środa, 30 listopada 2016

Powiew świeżości ze studni: "Śmierć dziekana"

Niestosowność zbrodni w środowisku naukowym, uszlachetnionym atmosferą wiedzy, wydawała mu się tak duża, że aż się wzdrygnął.



Tym razem na tapecie Śmierć dziekana. W studni złych emocji autorstwa Zofii Tarajło-Lipowskiej. Powieść, której akcja toczy się na wyższej uczelni, w Pasikurowicach, zaskoczyła mnie - to taki powiew kryminalnej świeżości wprost z dna śmierdzącej obłudą studni.






Niestosowność zbrodni


Autorka wprowadza nas w stare mury Instytutu, jednak początkowo nie daje nam czasu na zwiedzanie, bowiem od razu przechodzi do sedna sprawy i ciska nami w studnię. 

Ktoś "pomógł" dziekanowi Korbieluchowi zakończyć żywot, zrzucając go z czwartego piętra w otchłań klatki schodowej - studni. I tu zaczyna się nasza przygoda, czyli wędrówka po gabinetach, rozmowy z wykładowcami czy osobami z administracji, odkrywanie kolejnych sekretów i próby złamania silnych układów. 


Ty mi buzi dasz, ja ci buzi dam,
ty mnie nie wydasz, ja cię nie wydam.


Czeka nas wielka niewiadoma, bowiem do samego końca nie mamy pojęcia, kto i z jakiego powodu zabił. Śledztwo prowadzone przez komisarza Cichosza (chyba najmniej wyrazista postać) wymaga od nas nie lada zaangażowania. Nikt nie ułatwia nam działania - niektórzy nawet się ukrywają, byle tylko uniknąć przesłuchania. Trudno jest zebrać rzetelne informacje, kiedy wszyscy wokół tkwią w zmowie milczenia, a kiedy już mówią - kłamstwom i przekrętom nie ma końca... Warto w tym miejscu zaznaczyć, że udział studentów w tej zbrodni wykluczono już na początku śledztwa, zatem podejrzewać będziemy ciało pedagogiczne. I tu Autorka nas zaskakuje, burząc wizerunek poukładanego, godnego zaufania krzewiciela wiedzy, który zbiera laury w imię nauki. Toniemy w studni złych emocji, starając się utrzymać na powierzchni, chociaż dalsze kłamstwa skutecznie pozbawiają nas kolejnych oddechów... Przyjdzie nam ze świecą szukać osoby, która zechciałaby rzucić światło, choćby nawet wątłe, na tę sprawę. Na szczęście komisarz nie zostaje z tym wszystkim sam, a w rozwiązaniu zagadki pomóc mu mogą anonimowe maile. Ktoś przerwał krąg milczenia, ale zastanówcie się, jaki lęk kieruje tą osobą, dlaczego się nie ujawni i czego się obawia? Kiedy myślimy o uczelni, z pewnością zbrodnia nie leży w kręgu naszych skojarzeń, to wręcz niestosowne.



W labiryncie gabinetów



Książka napisana jest bardzo przystępnym językiem, chociaż warto zaznaczyć, że Autorka ma specyficzny styl. Może trudno Wam w to uwierzyć, ale o morderstwie i śledztwie można napisać śpiewnie i niemalże poetyko, chociaż ta historia nie wiąże się ani z piosnką, ani z poezją. 

Na początku myślałam, że to kpina! Tak, kiedy poznałam nazwisko jednego z wykładowców, z którym spotykamy się na początku tej historii, podeszłam do sprawy sceptycznie, ale to podejrzenie szybko minęło. Poznacie Dalimila Muminka - nie, to nie żadna tam fanaberia, ot - czeski wykładowca o specyficznym nazwisku. Mężczyzna odegra ważną rolę w tej historii, ale o tym przekonacie się sami :)

Śmierć dziekana. W studni złych emocji urzekła mnie nie tylko stylem, ale również spójnością, która przejawia się nawet w nazewnictwie rozdziałów. Autorka konsekwentnie nas podtapia, a to w studni sąsiadów, a to znów w studni płaczu czy podejrzeń. Świetne zagranie!

Jeśli macie ochotę na kryminał, dość subtelny, bo niekrwawy i w bardzo ciekawym otoczeniu, bo w ścianach uszlachetnionych wiedzą, to z pewnością Śmierć dziekana jest doskonałą propozycją na jesienny wieczór. Autorka zmusza nas do poszukiwania odpowiedzi, myli tropy i zaciera ślady. Stawia nas w niewygodnym położeniu, bo w końcu jak można podejrzewać ludzi nauki o morderstwo? To się nie godzi! Rzuca nas na głęboką wodę i przyciska do dna ciężarem kłamstw. Mnie się podobało, chociaż utonęłam - nie odgadłam, kto jest sprawcą... Przyznam, że dałam się zaskoczyć! Może i Wy dacie, a może nie dacie się zwieść pozorom, nie uśpi Waszej czujności uczelniana otoczka i rozszyfrujcie tę sprawę? Spróbować warto.

Recenzja "Towarzystwa opieki nad zwierzętami"

Za chwile spędzone z książką dziękuję Autorce.
Odwiedź profil: Albertyna Gołowąs
Zerknij na stronę:Bohemistyka Blog