poniedziałek, 10 października 2016

"Dziecko znikąd": Lepiej późno niż wcale


Nic nie zmieni tego, jak została wychowana w okresie kształtowania się tożsamości, więc może lepiej dla niej, żeby pozostała w tym świecie, który dobrze zna.




Jakiś czas temu przeczytałam Obce dziecko (pełną recenzję przeczytacie TUTAJ *klik*). Dziś wróciłam do opinii sprzed kilku miesięcy, żeby wciągnąć z niej jeden fragment - przeważnie nie cytuję siebie, ale tym razem zrobię wyjątek: Zasmuciło mnie również zakończenie... Niestety. W żadnym wypadku nie jest satysfakcjonujące, ale trąci naciąganym melodramatyzmem. Ni to wzrusza, ni to porusza. Zabrakło mi takiej porządnej kropki nad "i'(...)

Stwierdzam, że niesmak został zagryziony smacznym kąskiem w postaci noweli Dziecko znikąd - Rachel Abbott zamknęła historię Tashy. Doczekałam się porządnego zakończenia, niedosyt odszedł w niepamięć.


I wszystko jasne


Akcja zaczyna się kilka miesięcy po zakończeniu wydarzeń z Obcego dziecka. Tasha musi się ukrywać, praktycznie przed wszystkimi. Unika policji, która jej zdaniem chce ją aresztować za to, czego dopuściła się na małym braciszku, ukrywa się przed swoim największym koszmarem - mężczyzną, którego wydała, a przede wszystkim nie może wrócić do macochy - Emmy, bo nie potrafi spojrzeć jej w oczy. Emma poszukuje dziewczynki, którą chce przyjąć do rodziny, nie ma jednak pojęcia, czy Natasha opuściła miasto, nie wie nawet, czy dziecko żyje. W końcu jednak dojdzie do konfrontacji...




Abbott dopowiedziała co nieco na temat bohaterów, których znamy z poprzedniej części. Wrócimy do Toma i jego asystentki, nie zabraknie również rewelacji dotyczących jego brata. Poza tymi, których znamy, pojawi się też niezwykle pozytywna postać - chłopiec, który opiekuje się Tashą (polubiłam go od razu, a moja sympatia utrzymała się do końca).


Lepiej późno niż wcale


Wydaje mi się, że te dalsze losy dziewczyny można było spokojnie wkomponować w Obce dziecko - to właśnie zakończenie, którego brakowało - oczekiwana kropka nad "i". Czytelnicy musieli na nie trochę poczekać, jednak mimo wszystko dobrze, że w ogóle się pojawiło - nie można było tak od razu?

Autorka zaznacza, że Dziecko znikąd to nowela, która jest uzupełnieniem znanej już czytelnikom historii, zaznacza, że można czytać ją osobno. Wydaje mi się, że lepiej zacząć od początku, żeby nie stracić niczego z tej historii - w noweli autorka odnosi się do tego - dostaniecie tu niezły spojler. 

Podsumowując, jestem na tak, jednak uwzględniając czytanie razem, we właściwej kolejności - osobno nie ma to sensu... Ta część to zagubione zakończenie, które szczęśliwie się odnalazło - lepiej późno niż wcale.