poniedziałek, 17 października 2016

Czego pragną "Dziewczyny"?


Nikt chyba nie zauważył, że jego słowa strzępią się na krawędziach: wszyscy powtarzali to, co mówił, ich usta wykrzywiały się we wspólnej emocji.



Wydaje mi się, że są takie książki, które trafią do niemal każdego odbiorcy, bez względu na jego wiek, płeć, doświadczenie czy preferencje czytelnicze. Czy Dziewczyny autorstwa Emmy Cline można zaliczyć do tego typu powieści? Nie jestem o tym do końca przekonana, jednak wiem, że to taka historia, która w niemal każdym coś zostawi, a wielu skłoni do refleksji, część przerazi, innych utrzyma w napięciu, kogoś znudzi, ale dla niektórych będzie czymś tak niewyobrażalnym, że wywoła porządnego książkowego kaca. 

Dziękuję, Stworku, za polecenie tego tytułu - to była prawdziwa uczta czytelnicza, chociaż serwowana na gorzko...


Inny wymiar

Historia inspirowana jest życiem Charlesa Mansona, co nic mi nie mówiło, ponieważ lustrowanie charyzmatycznych przywódców sekty nie leży w kręgu moich zainteresowań. Po lekturze tej książki również nie pokuszę się o zgłębianie jego życiorysu - wystarczy to, co wyczytałam w Dziewczynach, a to i tak bardzo wiele - fikcja trafiła mnie z ogromną mocą.




Jak wiele trzeba, by dać się wciągnąć w sieć, by oddać siebie, aby uzyskać coś niejasnego - mgliste, złudne szczęście, jednak nad wyraz potrzebne do istnienia? Okazuje się, że czasem wystarczy jedno spojrzenie, innym razem ukłucie gdzieś w środku, czasem iskierka zazdrości, często nuta fascynacji, która z czasem może przerodzić się w obsesję, a najczęściej świadomość beznadziei i osamotnienie.

Zazdrościłam im zaufania, tego, że ktoś może zszyć puste części twojego życia, dzięki czemu czujesz, że jest pod tobą sieć łącząca każdy dzień z następnym.


Czternastoletnia Evie dala się wciągnąć i, chociaż w sumie nikt o nią specjalnie nie zabiegał, stała się jednym ze zniewolonych trybików wielkiej machiny. Weszła, z własnej woli, w paszczę lwa, przyjmując magiczny klimat sekty z otwartym sercem. Niewiele trzeba, żeby zobaczyć w drugim człowieku ucieleśnienie swoich fantazji, a w śmierdzącej stodole odnaleźć swoje miejsce. Dziewczyna pragnęła zainteresowania, którego nie doświadczała ze strony matki, pragnęła też wolności i wyzwolenia, a tego upatrywała w porzuceniu normalności. Nastolatka chciała być częścią czegoś większego, a kiedy zewsząd sypały się kolejne pochwały i szeptane z czułością słowa ukojenia, poddała się temu czarowi, niczego nie kwestionując. Poddając się woli niesamowitego Russella, ale i urokowi fascynującej Suzanne, której zainteresowania pragnęła niemal obsesyjnie, Evie odkrywa inny wymiar, pogrążając się powoli w mroku.

Potrafiliśmy rozmawiać o chwili godzinami. Obracaliśmy ją na wszystkie strony: sposób, w jaki poruszało się światło, dlaczego ktoś milczał, rozbieraliśmy wszystkie warstwy prawdziwego sensu spojrzenia. Wydawało się rzeczą ważną to nasze pragnienie, by opisać kształt każdej sekundy, kiedy mijała, wydobyć wszystko, co ukryte, i stłuc na śmierć.


Dziewczyny to powieść o zagubieniu, pragnieniu i fascynacji, o okrywaniu siebie i poszukiwaniu swojego miejsca w świecie. Historia opowiedziana nam przez Evie (narracja pierwszoosobowa) zapewne niejednego czytelnika skusi do powrotu do przeszłości, w której być może doszuka się takiego momentu, który mógłby sprowadzić go na tereny bagniste; niejednym wstrząśnie i wielu zadziwi. To książka, do której na pewno będziecie mieć "jakiś" stosunek - albo Was pochłonie, albo odrzuci.


To bagno

Chciałabym napisać Wam, że ta opowieść pędzi, że fabuła jest takim rwącym nurtem, który porywa i rzuca nami o skały. Chciałabym, ale nie byłoby to prawdą, a samą opowieść porównałabym raczej do bagna - gęstej, brudnej mazi - które wciąga powoli, ale kiedy już staniemy na tym grząskim gruncie, przepadniemy, po prostu. 

Mroczny klimat - lepki, osnuty gęstym dymem, upstrzony zgniłymi resztkami, owinięty w brudne szmaty - nieprzerwanie wyzwala w nas niepokój. Nie możemy uwierzyć w to całe dobro, a jednak na każdym kroku towarzyszymy młodej Evie, która nie potrafi dostrzec w tym wszystkim niczego złego. To wspaniała książka  - nie zrozumcie mnie źle, bo nie ma w niej pokrzepienia, ale jej świetność polega na tym dziecięcym przeświadczeniu o byciu w najwspanialszym miejscu na świecie, o życiu wśród tych, którzy wyzwalają drżenie samym swoim istnieniem. Dziewczyny  to doskonałe, no - prawie doskonałe - rozłożenie na czynniki tej wielkiej maszyny zniewolenia, jaką jest sekta, a przy tym nie lada gratka dla fanów thrillera, bo i co nieco o morderstwie będzie.

Dziewczyny to taka historia, która może nami nie wstrząśnie, nie wybebeszy i nie powali na kolana, ale będzie nas wyrzynać, do ostatniej kropli. Mnie wciągnęła, zaciekawiła i skłoniła do zastanowienia się na czymś, z czym nigdy nie miałam do czynienia, a przy tym utwierdziła mnie w przekonaniu, jak malutki kroczek może zmienić całe nasze życie.