poniedziałek, 5 grudnia 2016

"Jeszcze jeden oddech"


W życiu nadchodzi chwila, moment kulminacyjny, gdy suma zgromadzonego doświadczenia ugina się pod ciężarem szczegółów egzystencji. Najmądrzejsi jesteśmy właśnie wtedy, gdy trwamy w tej chwili.

Szukałam wzruszeń. Rozglądałam się, wybierałam, odrzucałam kolejne propozycje, aż w końcu zdecydowałam, że Jeszcze jeden oddech będzie tym, czego potrzebuję. Co może wzruszyć bardziej niż opowieść spisana przed śmiercią? Skąd czerpać mądrość, jeśli nie z historii, które zdarzyły się naprawdę? 


Jeszcze tylko chwilę


Żyjemy szybko, intensywnie i często niedbale. Żyjemy z dnia dzień, pnąc się po szczeblach kariery. Patrzymy w przyszłość, bo wierzymy, że jakaś jest nam dana.  Często zapominamy o tym, co w życiu ważne - o rodzinie, ale też o sobie - lub rezygnujemy z czegoś, by osiągnąć coś innego, zdobyć lub zrobić coś pozornie ważniejszego. Zawsze twierdzimy, że na wszystko przyjdzie odpowiednia pora, bo przecież to tylko kwestia czasu. Wciąż odkładamy coś na bliżej nieokreślone "później", licząc na to, że zdążymy przed terminem, chociaż ostatecznej daty nam nie wyznaczono.




Paul był wziętym neurochirurgiem stojącym u progu kariery. Miał wielkie plany i wspaniałe marzenia. Mężczyzna miał wszystko poza czasem... W wieku trzydziestu sześciu lat usłyszał diagnozę: czwarte stadium raka płuc. Brzmi jak wyrok, prawda? Nie oszukujmy się - to jest wyrok. Tu nie ma szansy na cudowne ozdrowienie, na długie życie. Jest za to termin, zawsze bliżej nieokreślony, nigdy konkretny. Jest szansa na jeszcze jeden oddech i pragnienie tego oddechu. Jest czas, który ucieka i wielki plan Paula: opowiedzieć swoją historię. Mężczyzna nie ukończył książki.

Wiemy? Nie, nigdy nie wiemy, czasem nawet wolimy żyć w nieświadomości...  Nie wiemy, kiedy i co na nas spadnie, nie mamy pojęcia, jak zareagowalibyśmy na tę czy inną wiadomość. Ta historia nie powstała jednak po to, by nas nastraszyć, ale by mądrze, szczerze i prawdziwie opowiedzieć o życiu z wyrokiem, o marzeniu z terminem ważności i o początku czegoś nowego. Jeszcze jeden oddech  to opowieść wyjątkowa, opowiedziana tak "po ludzku". 

Moc wzruszeń w normalności


Książka składa się z czterech części: zaproszenia do lektury, opowieści Paula o studiach, pracy i młodości, świadectwa jego walki z nowotworem i epilogu (tu zmierzymy się z ostatnimi chwilami syna, męża i ojca).

Nie spodziewajcie się wstrząsających opisów - ta historia jest mocna i bez tych wszystkich obrzydliwości, a jej siła tkwi w prostocie przekazu i szczerości wyznania. Porusza tym, że jest taka normalna, chociaż w żadnym wypadku nie można jej nazwać banalną. Tu jedno spojrzenie znaczy więcej niż tysiąc słów, a jeden dotyk potrafi zburzyć wszystkie mury. Czy nie takie historie kochamy?

Jeszcze jeden oddech  to książka niedokończona przez autora, chociaż pełna. Nie jest jednak tak, że ta opowieść urywa się nagle, pozostawiając niedosyt, chociaż ten będzie zawsze obecny - wciąż chciałoby się więcej, chciałoby się podarować autorowi jeszcze jeden oddech. Tu historia nie kończy się wraz z odejściem głównego bohatera, poznajemy jej dalszy ciąg. Poszukując emocji, wyruszyłam w ostatnią podróż Paula. Znalazłam nie tylko wzruszenie, był też czas na łzy, chwila refleksji i odrobina uśmiechu.



Przyznam, że nie chcę rozpisywać się na temat tej historii, bo tu właściwie nie ma, o czym pisać, to trzeba po prostu przeczytać, doświadczyć na sobie. Nie będzie kolorowo, chociaż wydźwięk całości jest mimo wszystko pozytywny. Będzie smutno, ale w tym żalu znajdziecie mnóstwo małych radości.