poniedziałek, 28 listopada 2016

"Brudny świat" w rytmie przeszłości


Żyłem w brudnym świecie bez zasad, bez granic, wszystko było dozwolone, łatwe i szybkie, nie pozostawiało nic po sobie, takie proste i bezwartościowe.



Po miażdżącej lekturze Skazanych na ból Agnieszki Lingas-Łoniewskiej postanowiłam sięgnąć po Brudny świat tej Autorki. Reklamowany jako jeden z najpopularniejszych fan fiction, wydany w 2010 roku, doczekał się w 2014 polskiej premiery. Powieść wypatrzyłam na Legimi już jakiś czas temu, ale swoje w kolejce do przeczytania musiała odczekać. Na takie historie trzeba mieć odpowiedni nastrój...

Brudny świat


Czy można uciec przed przeszłością? Czy istnieje szansa na wyrwanie się z macek tragedii i rozpoczęcie wszystkiego od nowa? To możliwe i zawsze cieszą nas takie opowieści, ale prędzej czy później demony przeszłości wracają i zazwyczaj - co chyba boli najmocniej - atakują w najmniej odpowiednim momencie...




Tommy jest wziętym rockmanem, na którym pewne zdarzenie, które przez wiele lat próbował wyprzeć ze świadomości, odcisnęło wyraźne piętno. Mężczyzna jednak jakoś sobie radzi, a patrząc na jego postać z boku, można pokusić się o stwierdzenie, że żyje mu się zajebiście: dziewczyny chętnie rozkładają przed nim nogi, wozi się wypasioną furą, stać go praktycznie na wszystko, a i pracuje w wymarzonych warunkach  - na własnych zasadach. Czas spędza na robieniu tego, co kocha: śpiewaniu, piciu i bzykaniu. To chodzące, naszpikowane zielonymi ciacho, z którego niejedna zlizałaby kremik, ale  żadna nie wie, że pod słodziutką warstwą kryje się nutka goryczy. Ot, niegrzeczny chłopiec, który pociąga za sobą tłumy.

Kati została zatrudniona przez zespół całkiem niedawno. Kobieta pisze teksty piosenek do najnowszej płyty. Jej życie zmieniło się diametralnie jakiś czas temu, kiedy w pośpiechu uciekła do innego miasta, by wymazać z pamięci koszmar. Tajemnica, którą ukrywa przed światem, jest mroczna, ciężka i bolesna. W dodatku nie siedzi w tym wszystkim sama, a zdarzenia z przeszłości wpłynęły znacząco na osobę najbliższą jej sercu. 

Mimo różnicy temperamentów tych dwoje połączyła miłość, a wiadomo, że kiedy się kogoś kocha, trudniej jest ukryć pewne rzeczy albo utrzymywanie ich w sekrecie wydaje się niewłaściwe. Co z tego wyjdzie? Całkiem przyzwoity romans w słodko-gorzkim klimacie, palące pragnienie, nadzieja okraszona strachem, szansa na wydobycie się ze skostniałej, ciasnej skorupki.


Wzruszeń (prawie) nie było

Tym razem pozostałam niewzruszona, chociaż może nie do końca? Z pewnością zakończenie tej historii może wycisnąć z człowieka niejedną łezkę, a sytuacja, z którymi musi sobie radzić na co dzień Kati, chwyci za serducho niejedną rodzicielkę, ale mimo wszystko historia nie wzbudziła we mnie większych uczuć. Zaznaczam tu jednak, że zakończenie bardzo mi się podobało, ale np. przewidywalność  historii i (to najbardziej) problemy rockmana już wcale - cóż, ja nie zapałałam do niego miłością jak miliony półnagich nastolatek (może już jestem za stara na takie numery). Denerwowała mnie też główna bohaterka, której naiwność (po tym, co przeszła) była wprost zatrważająca i nie na miejscu - czasem aż się we mnie gotowało. To nie jest historia ludzi, którą chciałabym przeczytać jeszcze raz. Może te światła fleszy mnie nie przekonany, a ten cały dobrobyt wpłynął na moje podejście do bohaterów?  Może to po prostu nie był dzień na lekturę tej książki? A może, tak zwyczajnie, bez usprawiedliwiania i szukania przyczyn - to nie TO? Czasem tak bywa, prawda?

A teraz te pozytywny, na które na pewno czkacie :)

Opowieść się pochłania. Autorka ma już chyba po prostu taki styl, który pozwala połknąć książkę w całości. Znów zaczęłam w nocy i wciągnęłam tę historię podczas jednego posiedzenia. Każdy rozdział zachęcał mnie do wejścia w następny - powieść jest dobrze skonstruowana, a dodatkowo dwugłosowa narracja wprowadza niewyjaśnioną potrzebę poznania dalszej części, spojrzenia na wszystko z innej strony - to taka konieczność zaspokojenia, natychmiastowego. Trudno się temu nie poddać :)

Wspominałam już o zakończeniu - to moim zdaniem największy walor tej opowieści. Finał zaskakuje, wybija z rytmu, wytrąca z równowagi i (poniekąd) zaskakuje. Takie powinny być zakończenia i taki powinny nieść ładunek emocjonalny. Przyznaję, że nie wstrząsnęło ono moim światem, ale adekwatne uczucie się pojawiło :)

Na koniec dodam jedynie, że na ocenę tej książki pewnie wpłynęły uczucia, które mnie ogarnęły po przeczytaniu pierwszej powieści Pisarki i może jestem niesprawiedliwa? Wydaje mi się, że tu chyba po prostu potknęłam się o zbyt nisko (w porównaniu do poprzedniej) zawieszoną poprzeczkę.  Ale! Co ważne, ta książka miała premierę w 2010 roku, a Autorka ma już na koncie mnóstwo innych historii i, co mnie cieszy, rozwinęła swój warsztat od tamtej pory - znacznie! Nie mówię "nie" kolejnym książkom, wręcz przeciwnie - czuję się zachęcona, by dalej poszukiwać, poznawać i smakować, zatem na pewno sięgnę po kolejną powieść, ale już może nie o szalonych muzykach ;)