piątek, 30 grudnia 2016

Szepty przeszłości w "Maskach zła"


Z dobrem jest szczególny problem. Ono nie istnieje samo w sobie. Jest zależne od wszystkiego dookoła. Dobro jest, a przynajmniej bywa względne.


Maski zła autorstwa Iwony Banach przeczytałam dzięki uprzejmości Ani - właścicielki bloga Górowianka, którą śmiało mogę nazwać moją książkową dilerką. Ania podrzuca mi takie książki, po które zawsze sięgam (prędzej czy później) z przyjemnością. Tak też było z Maskami zła... kiedy już chwyciłam tę książkę, nie mogłam się od niej oderwać. Uwielbiam takie pokręcone klimaty!

Zło czai się wszędzie


Uwielbiam pokręcone historie - takie okraszone potężną dawką szaleństwa, początkowo niezrozumiałe, a przy tym zmuszające do myślenia i kombinowania. Pociąga mnie dochodzenie do prawdy, łączenie faktów z niewyraźnymi sygnałami, które atakują znienacka. Takie opowieści wciągają, zajmują i nie pozwalają mi się na długo oddalić - to taka wewnętrzna potrzeba przeczytania jeszcze jednego rozdziału, jeszcze choćby strony i radosne wyczekiwanie na chwilę dla siebie, kiedy będę mogła znów zatopić się w mroku. 



W niewielkiej mieścinie znaleziono zwłoki, ale na bogato, bo aż trzy sztuki. Zamordowane to kobiety w podeszłym wieku, o podobnej aparycji. Liczne podobieństwa, bo wie i wygląd to nie wszystko, oraz zmasakrowane twarze zamordowanych wskazują na seryjnego mordercę. Wioska aż huczy od plotek, dociekań i podejrzeń, jednak dojście do prawdy stanowi dla policjantów nie lada problem. Niby nikt nic nie wie i w sumie nikt nie ma zamiaru ułatwić śledczym działania, a jednak wszystkie poszlaki prowadzą w jedno miejsce - do starego, spalonego przed laty Instytutu. 

Instytut to budynek z historią, bowiem mieścił się tutaj - nazwijmy to roboczo - przytułek dla sierot, dzieci zaniedbywanych i przede wszystkim chorych, z defektami (fizycznymi lub psychicznymi), które miały szansę na adopcję, ale poza granicami kraju. Okazuje się, że zamordowane pracowały w Instytucie. Czy ma to jednak jakiekolwiek znaczenie dla sprawy? 

Okazuje się, że o Instytucie lepiej milczeć, ale z jakiego powodu? Każde miasteczko ma swoje tajemnice, które z czasem obrastają w gruby kokon milczenia. Każdy coś słyszał, ale nikt nie posiada konkretnych informacji. Policja ze strzępków rozmów stara się sklecić naprędce jakieś logiczne wyjaśnienie tej zbiorowej amnezji, chociaż zadanie wcale nie jest takie proste, a rola starego budynku i ludzi, którzy zajmowali się dziećmi w czasie jego funkcjonowania, nie jest oczywista. Nie myślcie jednak, że to wszystko! Sprawa wydaje się co prawda intrygująca, jednak to nie morderstwa czy dochodzenie wzbudziły mój zachwyt. 

Opowieść toczy się dwutorowo: w rzeczywistości ostrej i wyraźnej oraz na granicy jawy i snu. Druga, moim zdaniem znaczne ciekawsza i bardziej wciągająca część dzieje się gdzieś poza czasem, logiką i rzeczywistością - w umyśle, pamięci i niepamięci jednej z bohaterek. Poznacie Kasię, która właściwie do samego końca pozostanie dla Was jedynie wzmianką, zjawą, wspomnieniem. Wdepniecie w szaleństwo grząskie i gęste, ale to nie wszystko, bo nie będziecie tam sami... W Kasi jest tłoczno i różnorodnie - tak, w Kasi, w środeczku! To wszystko czemuś służy, bo czasem lepiej zapomnieć i odgrodzić od tego, co boli...

Tyle dobrego


Maski zła wwiercają się w umysł nachalnie i dotkliwie, kuszą mrocznym klimatem i fascynują obłędem, wciągają i trzymają w napięciu i niewiedzy do samego końca, by w finale zaskoczyć i ostatecznie rozwiązać wszystkie wątki. Uwielbiam być zaskakiwana! Przyznaję, że dałam się mamić Autorce, pobłądziłam, wytypowałam niewłaściwie, podejrzewałam niewinnych. 

To taka historia, która robi wrażenie - zwracamy uwagę na zgrabne przejścia między tym, co dzieje się w Kasi a realnym, trudnym śledztwem. Przenikamy kolejne warstwy, odkrywając zakryte zasłoną milczenia tajemnice, a wierzcie mi - niektóre są mocne, niewyobrażalnie paskudne i niezwykle przejmujące.

Mnie ta opowieść wciągnęła i urzekła tą plątaniną szaleństwa z realizmem, chociaż szczerze mówiąc, trudno orzec, która z tych sfer szokuje mocniej, pociąga bardziej. Maski zła to świetna opowieść - przemyślana, zazębiona, opowiedziana w taki sposób, że aż chce się do niej wrócić, pragnie się zrozumieć więcej i poznać dokładniej.

Na pewno sięgnę po inne książki Autorki i tyle w podsumowaniu :)