środa, 19 października 2016

E-booki dla dzieci?

Czy warto czytać z dziećmi e-booki? 
A może lepiej postawić na tradycyjne książeczki?



Bardzo cenię sobie możliwość czytania książek w formie elektronicznej. Pewnie już zdążyliście zauważyć, że nie ma dla większego znaczenia to, w jaki sposób trafia do mnie książkowa historia. Czytam e-booki wymiennie z papierem, bo po prostu lubię. Po czytnik sięgam nie tylko na wyjazdach, ale też w domu, bo po prostu tak jest mi wygodniej, chociaż kiedy mam wybór, zawsze  . Ten wpis nie będzie jednak dotyczył mojego czytania, bo o nim pisałam już jakiś czas temu => E-bookowy hejt, tym razem chciałabym napisać o wrażeniach mojej córy, z którą przerobiłam już niejedną elektroniczną książeczkę.


Moje dziecko a e-book


Na brak papieru w biblioteczce córki nie narzekamy. Każde wyjście do marketu  kończy się jakimś nowym łupem - książki dziecku odmówić nie potrafię, chociaż staram się nie kupować ich w ciemno. Papierowe książeczki to (zaraz obok kolorowych pisemek z gadżetami) nasza słabość. Często sama podrzucam córce kolejne tytuły do wyboru, bo po prostu sama chciałabym poznać tę czy inną historię. To właśnie te książeczki czytamy najczęściej i najchętniej, jednak zdarza się nam sięgnąć po opowieść w formie elektronicznej.

Raz zdarzyło się nam czytać książkę na komórce - ta moja ma na szczęście spory wyświetlacz, więc jakoś to przeszło, chociaż nie ominęło mnie powiększanie ilustracji - w końcu te magiczne obrazki, do których odwołuje się Mały Książę, trzeba zobaczyć, poobracać i pomiziać, są one bowiem zintegrowane z treścią książki. Czytanie na komórce nie było zaplanowane - ot, jedziemy pociągiem, dziecku się nudzi, więc czytam. Wydaje mi się jednak, że w domowych warunkach ten kontakt były jeszcze słabszy niż z tabletową książeczką, a pewnie i czytnik wypadłby tu lepiej. Na szczęście w domku czekała papierowa wersja, więc historię dokończyłyśmy jeszcze tego samego dnia, wróciłyśmy też do wszystkich obrazków.


 Mały Książę
Relacja z pociągu



Mamusiu, a dokończymy w domu?


Czytałyśmy na tablecie - padło na Ciapka autorstwa Wandy Szymanowskiej. Tu sprawa była nieco prostsza, bo pojawiły się kolorowe obrazki, a dla pięciolatki (jeszcze nie do końca pięciolatki) te ilustracje były istotne. Historia była krótka, więc weszła szybko, ale nie wyznałam córce, nawet się nie zająknęłam, że w książeczce papierowej można kolorować pieska czy choinkę. Córa ciągle pykała w ekran, strony wciąż nam przeskakiwały, trzeba było przewijać, a po dłuższej chwili ekran nam po prostu gasł. Lubimy sobie podyskutować na bieżąco, a córa ma zawsze milion pytań, których nie mogę zostawić bez odpowiedzi, więc siłą rzeczy ekran często robił się czarny.


 Przygarnij Ciapka
Recenzja



- Mamusiu, a kupisz mi taką książkę o Ciapku?


Przyznam, że ostatnio próbowałam czytać z dzieckiem na czytniku. Dorwałam na Legimi Przygody niezwykłych bohaterów autorstwa Pawła Maja...

- Córciu, Córciu, chodź mam książeczkę!
- Mamo, a gdzie ją schowałaś?
- Tu jest, w środku!
- Mamo, to nie jest książeczka...

Zainteresowanie historią początkowo było marne, a bo obrazki, bo ona chce zobaczyć znowu olbrzyma, bo, bo, bo... Przebrnęłyśmy jednak z satysfakcją przez opowieść o Maleńkiej, potem było już  o wiele łatwiej. Z uporem wracałyśmy do poprzednich ilustracji, a te okazały się inspiracją do narysowania własnych. Musiałam się nieźle nagimnastykować, żeby zaciekawić dziecko taką formą czytania, doczekałam się jednak podsumowania...


 Przygody niezwykłych bohaterów
Recenzja


- Mamo, wolę czytać normalne książeczki.

I tyle w temacie... Nie pozostaje mi nic innego, jak dostosować się do życzenia mojego dziecka.




Czytać, nie czytać?

Prawdę mówiąc, mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony cieszę się, kiedy mogę przeczytać córce kolejną historię, z drugiej zdaję sobie sprawę z tego, że na tym etapie lepiej sprawdzają się książeczki papierowe i to właśnie  na nie stawiam. Wydaje mi się, że takie historie i samo obcowanie z papierem dają jej więcej, mocniej zapadają w pamięć, a wsparcie w postaci ilustracji (niekoniecznie kolorowych) zwiększa zainteresowanie treścią. Czytając papier, jesteśmy bliżej siebie, ale tego nie potrafię Wam wyjaśnić, po prostu córa klei się do książki, a  czytnik czy tablet stawia między nami jakąś niewidzialną barierę.

Ale!

Na pewno nie zrezygnujemy z takiej formy czytania, jednak potraktujemy e-booki jako dodatek, tylko w szczególnych warunkach, w drodze wyjątku. Czytanie elektroniczne świetnie sprawdziło się na wyjeździe - było wybawieniem w czasie zagranicznej wycieczki - kilka książeczek pod ręką, zamiast kilku kilogramów w walizce. Czytamy też w aucie, kiedy jedziemy gdzieś daleko, a dziecko zaczyna świrować (ja też, bo ileż można siedzieć w jednym miejscu). Ale poza tym?

Nie podejrzewałam, że w moim dziecku tak głęboko zakorzeniła się miłość do papieru, ale myślę sobie, że to dobrze i nie wszystko, co lubię ja, musi podobać się mojemu dziecku. Nie każde rozwiązanie jest dobre i część warto sobie po prostu podarować - w niektórych sferach lepiej zachować tradycyjne podejście, tak myślę. Może kiedyś córa polubi e-booki, a może będzie taką książkoholiczką, dla której tylko papier będzie miał znaczenie? 

Najważniejsze, żeby czytała w  ogóle, a jak? Tu się dostosuję i niczego nie będę jej narzucać. Próbowałam, kombinowałam - nie wyszło. Nie zawsze matka wie lepiej! 

Próbowaliście czytać z Waszymi maluchami książki elektroniczne? Może ze starszymi? Może dopiero spróbujecie? Chętnie poznam Wasze historie.