niedziela, 9 października 2016

"Odprysk" prawdę Ci powie


Czy słyszał pan kiedyś jakąś opowieść i potem żałował,
że dowiedział się, jak się skończyła?



Kolejny z thrillerów Sebastiana Fitzeka za mną. Odprysk to już któraś z kolei książka, która trafiła w moje łapki i kolejna, która  zaskoczyła mnie nietuzinkowym podejściem do tematu, bo chociaż motyw przewodni jest dość oklepany, to jednak rozwiązania zaproponowane przez autora zastanawiają. Historia niezwykle zagmatwana, pełna niepokojących zwrotów akcji, naszpikowana dziwnymi zdarzeniami i niezrozumiałymi (początkowo) działaniami. Fitzek zabiera nas tym razem w wędrówkę po omacku - bez wspomnień.

Chcę zapomnieć

Nasz bohater traci, w wyniku wypadku, rodzinę - żonę w dwupaku. Ból jest dotkliwy, przeszywający, nie daje się złagodzić - minęło dopiero 6 tygodni, więc to świeża i bardzo rozległa rana. Mężczyzna wyszedł ze stłuczki bez szwanku, a jego ból potęguje malutki odłamek, który utkwił mu w karku...

W gazecie znajduje ogłoszenie wciśnięte gdzieś między artykuł a reklamę agencji nieruchomości. Nowoczesna klinika obiecuje zapomnienie, spokojny sen i brak wyrzutów sumienia - wystarczy jedna malutka tabelka, a wszelkie złe wspomnienia zostaną wymazane - uczestnik projektu ma trzymać z powrotem (po całkowitym oczyszczeniu mózgu) jedynie to, co dobre. Gdzie tkwi haczyk? Wymaga to porzucenia dotychczasowego życia, firma jednak zapewnia nową tożsamość, załatwia zatrudnienie i mieszkanie, a "wyleczony" ma po prostu cieszyć się życiem wolnym od nieprzyjemności.

Marc waha się, opiera, w końcu rezygnuje z propozycji, jednak kiedy wraca do domu, okazuje się, że nie może wejść do środka... po czasie drzwi otwiera jego zmarła żona, która go nie poznaje, a kiedy wychodzi  z budynku (spłoszony), spotyka kobietę, która doskonale rozumie jego dezorientację - ona również była pacjentką tajemniczej kliniki, która z niewiadomych powodów zniknęła. Również? Przecież on nie wziął w tym udziału! A jednak jego życie diametralnie się zmienia - traci tożsamość, widzi dziwne rzeczy, a w tym wszystkim jest jeszcze jego teść i brat, którego wypuszczono z psychiatryka, no i ta żona, co żyje, a nie powinna, a do tego wszystkiego jeszcze  psychiatra, do którego Marc przychodzi na początku, zakrwawiony. 



Mam nadzieję, że nieco nakreśliłam Wam fabułę, chociaż prawdę mówiąc, jest to nie lada wyzwanie, ponieważ Odprysk jest tak zakręconą historią, że trudno się w niej na początku połapać. Z pewnością będziecie zdezorientowani - podobnie jak bohater nie będziecie potrafili się odnaleźć w tej zakręconej i dziwnej sytuacji. Opowieść jest niezwykle chaotyczna, zakręcona i mocno abstrakcyjna, ale - na szczęście! - wszystko wyjaśni się w finale. Zaskoczenie gwarantowane.

W spirali absurdu


Odprysk  to historia wciągająca, chociaż pokręcona - Fitzek niczego nam nie ułatwia, nie podpowiada i nie prowadzi nas za rączkę, ale atakuje kolejnymi obrazami, które nic nam początkowo nie mówią. Opowieść jest bardzo dynamiczna - bohater biegnie z miejsca na miejsce, styka się z kolejnymi postaciami, odkrywa nowe fakty, podąża w  niewiadomym kierunku, prowadzony niejasnymi wskazówkami. 

Mam mieszane uczucia... Nie powiem, że mi się nie podobało, bo podobało - spędziłam bardzo przyjemny, intensywny wieczór z tą historią. Ale... zabrakło mi czegoś w tej opowieści - spektakularnego zakończenia, które byłoby uwieńczeniem tej chaotycznej wędrówki. Było zaskakująco, owszem, ale chyba nie do końca mi o to chodziło. Patrząc na tę książkę z innej strony, przyznaję, że to czyste szaleństwo, w które autor wciąga nas już w pierwszym rozdziale, napięcie jest odpowiednio stopniowane, kolejne sceny mocno porypane, niepokojące... Było dziwnie, ale tak ciekawie, że aż się chciało wkręcić w tę spiralę absurdu, żeby w końcu (po tych wszystkich zawirowaniach) odnaleźć sens. Może te odczucia są spowodowane mniejszą niż zazwyczaj dawką bestialstwa? 

Sebastian Fitzek należy do tych autorów, po których jednak sięgam w ciemno. Raz jest lepiej, innym razem ciut gorzej, czasem jest dziwnie, czasem inaczej, ale zawsze mam pewność, że czas poświęcony na lekturę książki nie będzie stracony, a historia będzie interesująca. Jestem na tak - mimo chaosu, niezrozumienia i zagubienia - przyjmuję bez większego marudzenia. Jedno jest pewne - dawno nie czytałam tak pokręconego thrillera psychologicznego, dałam się wciągnąć w szaleństwo.