wtorek, 29 listopada 2016

Czy to już obłęd?: "Czerwień obłędu"

Powoli coraz bardziej się gubiłem. Nie wiedziałem, co dzieje się naprawdę, a co jest wizją.
Moja dusza krzyczała z bezsilności.



Często macie okazję zobaczyć, jak rodzi się obłęd? Zapewne nie tak często, jak byście tego chcieli, bo chociaż ten motyw stale przewija się w literaturze, jest jedynie maciupką wzmianką wciśniętą gdzieś między wielki romans a wartką akcję. I wiadomo, oczywiście, że można tu wymienić kilka tytułów, które ten proces opisują wręcz mistrzowsko, ale wciąż nam mało! Chcielibyśmy wejść głębiej w psychikę szaleńca, poznać jego myśli, motywy i zatopić się w wizjach, by dać się wciągnąć w wir obłędu. Lubicie zawirowania? Dziś opowiem Wam o Czerwieni obłędu autorstwa Dawida Waszaka


Coś jest nie tak


Głównym bohaterem powieści, i zarówno jej narratorem, jest Dorian (mam słabość do tego imienia) - zwykły facet, jakich wielu kręci się gdzieś obok nas. Dorianów mijamy każdego dnia w sklepie i na ulicy, stoimy z nimi w korkach, mamy takich za ścianą czy za płotem, podajemy im rękę na przywitanie, kiedy spotykamy ich na korytarzach w zakładach pracy. Mężczyzna mieszka w Jarocinie z żoną i synkiem, spłaca kredyt, codziennie wychodzi do pracy, wraca i tak to się kręci - nic nadzwyczajnego. Ale czy wiemy, co siedzi w głowie Doriana? Nie, chociaż na podstawie obserwacji możemy wysnuć jakieś wnioski, ale - nie oszukujmy się - obiektywni w osądach to my raczej nie jesteśmy.


Książka o szaleństwie


Coś nam jednak podpowiada, że tego Doriana - takiego czy innego - coś gryzie, bo przecież każdy z nas walczy ze swoimi demonami, więc i on - choć pozornie normalny - na pewno ma wiele za uszami. Taki też jest nasz główny bohater, który miewa pewne niepokojące wizje. Zaczyna się całkiem niewinnie; może to zwykłe déjà vu, a może po prostu przemęczenie? Kiedy jednak na horyzoncie pojawia się kobieta w czerwonej sukni, świat zaczyna wirować, a to, co rodzi się w umyśle mężczyzny, dalekie jest od normalności. 

O ile jeszcze mijany przez nas Dorian jako takiego zagrożenia nie stwarza, o tyle ten, z którym żyje się pod jednym dachem, a który coś sobie najprawdopodobniej uroił - już tak. Ułożone dotąd życie mężczyzny, zamienia się w koszmar pełen niedomówień, zwidów i sytuacji, których nijak nie można wyjaśnić. Czy Dorian popada w obłęd? Czy leki, które przyjmuje wypaczyły wizję jego świata? Czy można w ogóle zdefiniować szaleństwo? Nie wiem, czy na te wszystkie pytania znajdziecie odpowiedzi, ale już proces poszukiwania jest interesującym doświadczeniem.


Potencjał był


Niestety potencjał nie został w pełni wykorzystany, a obłęd, który zrodzić miał się na moich oczach, został jedynie delikatnie odsłonięty. Winę pokładam tu  w długości tej historii, ponieważ wydaje mi się, że aby ten obraz był pełny, po prostu wejście w psychikę bohatera, a i wizje, powinny być opisane dokładniej. Historia jest dobra, ale niedopracowana. Zabrakło tu takiego dopieszczenia, wygładzenia i wzmocnienia przekazu. 

Mimo tego muskania i oszczędzania Czytelnika, Czerwień obłędu to dobra historia, którą czyta się szybko i bezproblemowo. Język powieści jest kolokwialny, a bohater całkiem zgrabnie rzuca mięchem - jest soczyście i tak... prosto? Pochłonięcie tej opowieści nie zajmie Wam sporo czasu - nie jest rozbudowana, a wszystko kręci się wokół jednego wątku. Nie jest jednak nudno! Śledzimy poczynania bohatera z zainteresowaniem, wręcz wyczekujemy i wyglądamy tych objawów szaleństwa, pragniemy "zdiagnozować" obłęd, ale nie wiemy, czy to już, czy może to, co się dzieje, było jedynie snem. Autor bawi się z Czytelnikiem, próbuje go na każdym kroku, testuje, każe mu się domyślać. 

Doskonale wyszło też stopniowanie napięcia! Zaczynamy od sprawy błahej, nieistotnej; poznajemy tego przeciętnego Doriana, który za chwilę poszczuje nas swoimi demonami. To naprawdę pokręcona historia: pomysł świetny, kolejne sceny niepokojące, a zakończenie może doprowadzić do szaleństwa, pozostawiając w zawieszeniu między jawą, snem a obłędem.

Na koniec powiem Wam, że nie dotarłam na dno, ale powiedzmy, że byłam w połowie drogi między normą a obłędem. Lśniący kamyczek widziałam, jednak nie dane było mi pobracać go w palcach. Ciśnienie nie rozsadziło mi czaszki, chociaż delikatne mrowienie w okolicach skroni dawało się we znaki. Wiry się pojawiły, ale nie śmiertelne - nie wykręciło mnie na drugą stronę, chociaż wciągnęło.



Za chwile spędzone z książką dziękuję Autorowi.
Odwiedź profil: Dawid Waszak