piątek, 18 listopada 2016

Jak mocno śmierdzi w Twojej szafie?: "Zabójca z sąsiedztwa"

To nigdy nie jest łagodne. A chciałbym, żeby było. Chciałbym, aby był jakiś sposób, by pomóc im spokojnie zapaść w sen. Aby ich transformacja była chwilą przepełnionego melancholią spokoju.



   Drugie spotkanie z autorką i kolejne udane! Zabójca z sąsiedztwa autorstwa Alex Marwood to książka, do przeczytania której nie trzeba mnie było przekonywać. Tytuł może do intrygujących nie należy, jednak już sam pomysł - owszem. Zabójca z sąsiedztwa to taka opowieść, która mogłoby wydarzyć się w każdej kamienicy lub w bloku - tuż za ścianą, gdzieś pod podłogą czy na strychu. 

Każdy ma w szafie trupa


   Mieszkam w kamienicy, więc sąsiadów posiadam - różnych. Mijam ich na klatce, słyszę, kiedy tłuką kotlety na niedzielny obiad, robią przemeblowanie czy głośno (czasem bardzo głośno) wymieniają się opiniami albo śpiewają o nieśmiertelnych sokołach. Kiedy ktoś mieszka nad Tobą, zdarzy się jakieś zalanie, a kiedy na klatce ktoś zostawi worek ze śmieciami, od razu wśród sąsiadów zaczynają się spekulacje, kim jest ten paskud, który nie szanuje części wspólnej. Sąsiedzi są, więc trzeba żyć z nimi, jeśli to tylko możliwe, w zgodzie - nie mówię tu o wielkich przyjaźniach, chociaż takowe również się zdarzają, ale o takim ludzkim zrozumieniu dla drugiego człowieka - w końcu każdy jest inny.



   Znacie powiedzenie "wolnoć Tomku w swoim domku"? Na pewno znacie, ale czy można sobie pozwolić na wszystko, byle tylko nie wychodzić poza nasze cztery ściany? Mówi się, że każdy ukrywa w szafie jakiegoś trupa, a co jeśli ten trup zaczyna śmierdzieć tak intensywnie, że przeszkadza pozostałym lokatorom? A co począć, kiedy ten trup jest tak realny, że chyba bardziej nie może?

   W kamienicy przy Beulah Grove 23 mieszka ich kilkoro, przy czym każdy jest inny, a do tego wyjątkowy, bo skrywa jakiś niewygodny sekret - każdy lokator w ma w szafie swojego trupa, ale jeden trzyma prawdziwego, a nawet kilka. Wszystkim zależy na tym, żeby (z różnych względów) ukryć swoją przeszłość lub w żaden sposób nie wyróżnić się w tłumie, ale Kochankowi zależy na tym (z wiadomych względów) najbardziej.

   Ile lokatorzy są w stanie zrobić i na co mogą przymknąć oko, żeby nie ściągać na kamienicę - chwilowo bezpieczną przystań - uwagi? Powiem Wam jedynie, że całkiem sporo, a połączenie sił w dążeniu do bycia niewidzialnym, dostarczy czytelnikowi nie lada rozrywki. 

Co tak śmierdzi?

   Szykujcie się na moc wrażeń, bo będzie się działo.  Z jednej strony jest niesamowicie, kiedy obserwujemy z niezdrową wręcz fascynacją poczynania Kochanka - kunszt "obrabiania" ciał ma opanowany niemalże do perfekcji, bo w końcu trening czyni mistrza. Z drugiej strony wiemy, że przecież w życiu różnie się układa i nie tylko horrorem człowiek żyje, więc i nie zabraknie nieco humorystycznego wydźwięku w przypadku niektórych, jakby na to nie spojrzeć, dość tragicznych w wymowie sytuacji. 

   Bohaterowie są wyraźni i jedyni w swoim rodzaju. Różnią się pod niemal każdym względem: płcią, wiekiem, zawodem czy pochodzeniem, a jednak przyświeca im, choć z różnych pobudek, ten sam cel. Takie starcie, zestawienie czy ocieranie się o siebie indywidualnych jednostek nadaje całej intrydze wyrazistego smaku.

   Historię czyta się bardzo szybko i prawie przyjemnie. Trafiłam na ten sposób przedstawienia treści, który od zawsze działa mi na nerwy - narrator wszechwiedzący, który podaje mi historię w czasie teraźniejszym... WRRRR! Czasem poddaję się tej narracji, co zdarza się jednak niezwykle rzadko, a tu? W Zabójcy z sąsiedztwa jest ona bardzo wyraźna, nachalna... Z pewnością wielu czytelników ucieszy ten sposób wejścia w historię, bowiem każdy może poczuć się tak, jakby w tej właśnie chwili siedział w pokoju Kochanka, dłubiąc w jelitach, ale mnie to po prostu drażni - nie wyciąganie flaków, o narrację mi chodzi. W każdym razie nie mogę uznać tego za wadę globalną, ale osobiste (nie)widzimisię ;)

   Co prawda splot wydarzeń wydaje się nierealny, a gra może uchodzić za niezwykle przewrotną, ale czy na pewno? Ile wiemy na temat naszych sąsiadów? A kiedy nagle coś śmierdzi na klatce, co wtedy myślimy? Tak, wiem, że zawsze znajdziemy jakieś logiczne wyjaśnienie... ale czy zgodne z prawdą?