżnia? Głównym motywem nie jest tu molestowanie seksualne, chociaż i taki krótki epizod się pojawił, ale przede wszystkim znęcanie - fizyczne i psychiczne - bicie, wciskanie twarzy w kał, wlewanie płynu do mycia naczyń do gardła lub powolne wsuwanie kija, głodzenie czy przetrzymywanie tygodniami w zamknięciu. Ale wróćmy do początku...

Alloma trafiła pod opiekę fanatyczki religijnej, która miała stworzyć dom dla dziecka - bezpieczną przystań wolną od głodu i chłodu. Dom Eunice miał być dla Allomy ostoją spokoju i szansą na lepsze życie, ponieważ rodzice dziewczynki nie podołali wychowawczo, a kobieta jawiła się jako niemal święta i pełna empatii istota - umieszczenie dziewczynki w domu zastępczym wydawało się najlepszym wyjściem. Okazuje się jednak, że pozory mylą, a pod maską dobroczynności łatwo ukryć oblicze potwora. Eunice jest bezwzględną dręczycielką, która traktuje podopiecznych (łącznie czworo dzieci) w wyjątkowo okrutny, wręcz bestialski sposób. 

Kiedy Eunice wymierzała karę, nigdy nie okazywała gniewu. Zawsze robiła to na zimno, z rozmysłem, wyrachowaniem i sadyzmem w oczach.

Poza znęcaniem się nad niewinnymi istotami fizycznie, kobieta każdego dnia utwierdza je w przekonaniu, że są pomiotami szatana, a każde ich działanie, pragnienie - praktycznie wszystko - uznaje za przejaw diabelskich mocy. Dzieci wychowywane są w strachu i w przekonaniu, że całe zło, którego doświadczają, jest konieczne, bowiem jedyne, na co zasługują ich grzeszne dusze, to potępienie. Eunice wymierza kary z premedytacją, z przyjemnością, ze spokojem. Kiedy wydaje się, że osiągnęła już apogeum, okazuje się, że życie dziecka można uczynić jeszcze gorszym; kiedy już pozostawia rany na ciałach, przystępuje do odebrania im godności, odciskając piętno na ich duszach.

Dzieci początkowo poddają się - wypełniają rozkazy, z pokorą przyjmując kolejne baty - jednak powoli kiełkuje w nich świadomość tego, że życie w domu opiekunki mocno odstaje od normalności. Alloma błaga o pomoc, jednak nikt nie słyszy jej krzyku; nawet sąsiad przerzuca przez płot jej pamiętnik - świadectwo bestialstwa przybranej matki - pozostawiając wyznanie bez echa...  

Ocal mnie od złego to wstrząsająca opowieść do bezsilności i życiu w ciągłym zakłamaniu, które opiera się na wierze w swoją winę.

Eunice wiele czasu poświęciła doskonaleniu swych technik mających na celu zamknięcie "jej" dzieciom ust i zdławienie, całkiem dosłownie, wszelkich odruchów niesubordynacji oraz sprawienie, za pomocą wszelkich środków, że cierpiały w milczeniu.

Relacja z pierwszej ręki


Trudno tu oceniać wykonanie. Książka nie jest wolna od błędów, a autorce zdarza się używać tych samych zwrotów na określenie kolejnych etapów dramatu. W tej książce nie uświadczycie stopniowania napięcia, ponieważ całość jest nasączona paskudztwem. Wydaje mi się, że po prostu nie powinno się tu mówić o jakimkolwiek stopniowaniu, bo każdy element tej tragicznej układanki boli tak samo, każdy odbiera nadzieję, na żaden z nich czytelnik nie może pozostać obojętnym. 

Uczucia, które towarzyszą tej lekturze to przede wszystkim oburzenie - takie wewnętrzne przekonanie o konieczności eliminowania ze społeczeństwa takich jednostek jak Eunice. Naprawdę jestem spokojnym człowiekiem, ale czasem nóż mi się w kieszeni otwiera... Z pewnością poruszy Was ta opowieść - może nawet zapłaczecie nad życiem Allomy, jej przybranego rodzeństwa i wszystkich dzieci, które spotyka podobny los. Na pewno wstrząśnie Wami perfidia postępowania kobiety, która zadaje ból - niewiarygodny, wymierzony, przemyślany - by chwilę potem przytulić dziecko do piersi, wyszeptać "Wiesz, że cię kocham" i stwierdzić, że to dla jego dobra, by wyrosło na mądrego człowieka. 

Kilka minut po takiej egzekucji prosiłam Eunice, żeby mnie objęła, po czym następował krótki uścisk ramion. To była chwila pocieszenia. Byłam ukarana, a teraz "mamusia" okazywała mi, że choć byłam niegrzeczna, ona nadal mnie kocha. Było to chore i gdy myślę o tym teraz, robi mi się niedobrze, jednak dzieci tak bardzo łakną miłości, że będą o nią prosić nawet swego prześladowcę.


Jak wiele trzeba, by zniszczyć czyjeś życie, a dzieciństwo - które z zasady już powinno być beztroskie i szczęśliwe - zamienić w piekło? Niewiele, niestety niewiele... jednak dla niektórych to wciąż za mało.