wtorek, 22 listopada 2016

"Baśnie Braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury"


Bariery są rzeczą pożyteczną, chyba że znajdujemy się po ich niewłaściwej stronie; jednak można je przekroczyć dzięki połączeniu dobroci natury i ludzkiej pomysłowości.

Lubicie baśnie? Ja uwielbiam. Często wracam myślami do historii, które poznałam w dzieciństwie, częściej czytam je moje córce, odkrywając na nowo tę całą magię, która w jakiś sposób wpłynęła na rozwój mojej wyobraźni, a przy tym wyznaczała (kiedyś) wyraźną granicę między dobrem i złem. Zebrało mi się na powrót do świata baśni, ale tym razem postawiłam na nieco inną odsłonę, czyli Baśnie Braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury.



Nie spodziewajcie się typowej recenzji, bo przecież opisanie 50 baśni lub choćby wymienienie ich z tytułu mija się z celem. Podzielę się jednak z Wami ogólnym wrażeniem, które pozostawiła we mnie lektura tej książki. 


Bez cenzury?


Z pewnością kojarzycie Kopciuszka, Królewnę Śnieżkę czy Czerwonego Kapturka - wszyscy znamy łagodną, piękną i pełną magii wersję tych opowieści, które należą do kanonu literatury dziecięcej. Każdy z nas mógłby opowiedzieć te historie - lepiej lub gorzej, a baśń opowiedziana to opowieść żywa, która trwa, pozostawiając w słuchaczu (czytelniku) to coś, co nie pozwala o sobie zapomnieć. Chyba na tym polega jej magia. 

W baśniach nie ma niuansów i tajemnic ludzkiej psychiki, szeptów pamięci, niezrozumiałych impulsów wywołanych żalem, wątpliwościami lub pożądaniem, które tak często stają się tematami powieści współczesnej. 

Czego możecie się spodziewać po baśniach bez cenzury?

Jeśli liczycie na baśnie mocno krwawe, wulgarne czy takie, od których włosy staną Wam dęba - tego nie będzie. Baśnie w tej wersji są może nieco bardziej brutalne niż wersja, którą podajemy dzieciaczkom, ale nie oczekujcie wielkiego poruszenia. Ten magiczny dopisek "bez cenzury" skusił na pewno niejednego czytelnika, przy czym wielu dopadło wielkie rozczarowanie. Mnie nie, bo - co prawda - liczyłam na coś z gruntu mocnego i paskudnego, ale sam powrót do świata baśni był na tyle przyjemny, że brak tego zapowiadanego paskudztwa mogę pominąć milczeniem. Chociaż... byłabym niesprawiedliwa, gdybym uznała, że baśnie są mdłe czy nie mają tego pierwiastka brutalności. Dowód?



Baśnie czytało się szybko, na co wpływ ma ich krótka forma (odpowiednia dla tego gatunku) oraz z łatwością - współczesny język z pewnością odegrał w tym przypadku znaczącą rolę. Ale... zabrakło mi magii - dostałam historie obdarte z tej niezwykłej otoczki, która wciąż żywa, trwała w mojej pamięci. Magii - w postaci niezwykłych postaci czy zdarzeń oczywiście nie brakuje - tu jest "na bogato". Może tak po prostu miało być?

Historie, które znajdziecie w tym zbiorze, z pewnością odnajdziecie w swojej pamięci, ale na pewno wielokrotnie dacie się też zaskoczyć i odkryjecie takie baśnie, z którymi wcześniej się nie zetknęliście. To doświadczenie pouczające i chyba najbardziej wartościowe w tej książce. Warto też zauważyć, że może nie jest to lektura ociekająca magią, ale można przy niej spędzić miły wieczór i chociaż na chwilkę oderwać się od szarej rzeczywistości, by dać się wkręcić w "inność".


Kiedy opowieść jest ukształtowana tak dobrze, że wydaje się, iż linia narracji nie może biec inaczej, a każde ważne wydarzenie prowadzi do finału, można tylko z szacunkiem skłonić głowę przed narratorem.


Czy czytać?
Ja tam zawsze jestem za tym, żeby poszukać w sobie dziecka. Może "bez cenzury" nie jest do końca tym, czego oczekiwałam, może i tego klimatu trochę zabrakło, ale mimo wszystko spędziłam z tą książką przyjemne chwile, mogłam skonfrontować wersje mi znane, z tymi proponowanymi przez Pullmana, no i przy okazji odkryć historie, które gdzieś mi w dzieciństwie umknęły. To wciąga.