wtorek, 15 listopada 2016

"Za żadne skarby"!

Sukces to zawsze próba dla przyjaźni. Kiedy wybijasz się ponad przeciętność, okazuje się, że tych, którzy się cieszą, ale tak naprawdę, szczerze, możesz policzyć na palcach jednej ręki.
Jak dobrze pójdzie!



Nie wiem, jakie cholerstwo mnie podkusiło, że zdecydowałam się na przeczytanie tej książki. Odkąd uznałam, że wezmę w Book Tourze z Za żadne skarby  Very Falski, miałam niejasne przeczucie, że będzie to lekka katastrofa, bo przecież ja nie czytam takich książek. Takich, czyli jakich? Obyczajowych, takich typowych obyczajowych... Tak sobie jednak myślę, że mimo wszystko warto się czasem porwać na coś innego niż zwykle, bo w końcu horyzonty są po to, by je poszerzać. Obawy były, nie przeczę, a i w trakcie lektury nie opuszczało mnie wrażenie, że moje zgłoszenie się do zabawy było błędem. Przyznaję, że gdyby nie zobowiązanie do napisania tej recenzji, pewnie książkę odłożyłabym po mniej więcej 100 stronach, może nawet po 50... i wiele bym straciła.

Zmiany, wszędzie zmiany


Na początek może słów kilka o fabule?

Zacznijmy od Ewy, która wyrwała się ze wsi, a ciężką pracą otworzyła bardzo oporne drzwi do kariery i to nie byle jakiej - staże we Francji, widmo zarobku i sławy, a wszystko to dzięki grzybom. Wiadomo, że za grzybami nie przepadamy (poza tymi leśnymi), więc kiedy nasze rzeczy obrastają w grzyby, pojawiają się też takie Ewy, które potrafią je poskromić - oczywiście za odpowiednią opłatą. Przyszłość jednak nie może być taka kolorowa, jaką ją sobie wyśnimy, zatem i Ewa łatwo mieć w życiu nie będzie, bo wtedy lektura w ogóle nie byłaby ciekawa. Prędko, bo już na samym początku, pojawia się kryzys: matka kobiety umiera, ona musi wrócić na wieś, żeby ogarnąć rodzinną tragedię i zająć się chorym na serducho braciszkiem, jej ojciec ucieka w alkohol, młodsza siostra jest absolutnie na "nie", a najmłodsza ma jeszcze ciągutki w głowie, więc niewielki z niej (początkowo) pożytek. Kiedy Ewa wraca do Wężówki, jej życie wywraca się do góry nogami: pojawia się facet i wielki romans, problemy z przyjaciółką, plotki we wsi i ogólnie poza tym nic się nie dzieje... Płynie sobie to jej nowe życie smętnie i dość schematycznie... 




... aż do (mniej więcej) setnej strony od końca. Wtedy to zaczyna się bieg - jest naprawdę interesująco, zaskakująco, a kolejne kartki szybko uciekają pod palcami. Robi się niebezpiecznie, sensacyjnie i intrygująco. Chwila mija i finał historii spada na czytelnika, a ten nawet nie wie, kiedy to się stało, bo wciąż tkwi w bajce, która uśpiła jego uwagę... 



Coś dla siebie


Czy książka mnie rozczarowała? Nie, ponieważ nie nastawiałam się na nic konkretnego - ot, zwykła opowieść o miłości i polskiej wsi zabitej dechami, gdzie wykształcona kobieta nie może znaleźć sobie miejsca, a do tego zmusza ją sytuacja. Byłam znudzona, zmęczona tą historią. Na szczęście, kiedy już akcja ruszyła z kopyta, książkę doczytałam z przyjemnością; ja to jednak potrzebuję jakichś mocniejszych bodźców niż pierdu pierdu o miłości i trudzie życia w codzienności... Mocniej było, więc i pewien niesmak po początkowej miałkości odszedł w zapomnienie. Zapamiętam tę historię jako niezłą, bo przecież nie jest ważne to, jak się coś zaczyna, ale jaki tego finał. 



Na uwagę zasługują tu przede wszystkim bohaterowie - niekoniecznie Ewa oraz jej lowelas i nawet nie chore dziecko, bo tu niestety było dość "płasko", ale urzekli mnie: Małgorzata (jędzowata gosposia - twór z innej epoki, który skutecznie uprzykrza życie Ewce), Tymon (dziennikarz-hiena, który potrafi nieźle namieszać) oraz Marysia (najmłodsza siostra; świetna stylizacja językowa).

Co jeszcze dobrego? Intrygujące wstawki w postaci listów z czasów wojny - od niejakiej Józefy do równie tajemniczej Anieli. Bardzo przyjemne urozmaicenie tej historii!

Na koniec powiem jedynie, że książki nie skończyłabym, gdybym nie miała jakiegoś wewnętrznego poczucia obowiązku, bo niestety same listy to niewystarczająca zachęta... Ale! Cieszę się, że dotarłam do końca, bo straciłabym wiele dobrego, gdybym odpuściła, a finał jest naprawdę warty uwagi - rozwiązanie poruszonych gdzieś w międzyczasie wątków zasługuje na uznanie. Spodziewałam się sielskiej idylli wśród grzybów na starodrukach, a tu się okazuje, że w tej historii kryje się o wiele więcej. Szkoda tylko, że całość nie jest tak dobra i tak dynamiczna jak ostatnie 100 stron tej książki...

Pod pseudonimem "Vera Falski" kryją się dwie autorki - nie dochodziłam jakoś specjalnie, o kogo tu chodzi, ale podejrzewam, że jedna z nich jest mi bliższa. A może nie rozdzielać autorek i całość potraktować jako przewrotność losu, bo w końcu w życiu różnie się układa? Może Wy zakochacie się w tej opowieści od początku, a może intrygujące okażą się jedynie niektóre jej fragmenty? Tego nie wiem, ale wydaje mi się, że każda kobieta znajdzie w tej książce coś dla siebie. Ja znalazłam!

Wspominałam na początku, że Za żadne skarby autorstwa Very Falski przeczytałam w ramach akcji Book Tour. Zabawę zorganizowała Sandra z bloga Miłość do czytania, której serdecznie dziękuję za poszerzanie moich czytelniczych horyzontów :)

Tym razem byłam 6. na liście uczestniczek, ale powiem Wam, że książka nadal jest w bardzo dobrym stanie (dobrze wydana, trzyma fason mimo tego ciągłego kartowania i licznych podróży) :) 



Kolejnej Czytelniczce życzę przyjemnej lektury :)