sobota, 26 listopada 2016

Zaświnienie przestrzeni: "Świnki morskie"

Zacząłem pisać tę książkę w swojej osobie, ponieważ myślałem, że będzie to opowieść o tym, jak hodujemy świnki morskie, jak się nimi zajmujemy i jak się z nimi bawimy. Na Boże Narodzenie nikt nie przeczuwał, w co się to przerodzi.


Edwarda chyba specjalnie nie muszę Wam przedstawiać, bowiem prosiaczek śmiga od czasu do czasu na moim FP czy na Instagramie.

To właśnie świniak był powodem, dla którego sięgnęłam po powieść o wdzięcznej nazwie Świnki morskie autorstwa Ludvíka Vaculíka. Czego spodziewałam się po lekturze tej książki? Prawdę mówiąc żadna konkretna odpowiedź nie przychodzi mi do głowy. Po prostu chciałam ją przeczytać ze względu na Edka, który użyczył, w zamian za otrzymanie soczystego ogóra, swojej słodkiej mordki i cierpliwie (niemalże bez ruchu) pozował do zdjęć. 




Dlaczego tyle piszę o tym puchatym prosiaczku? Po prostu muszę Was czymś zająć, zanim przejdę do sedna i opowiem o książce, o której mam do powiedzenia niewiele...

Kup pan świnkę


Kiedy nie wiadomo, co kupić dzieciakom na święta, można pokusić się o zaświnienie swej przestrzeni. Świnki jedzą niewiele (podobno, bo patrząc na siły przerobowe Edka, mogłabym polemizować), nie trzeba wyprowadzać ich na spacer, nie drapią zasłon i nie mają paskudnych, łysych ogonów. Świnki morskie są puchate, włochate i miziate. To takie zwierzątka, które przy minimalnym wysiłku ze strony właściciela, mogą dać bardzo wiele radości. Jestem przeciwna kupowaniu zwierzaków na święta, ale bohater powieści nie był - wręcz przeciwnie, uznał, że to idealny prezent dla dziecka, które w sumie chciało kotka, ale co tam... W życiu czteroosobowej rodziny pojawia się zatem świniak - mały, biały, z czerwonymi oczkami. I tak sobie jest... i trawę poskubie, za uszkiem się podrapie, futerko wygładzi. Jeśli jesteście ciekawi sekretnego życia świnek morskich, z pewnością w tej książce znajdziecie mnóstwo informacji dotyczących zachowania tych stworzeń. I to było przyjemne,  o ile kogoś w ogóle interesuje świńskie istnienie.

Zaraz obok tego pojawia się element grozy, czyli eksperymentowanie. Czy świnki pływają? I jak długo potrzymać takiemu zwierzakowi główkę pod wodą, żeby go jedynie podtopić, ale nie zgasić? Co myśli świnka, kiedy widzi drapieżnego kota, który ewidentnie chce się do niej dobrać? A jaką przyjemność znajduje to zwierzę w obracaniu się na płycie gramofonowej? Będzie walczyć, a może nie będzie i da się zmieść z gładkiej powierzchni?




Zapytacie, o co w tym wszystkim chodzi i w jakim celu dorosły mężczyzna (pracownik banku, głowa rodziny) robi takie rzeczy? A ja Wam nie powiem, o! Zostawię Was z tym niepokojem, lekkim niedowierzaniem, niezdrowym (?) zainteresowaniem i niesmakiem, ale przy tym zaznaczę, że (prawie) żadna świnka, nie  ucierpiała w tej historii ;)




Teraz nie o świnkach


Metafora? Wnikliwa analiza ludzkiego bestialstwa? Potrzeba sprawowania kontroli i wyjścia poza normy narzucone przez społeczeństwo czy państwo? Wydaje mi się, że każdy znajdzie w historii drugie dno, ale na pytanie: co autor miał na myśli? - nie znajdziecie jednoznacznej odpowiedzi. Świnka, jaka jest, każdy widzi, ale jaką rolę może odegrać w życiu człowieka, nikt nie podejrzewa.

Nie jest to dzieło opasłe, nie jest napisane językiem trudnym czy niezrozumiałym, a narracja - główny bohater zwraca się w pierwszej osobie do dzieci! - wprowadza niemalże bajkowy klimat, ale powieść czyta się opornie, ponieważ jest naprawdę dziwna i mocno pokręcona. Historia trzyma w napięciu - poziom absurdu narasta i nie pozwala oderwać się od myśli, że to wszystko ma jakiś większy cel, który poznamy w finale. Niestety zakończenie tej opowieści jest tak samo dziwne jak całość, więc można doszukiwać się tu geniuszu, ale nie szalałbym na tym polu... Może ta cała historia to tylko żart? Może autor chciał pobawić z czytelnikiem i gdzieś po drodze zapomniał, że trzeba podać zasady gry albo przynajmniej wskazówki?

Czy wrócę do Świnek morskich? Nigdy, nawet mi to przez myśl nie przeszło! To historia, którą przyjęłam z zainteresowaniem, ale bez fascynacji... Było dziwnie, i chyba to najdokładniej opisuje moje wrażenia po lekturze tej książki.