środa, 7 grudnia 2016

Złowieszcza woń suszy: "Zapach suszy"


Czytelnik, słuchacz, widz musi mieć kogoś, z kim się identyfikuje, czyja historia jest mu bliska i wywołuje w nim emocje. A w świecie, w którym zbrodnia i śmierć stały się czymś zwykłym, trywialnym, było to coraz większe wyzwanie. 


Za oknem zimno, a u mnie zagościł Zapach suszy. Nie powiem, żeby mi się jakoś cieplej zrobiło, bo to złowieszcza woń była. Tomasz Sekielski zabrał mnie do Warszawy, wcisnął w sam środek zamachu, obrzucił kawałkami szkła, gruzem i ludzkimi szczątkami. Całkiem obiecujący początek "znajomości", nie sądzicie?

#intryga #machlojki #zamieszanie


Z jednej strony podchodzimy pod bramę gorącego piekła, które rozpętało się w stolicy. Z drugiej, padamy z głodu, chłodu i wycieńczenia w blaszanej pułapce. Wielka katastrofa i cierpienie pojedynczych jednostek, a do tego jeszcze Kościół, polityka, morderstwa i śledztwo. Niezła mieszanka!





Zamach terrorystyczny, handel ludźmi oraz znęcanie i zmuszanie do nierządu to tylko część tego, czego możemy się spodziewać po Zapachu suszy. Poznamy Agnieszkę Ossowską, która poprowadzi dochodzenie w sprawie (dość brutalnego) morderstwa księdza z niewielkiej parafii; wejdą tu tematy niewygodne i drażliwe, dla niektórych nie do przejścia. Ossowska jest ciekawą, nieco podchmieloną bohaterką, która radzi sobie nawet z rozsadzającym głowę kacem - lubię takie nie do końca poukładane postacie! Przynajmniej nie jest krystalicznie czystą superwoman, która może wszystko i wszędzie - jest taka ludzka. 

Wszystko to w połączeniu z politycznymi przepychankami i próbami wspięcia się na wysokie stołki (ludzką tragedię zawsze można jakoś konkretnie wykorzystać), skutecznie wprowadza w naszych umysłach zamęt.

Zapach suszy to jedna z tych książek, w których dzieje się tak wiele, że czasem trudno nadążyć. Akcja jest wartka, bohaterowie dynamiczni, a gdyby tego było mało - nie wiadomo, o co chodzi, chociaż wciąż podejrzewamy, że wszystko i wszyscy muszą być ze sobą powiązani w jakiś zagmatwany sposób. Nie spróbuję nawet naświetlić Wam dokładniej tej sprawy, bo to większa draka. Musicie poradzić sobie z nią samodzielnie. Powoli, krok po kroku połączyć porozrzucane elementy tej poplątanej układanki. Lubicie kombinować? Tu macie okazję się wykazać, bo ostatecznego rozwiązania nie będzie... przynajmniej jeszcze nie teraz.


#beztarcia #labirynt #niedosyt


Co mnie zdziwiło, to wykorzystanie w tekście popularnych w mediach społecznościowych hasztagów. Początkowo byłam zaskoczona, potem nieco rozdrażniona, aż w końcu przyjęłam tę formę uzupełnienia treści. To, co wydawało mi się zbędne, okazało się w gruncie rzeczy ciekawym zabiegiem, który jednak wybijał mnie z rytmu - na szczęście tylko na chwilę. 

Książkę czyta się płynnie i bez tarcia (pomijając hasztagi, do których nie pałam jakąś szczególną miłością). Nie musimy przedzierać się przez ruchome piaski, nie zasycha nam w gardle, ale wędrujemy spokojnie wyznaczonym przez Autora szlakiem. Z pewnością połapanie się w tych wszystkich układach i układzikach, dostrzeżenie zależności oraz celowości działań podjętych przez bohaterów może być nie lada wyzwaniem. Dajemy się zatem prowadzić, przerzucać i wkręcać. Próbujemy nadążyć, połączyć jakoś wszystkie rewelacje, których doświadczamy. Z jakim skutkiem? U mnie z prawie zerowym - przerósł mnie poziom zaawansowania tego wielkiego przekrętu - kariera w polityce nie jest mi pisana. Tu wszystko czemuś służy, a każdy skrawek informacji jest elementem większej - międzynarodowej - układanki. 

Tajemnica - jest. Akcji nie brakuje.

Pobrodzimy nieco w kłamstwach, pogubimy się w labiryncie układów, wtopimy w szemrane towarzystwo i, co chyba najbardziej mnie ujęło w tej historii, nie pozostaniemy obojętni na ludzką krzywdę, na zniewolenie, na los zabitych i sytuację porwanych. Wszystko we mnie krzyczy, bo takie rzeczy nie powinny mieć racji bytu, po prostu...

Nie liczcie jednak na rozwiązanie, bo kłamstwom i machlojkom nie będzie końca. Czuję, że ta historia dopiero się rozkręca, a zakończenie, które pozostawiło we mnie OGROMNY niedosyt, zmusza mnie do sięgnięcia po kolejny tom tego cyklu. Żałuję, że przeczytałam tę książkę - nie w ogóle, ale teraz - i tylko dlatego, że dalsza część tej opowieści siedzi w głowie Autora i zapewne trzeba będzie na nią jeszcze trochę poczekać... Suszy mi się zachciało... Mam za swoje!