sobota, 22 października 2016

"Raze" - w klatce śmierci


Zabijałem, bo musiałem. Nie miałem wyboru. I tak byłem martwy, nie byłem nikim więcej jak tylko numerem - obdartym z moralności, wolności i życia. 



Powieści erotyczne, a tę książkę można do nich spokojnie zaliczyć, czytam rzadko, chociaż czasem mi się zdarzy. Zawsze odstręcza mnie ten typowy, już tak mocno oklepany, że praktycznie spłaszczony schemat: ona - szara myszka po studiach, a on powalająco piękny, bogaty i do tego porządnie obdarzony. Jakoś nie mogę... Ile razy zdarza mi się trafić na takie "subtelne cacuszko", tyle razy mam ochotę rzucić nim o ścianę. Nie chodzi o to, że jest coś złego czy, potocznie mówiąc, głupiego w takim modelu "zapoznawania się", ale to się po prostu przejadło. Wtedy pojawia się taka powieść jak Raze autorstwa Tillie Cole i nagle czuję, że trochę odżyłam. Nie jest to grzeczna i subtelnie wymuskana do gładkości miłosna eskapada między chmurami, ale to uczucie, któremu wciąż towarzyszy brud, odór śmierci i pragnienie zemsty... 



Życie kręci się wokół: pieniędzy, seksu, bólu i miłości. 


Ptaszki na uwięzi


Akcja powieści toczy się głównie w Nowym Jorku, chociaż początki tej historii sięgają otulonych mrokiem kazamatów - zwanych przez "więźniów" Gułagami - gdzieś na mroźnym zadupiu, na Alasce.

Kogo my tu mamy? Cole postawiła na trójeczkę: dwóch mężczyzn i kobietę - wiemy, co to oznacza? 

Kisa jest piękna, a do tego dobra, chociaż jako córka jednego z trzech wiodących prym wśród gangsterskiego światka (nazwijmy ich roboczo) "mafiozów", widziała wiele złego, a zapach krwi nie jest jej obcy. Kisa jest nowojorską księżniczką podziemia, nie brakuje jej niczego poza wolnością wyboru, ale nauczona życia w takich warunkach, znosi dzielnie swoją dolę. Wyskoki szalonego narzeczonego wpisane są, poniekąd, w naturę ich związku.

Alik jest dzikim wielkoludem, który wziął Kisę w posiadanie i często bierze na siłę, bo skoro jego, to może sobie poużywać... Podporządkował sobie dziewczynę, którą planuje wkrótce poślubić, jest ona jego własnością. 


W życiu Braci mężczyzna przewodził, a kobieta była posłuszna i uległa w swej roli. Na tym właśnie polegała Brać, życie w niej służyło, gdy człowiek się podporządkował.

Alik to najlepszy zawodnik wygrywający wszystkie walki na śmierć i życie, które organizowane są w podziemiu Nowego Jorku ku uciesze tłumu i oczywiście ze względów czysto materialnych. Walki w klatkach to lukratywny biznes, a jak wiadomo pieniądze dają władzę.

Raze, zwany również 818, walczył w klatce odkąd tylko pamięta. Przetrzymywany wbrew swojej woli na Alasce, żeby przeżyć, musi zabijać. Nie pamięta życia przed Gułagiem, nie wie, kim był. Raze został stworzony po to, by sprawiać ból, by wypruwać flaki i łamać kości - to całe jego istnienie; jest jak dzikie zwierzę trzymane w klatce i wypuszczane jedynie w celu siania spustoszenia na arenie walki. Zabija, bo nie ma wyboru - zginie on albo ten drugi. Poddałaby się już dawno temu, ale przy życiu trzyma go pragnienie zemsty:


Alik Durov.
Brooklyn, Nowy Jork.
Zemsta.
Zabić.


Tylko kilka słów (wyrytych na murze w jego celi) daje mu siłę do walki i zmusza do przetrwania tego piekła, a wierzcie mi, że mord w klatce to nie jest jedyne zło, którego doświadczył...

Każdy musi walczyć ze swoimi demonami... Kisa wciąż żyje wspomnieniem pierwszej miłości, jednak wie, że jest skazana na życie z Alikiem - nie jest istotne to, co czuje, czego nie czuje. Alik ma obsesję na punkcie dziewczyny, bowiem tylko ona potrafi uspokoić głosy, które ten słyszy, tylko ona jedna potrafi pokonać jego gniew. Raze nie zazna spokoju, jeśli nie wypełni swego przeznaczenia - musi zabić Alika, jednak nie wie, co go czeka, kiedy pozna Kisę... Okazuje się, że nawet na prymitywnym zwierzęciu dziewczyna potrafi zrobić wrażenie.


Przewidywalna, ale wciąga


Raze to dziwna książka. Dziwna, bo przewidywalna do bólu, ale tak niesamowicie wciągająca, że trudno się od niej oderwać. Bardzo szybko odkryjecie wszystkie tajemnice, a gdzieś po drodze uznacie, że wiecie, jak zakończy się ta historia (może nawet na samym początku), ale mimo tego... ta książka ma to COŚ. Czyta się ją błyskawicznie i naprawdę trzeba silnej woli, żeby ją odłożyć... Ja nie potrafiłam dawkować sobie tej opowieści, spędziłam z nią, jak to się mówi, całą noc.

Niektóre sceny są trochę naciągane, naiwne - zawsze odnoszę takie wrażenie, kiedy mam do czynienia ze snami. Ale! Zaraz obok nich pojawiają się takie, które wbijają w fotel. Raze to taka mieszkanka bólu i słodyczy: z jednej strony czytamy historię miłosną, jakich wiele, a z drugiej - coś, co wstrząsa światem. Będzie oczywiście dużo seksu, więc fanki miłosnych ekscesów znajdą tu coś dla siebie, ale przy tym nie będzie to delikatne mizianie, lecz ostre i bolesne rżnięcie. Z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu, a dla wielu będzie wręcz niezjadliwe i, co warto zaznaczyć, nie ma to niczego wspólnego z grey'owym biczowaniem. Żadne tam sado-maso, ale seks na granicy dobrego smaku, bolesna przyjemność zniewolenia.

Romans mnie nie urzekł - tak już mam, że wiele trzeba, żeby było inaczej, ale ta cała brutalna, brudna i naznaczona krwią oraz bólem otoczka - tak, jak najbardziej. Naiwne zbiegi okoliczności nie zrobiły na mnie wrażenia, przyjęłam je, po prostu. A co zrobiło? Trzy czynniki:
1. Wspomniane przed chwilką akty - mocne, bezpardonowe, zastanawiające, wzbudzające jakieś uczucia (nienawiść? żal? wstręt?). Oczywiście pewne elementy są niezmienne, jak wszędzie: ona ciasna i wspaniała, on stalowy i wydolny, ale jest inaczej, a to ważne, bo nie nudzi jak większość.
2. Wszędzie ten ból - mroczny klimat, podziemia, walki, krew, moralność. Autorka w brud wcisnęła odrobinę miłości, a tę opakowała w ból.
3. Wzruszenie! Przyznam, że tu było zaskoczenie, ogromne. Historia, a właściwie jedna scena, rozerwała moje serducho na kawałeczki. To niby wątek poboczny, ale niezwykle istotny dla całej fabuły - ponowne spotkanie z 362. Nic więcej nie powiem!

Czy przewidywalna historia może być dobra? Tille Cole udowodniła, że tak, jak najbardziej. Mnie wciągnęła, wywołała jakieś emocje, wzruszyła. Mnie się podobało, bo było inaczej, więc polecam.