wtorek, 18 października 2016

Druga sprawa Huberta Meyera: "Tylko martwi nie kłamią"

Na to ci nie odpowiem. Znasz mnie... Moje osobiste zdanie się nie liczy, ale jak będziesz miał ptaszki, pomogę ci je wsadzić do klatki. 



Drugie spotkanie z kryminałem Katarzyny Bondy uważam za udane. Po rozczarowaniu, które dopadło mnie przy okazji lektury Sprawy Niny Frank, a uściślając - po zakończeniu, nadszedł czas rehabilitacji. W drugim tomie cyklu o Hubercie Meyerze, Tylko martwi nie kłamią, jeszcze raz wrócimy do finału jedyneczki, ale tylko po to, by wyjaśnić znaczenie tych dwóch ostatnich rozdziałów. Wytłumaczenie do mnie dotarło, o sprawie zapominam i cieszę się kolejną lekturą, nie myśląc już o tym, co tam wcześniej poszło nie tak. 

Nowa sprawa profilera


Przenosimy się do Katowic; zwiedzamy dzielnice, oglądamy kamienice, ale interesuje nas jedna, w której ponownie doszło do morderstwa. Chociaż dwie sprawy dzieli kupa czasu, to pada podejrzenie na ich powiązanie. Tym razem ginie śmieciowy baron - seksoholik, a sprawę rozwiązuje nie kto inny, jak Hubert Meyer. Warto jednak dodać, że tym razem towarzyszy mu inny śledczy - Szerszeń (adekwatnie do charakteru), a do tego nie zabrakło pięknej niewiasty - pani prokurator, która skrywa pewien niewygodny sekret.


Podejrzanych jest tak wielu, że trudno wytypować sprawcę, jednak tym razem profil stworzony przez Meyera okazał się trafiony, pomocny i naprawdę konkretny. W pierwszej części wskazanie mordercy było niemożliwe (dla czytelnika), ale w tej... to inna bajka - jest cacy. Bonda świetnie myli tropy, na każdym kroku podrzuca nam nowe rewelacje, wraca do sprawy sprzed lat - to dodatkowo komplikuje nam odkrycie prawdy i o to chodzi, bo jest intrygująco, ciekawie oraz nieprzewidywalnie.

Trochę bliżej poznamy naszego bohatera. Spojrzymy na niego z nieco innej, bo bardziej erotycznej, perspektywy - daje chłopak radę, a sam akt jest wymuskany, więc przyjęłam ten dodatek z nieskrywaną przyjemnością. Poznamy też jego supermoc... Jeśli zastanawialiście się, dlaczego Hubert pozostaje niewzruszony wśród rozkładających się zwłok - otrzymacie odpowiedzieć i, co ważne, nie jest to wyjaśnienie przekombinowane. Wiele się będzie działo, wszystko się wyjaśni, czasem będzie nawet nieco ckliwie. 

Zaczytana


Zaczytywałam się w tej książce, chociaż intryga nie wciągnęła mnie na początku, a dopiero po chwili, jednak zainteresowanie nie opuściło mnie aż do końca. Co prawda niektóre sceny lekko trąciły nudą, ale na szczęście nie było ich wiele, więc lektura przebiegła bez większych komplikacji.

Co mnie urzekło? Autorka odwaliła kawał dobrej roboty: porywając się na wykorzystanie w powieści śląskiej gwary (masakra, połowę trudno mi było ogarnąć), pokusiła się również o słowniczek, który ułatwia czytanie. Pewnie dla wielu z Was to normalne, pewnie ten słowniczek wyda się Wam zbędny, ale dla kogoś, kto wie jedynie, co to jest bana i filok (no i może ciut więcej), było to naprawdę pomocne. Bardzo podobała mi się ta stylizacja, naprawdę, bo powieść zyskała dzięki niej na autentyczności, a nie ukrywajmy, że takie dodatki są niezwykle ważne dla całokształtu; tego elementu po prostu nie mogło tu zabraknąć. Zawsze doceniam tego typu starania!

Cieszę się, że nie poddałam się po pierwszej części, jednak przyznaję, że gdybym nie kupiła od razu całości, pewnie na jedynce zakończyłaby się ta moja kryminalna przygoda. Jeśli odłożyliście ten cykl po Sprawie Niny Frank, może warto do niego jednak wrócić? Tylko martwi nie kłamią to zdecydowanie dojrzalsza, lepiej napisana i ciekawej podana intryga. Aż miło poczytać, naprawdę, kiedy autor szlifuje swój warsztat.

Czytam teraz kolejną, już ostatnią część przygód Huberta, więc spodziewajcie się wkrótce recenzji Florystki. 

Prawie bym zapomniała! Tu możecie przeczytać fragment drugiego tomu, tak na zachętę: przeczytaj fragment.