poniedziałek, 12 grudnia 2016

Drabble, czyli opowieść w stu słowach: :Po 100 słowie"



Równiutko. Ani słowa mniej, ani słowa więcej.


Dziś opowiem Wam o wyjątkowej publikacji. Słyszeliście kiedyś o takiej formie literackiej jak drabble? To bardzo krótki utwór, bo liczący dokładnie sto słów (w liczbie tej mieszczą się również spójniki). 

Jak wiele można można przekazać, jak ciekawe można stworzyć treści w tak ograniczonej formie? Okazuje się, że wiele, bowiem tematyka tych zwięzłych utworów nie jest niczym ograniczona. 




Czemu służy pisanie tych tekstów? Kochani, prawdziwą sztuką jest napisanie czegoś konkretnego, kiedy ma się do dyspozycji ograniczoną liczbę słów. Porządne drabble powinno być osobną opowieścią, która szybko wprowadzi nas w odpowiedni nastrój, by chwilę później zaskoczyć w finale. Tu nie ma miejsca na lanie wody - powinno być jednak konkretnie i z satysfakcją.

Antologia jest propozycją portalu literackiego (Szortal), który specjalizuje się w tego (i innego) typu zwięzłych opowieściach. Postosłowie jest antologią, w której znalazło się ponad 450 tekstów autorstwa ponad 60 osób. Wybór jest ogromny, a każdy tekst dotyka innego tematu, zaskakuje w swoisty sposób. Wybrałam dla Was trzy takie "opowieści", które powinny przybliżyć Wam specyfikę drabble




Nie ma, że boli
Był naprawdę piękny wieczór. Słońce powoli chowało się za koronami drzew, które zdobiły pobliski park. Bryza znad Hańczy przyjemnie ochładzała po gorącym dniu, a grupy rówieśników weliny śmiały się i podpijały tanie trunki. 
   Ewelina miała trzynaście lat. Była w wieku, w którym włóczy się po mieście i baluje z przyjaciółmi. Pierwsze poważne miłości, papierosy, lekkie narkotyki...Ale nie! Musiała siedzieć teraz zamknięta w pomieszczeniu i patrzeć na to wszystko przez niewielkie okno. Bo tak kazał lekarz. Pieprzony esesman, twardogłowy. Konfident, ot co!

   Ewelina krzyknęła, gdy ostry ból wstrząsnął jej wnętrznościami i oddalił rozmyślenia. Nie ma, że boli. Trzeba rodzić.
Autor: Andrzej Betkiewicz




Rozbitkowie
George patrzy na mnie.
   - Jedz - zachęca Jimpei łamaną angielszczyzną, podsuwając mi kawałek surowego mięsa. - Trzeba jeść.
  Ma rację, na bezludnej wyspie nie można wybrzydzać. I tak mieliśmy szczęście, że przeżyliśmy katastrofę - tak wielu zginęło.

   George wciąż patrzy, obserwuje.
   Trzeba jeść, ale ja nie potrafię. Nigdy nie potrafiłam jeść, gdy ktoś na mnie patrzył, czułam się nieswojo. Nawet ryby nie tknęłam, gdy miała jeszcze głowę. Ktoś z rodziny musiał ją odciąć i wyrzucić, zanim siadłam do obiadu. Tak już po prostu mam.
   - Jedz - ponagla Jimpei.

   Nie mogę, po prostu nie mogę. Nie mogę zjeść George'a, kiedy George na mnie patrzy.



Autorka: Joanna Maciejewska


Maleństwo
Obserwuję, jak żona tuli naszego synka, pierworodnego. Kołysząc go w ramionach, uśmiecha się i czule gładzi jego delikatne, rzadkie włoski. Po chwili marszczy nos i ćwierka do dziecka:
   - Oj, mój mały smrodek. - Zbliża twarz do maleństwa i uśmiecha się jeszcze szerzej. - Chyba trzeba komuś zmienić pieluszkę.

   Kładzie synka na kanapie i powoli rozpina niebieskie śpioszki. Po chwili zużyty pampers ląduje w koszu, a żona obcałowuje gołe nóżki naszego dziecka. Jest taka szczęśliwa, beztroska.

     Jednak fetor, mimo zmiany pieluchy, nie zmniejsza się. Dałbym głowę, że się nasilił, gdy żona rozebrała maleństwo. Ciężko bowiem zabić smród rozkładającego się ciałka, tylko zmieniając pieluszkę.




Autorka: Agnieszka Zienkowicz



Tak się zdarzyło, że wszystkie wybrane przeze mnie teksty są nieco, hm... brutalne? Jednak w antologii znajdziecie również takie historie, które pozostawią w serduszku ciepełko. 

Drabble to historie, które czyta się bardzo przyjemnie, bowiem taka forma prezentacji treści nie wymaga od czytelnika długotrwałego skupienia. Tu nie można się pogubić, nie trzeba też podążać wyznaczonym nurtem, ale można czytać je wybiórczo, na chybił-trafił. Książkę można odkładać niezliczoną ilość razy, a kiedy do niej wracamy, możemy zacząć podróż od początku i znów przerwać ją w dowolnym momencie. 

Wybrane przez redaktorów (wybór: Krzysztof Baranowski i Aleksandra Brożek-Sala) teksty są lepsze i grosze, mniej lub bardziej zaskakujące, ciekawe lub denne, trafione w punkt, ale też z tyłka wzięte. Na szczęście to lektura, która nie zajmuje, czytana z doskoku, po kawałeczku. Część tekstów nigdy nie powinna wyjść poza sieć (czysta grafomania), wiele z nich zasługuje jednak na to, by trafić do szerszego grona odbiorców. To takie pomieszanie z poplątaniem, z którego można wydobyć wiele dobrego, a jeśli ta czy inna opowieść nie zachwyca, nie czujemy się oszukani, przechodzimy bez żalu na kolejną stronę. 

Czytaliście już drabble? A może macie na koncie taką historię? Jak zapatrujcie się na te słowne ramy?