sobota, 21 stycznia 2017

Czytam z Legimi


Czy warto czytać z Legimi? Czy to się opłaca? Słów kilka o abonamencie bez limitu i moim czytniku.




Obiecałam Wam, że opowiem co nieco na temat Legimi - wciąż o to pytacie, wciąż się wahacie, więc może właśnie dzisiaj rozwieję Wasze wątpliwości. Nie będzie to w żadnym razie przewodnik po ofercie Legimi, nie będę również instruować Was, w jaki sposób - krok po kroku - kupić, zamówić, zapłacić, ponieważ wszystkie te informacje znajdziecie na stronie *klik* i na innych blogach. O czym będzie u mnie? O korzystaniu z Legimi na co dzień, o książkach, o opłacalności oraz o legalnym czytaniu, które wciąż u wielu kuleje... Opowiem Wam również o moim czytniku. Zaznaczam, że to moje subiektywne odczucia, a wiadomo, że opinia jak dupa - każdy ma swoją.

Czy się opłaca?


Czytam dużo, ale to już wiecie. Czytam przede wszystkim nocą, bo wtedy mam na to czas. Chętnie sięgam po e-booki, bo to wygoda, poza tym książki w wersji elektronicznej pochłaniam szybciej niż w papierowej, ale o receptę nie pytajcie, bo jeszcze tego nie rozgryzłam... W każdym razie, kiedy mój stary czytnik (po blisko 5 latach użytkowania) wyzionął w końcu ducha - należała mu się już emeryturka - stanęłam przed koniecznością kupienia nowego. Jasne, mogłam czytać na komórce czy na tablecie (często posiłkowałam się taką opcją), ale na dłuższą metę to lekko masakryczne posunięcie - moje biedne oczy! 

Początki mają to do siebie, że bywają niezwykle irytujące, aż kipią od niepewności, ale i obciekają ekscytacją. Ja byłam podekscytowana obrzydliwie, bo nagle okazało się, że nie muszę polować na e-booki, kupować pojedynczych, czaić się na promocyjne pakiety, ale mogę mieć ogromny wybór w cenie 2 czy 3 sztuk. Teraz już w ogóle nie kupuję książek w wersji elektronicznej - takie czytam tylko na Legimi, a jeśli zależy mi na jakimś tytule (lub trafię na promocję), kupuję egzemplarz papierowy. Tym sposobem moja biblioteczka znacznie powiększyła się w ostatnim czasie.  To dobra wymiana. I tu wcale nie chodzi o to, że jestem uzależniona od kupowania - tego się będę trzymać!

Za abonament w komplecie z czytnikiem (możecie wykupić dostęp do książek bez czytnika) płacę miesięcznie 50 zł - kwota jest ściągana z konta automatycznie, więc nie muszę się tym przejmować, pilnować terminów - ja czytam, reszta robi się sama. Umowa trwa 2 lata. Można kupić czytnik osobno i korzystać na nim z Legimi, ale trzeba sprawdzić, które modele współpracują z aplikacją - ja poszukiwania ominęłam, skupiając się jedynie na wyborze między dwoma modelami dostępnymi w ofercie i oczywiście koloru. Nie powiem Wam, czy jakiś konkretny model zadziała - tych informacji szukajcie u źródła. Mnie wystarcza informacja, że mój czytnik współpracuje, pozostałymi się nie interesowałam.

Czy 50 zł to dużo? To zależy. Wydaje mi się, że jeśli ktoś czyta sporo, a do tego lubi e-booki, to będzie zadowolony i całkiem nieźle na tym wyjdzie. Dla czytających mniej z pewnością abonament bez limitu jest nabytkiem zbędnym - można sprawdzić pozostałe opcje i znaleźć coś dla siebie.

W tym abonamencie mam możliwość czytania na czterech urządzeniach: czytniku, komórce, tablecie i na komputerze. Co ważne, nie muszę korzystać z tego sama, ale trzeba wziąć pod uwagę,  że każde z urządzeń może być wykorzystane raz. Ja korzystam z czytnika, mąż czasem sięgnie po Legimi na tablecie, a ostatnio wgrałam je sobie na komórkę, po co? Żeby posłuchać audiobooka (na telefonie z androidem jest taka opcja). Na komputerze czytać nie cierpię - nie i już.

Na początku Legimi działało mi na nerwy - nie chciało się synchronizować, nie chciało mnie w ogóle dopuścić do konta. Na tablecie poszło jak z płatka, ale przy czytniku? Takiej wiązanki wulgaryzmów dawno nie puściłam ;) Wiecie, tu się łapki trzęsą, już by się chciało chwycić tę książkę, już czytać, a tu dupa - nie wchodzi. Odrobina wsparcia - w sensie: mężu, mężu zrób coś, bo ojojoj ;) i poszło. 


Mój czytnik


Bardzo często pytacie, z jakiego czytnika korzystam, czy jestem zadowolona, czy się opłaca, czy ma podświetlenie, czy, czy, czy :)



Wybrałam PocketBook Touch Lux 3 - nie miał przycisków na boku, ale na dole - to lubię. Korzystam z niego codziennie i w każdych warunkach: czasem w ciągu dnia, rzadziej w słoneczku (czekam na lato!), a najczęściej nocą. Dzięki regulowanemu podświetleniu daje radę i daje się dopasować. Czytanie nie męczy wzroku - mam porównanie z telefonem komórkowym i tabletem, z których już praktycznie zrezygnowałam (przy czytaniu książek). Bateria trzyma długo (jeśli wyłączy się dostęp do sieci, to na pewno jeszcze dłużej). Nawet nie rejestruję, kiedy go ładuję - po prostu od czasu do czasu podłączam zamiast komórki.

Czytnik jest niewielki, lekki i dobrze leży w łapkach. Posiada funkcję uśpienia (przydatna), kalkulator, odręczny notatnik, sudoku, pasjansa i szachy (z gier nie korzystam, ale wiecie - może się przydać), można wgrać tu własne pliki graficzne. Większość tych funkcji jest dla mnie kompletnie bezużyteczna, ale nie przeszkadzają, więc co mi tam.




Połączenie czytnika z Legimi wymaga dostępu do sieci, ale tylko raz na miesiąc. Mój czytnik jest podłączony praktycznie cały czas (zawsze zapomnę go po synchronizacji odłączyć). Książki można zgrywać za pomocą kabla, ściągać je z Legimi albo wrzucać za pomocą Dropboxa (kupione wcześniej się nie zmarnowały) - szybka synchronizacja i możemy cieszyć się lekturą. 




Przy okazji ściągania książek z Legmi pobieramy je dodatkowo na urządzenie. 



Mnie urzekły notatki - te zaznaczamy sobie w teście, a potem mamy do nich dostęp w osobnej zakładce (każdy zaznaczony fragment osobno wypunktowany i podpięty pod plik z tytułem książki). Nieco pokrętnie? Pokażę Wam:



Można rozwinąć pojedynczo lub wszystkie od razu. 


Z zakładek nie korzystam, ale cytaty w książkach zaznaczam - nie mam potem problemu z powrotem. Ta opcja przydaje mi się przy pisaniu recenzji. Czytając książkę papierową, nie zawsze mam pod ręką zakładki indeksujące i często ciekawe cytaty mi umykają...

Poza tym czytnik umożliwia buszowanie w sieci - z tej opcji również nie korzystam, ale jest :)




Z czytnika jestem bardzo zadowolona i gdybym miała podjąć tę decyzję jeszcze raz, wybrałabym ten sam model. Jest dla mnie wystarczający, czytanie nie męczy wzroku, dotykowy ekran ułatwia przerzucanie stron (w łóżku, do leżenia na boczku, opcja idealna), szybko się ładuje, mieści się w torebce, bateria trzyma długo. 

O specyfikację nie pytajcie, bo prawdę mówiąc to kolejna rzecz, która mnie kompletnie nie interesuje. Wszystkich konkretnych informacji szukajcie na stronie producenta, o tutaj => PocketBook-Reader. Przyznaję, że zanim zdecydowałam się na ten model, przeczytałam pierdyliardy stron na ten temat, w porównaniu z innymi, z testami, srami i... niewiele z tego wyniosłam. Mogę Was jednak zapewnić, że czytnik sprawdza się u mnie doskonale i jeszcze mnie nie zawiódł. 

Kolega powiedział mi kiedyś, że jeśli czytam na kundelku, to nie mam pojęcia o książce elektronicznej, nie wiem, co to znaczy prawdziwy czytnik. Cóż... 

Książki i półeczki


Książki dostępne w abonamencie sprawdzacie na bieżąco na stronie Legimi. Potem dwa kliknięcia i czytadło ląduje na Waszej półeczce (synchronizacja + pobranie i gotowe, jest w czytniku). Wielu Wydawców podrzuca swoje książki już w dniu premiery (lub przed), więc możecie być z nowościami na bieżąco. Poza tym wśród iluś-tam-tysięcy dostępnych znajdziecie wiele klasyki, a także książki wydane własnym nakładem (może odkryjecie jakąś perełkę?). Ofertę możecie przejrzeć już teraz, bez konieczności kupowania czegokolwiek.



Nie wszystkie książki są jednak "za darmo". Za niektóre z nich musicie dodatkowo zapłacić. Od czego to zależy? Nie mam zielonego pojęcia, po prostu czasem trafię na takiego e-booka. Czy płacę dodatkowo? Nie, absolutnie, jeśli dany tytuł naprawdę mnie kręci, kupuję go potem w papierze. Nie zrażajcie się jednak, ponieważ większość (zdecydowana) jest w cenie.



Najgorsze w tym wszystkim jest to, że trzeba wybierać. O ile przy dorzucaniu kolejnych tytułów na półkę nie trzeba ograniczać się wcale, o tyle potem jest to katorga. Na moim czytniku znajduje się teraz tyle wspaniałych książek, że po prostu nie mam pojęcia, którą czytać już, natychmiast, w tej chwili, a które odłożyć na później. Ale wiecie, życzę sobie tylko takich dylematów. Myślę, że mogę z tym żyć.

Statystyki


Na stronie znajdziecie zakładkę ze statystykami. Jeśli ktoś lubi takie porównania, podglądanie innych czytelników (jako zbiorowości), to z pewnością warto tu od czasu do czasu zajrzeć. Dane aktualizują się po synchronizacji - tak słyszałam, sama nie sprawdzam tej zakładki prawie wcale.








W tej zakładce znajdziecie również listę najbardziej wciągających książek, ale nie mam zielonego pojęcia, na czym to polega, skąd się biorą te dane, na jakiej podstawie jest to naliczane. Szczerze mówiąc, mam to gdzieś :) Co mi daje przeglądanie statystyk? Absolutnie nic, ale to miły dodatek do całości. Jedyne, co zwróciło moją uwagę, to godziny czytania (moje i wszystkich) - ja czytam, a Ty śpisz :)

Legimi zlicza tylko te dane, które dotyczą książek oferowanych w abonamencie. Jeśli zatem czytacie e-booka, którego wgraliście sobie sami, nie będzie on w tym zestawieniu brany pod uwagę. 

Poza statystykami dostępnymi na stronie mamy też te podręczne - w czytniku. 



Do tych zaglądam częściej, ale szczerze mówiąc, nie mają dla mnie znaczenia. Na pewno bywa to przydatne, kiedy chcecie wiedzieć, ile czasu spędzacie na czytaniu lub ilu godzin potrzebujecie, by pochłonąć tę czy inną książkę. Ja tam jestem jednak za czytaniem we własnym tempie, bez podbijania liczby słów na minutę - nie dajmy się zwariować.

Od 20. września 2016 roku przeczytałam z Legimi 42 książki (średnio 10 sztuk miesięcznie) i wysłuchałam jednego audiobooka. Prawda jest taka, że gdybym zrezygnowała z książki - jak to się teraz ładnie mówi - analogowej, to liczba przeczytanych byłaby przynajmniej dwukrotnie większa. Nie chcę nawet podliczać, ile musiałabym zapłacić za papier czy za te same e-booki, gdybym musiała polować na nie w sieci. 

Dla mnie Legimi to ogromna oszczędność + wystarczający wybór - mam co czytać na kolejne miesiące, a wciąż dochodzą nowe tytuły, które też muszę - bo oszaleję chyba, jeśli tego nie zrobię - poznać. 


Czy jestem zadowolona? 


Poza mnóstwem bezużytecznych dla mnie funkcji - takie bajery naprawdę mnie nie kręcą - znalazłam ogrom takich, z których korzystam z przyjemnością. Wybór tego abonamentu, szczególnie w połączeniu z nowym czytnikiem (musiałam i tak kupić nowy), był jedną z lepszych decyzji, które podjęłam w zeszłym roku. Czytam bez stresu, bez straty i bez kombinowania, bo wiecie - czytając z Legimi, czytacie legalnie - przy okazji robienia sobie dobrze, nie okradacie autorów. Nie trzeba szukać, polować, a często opłakiwać utopionych w jakimś bagnie pieniędzy, ponieważ jeśli jakaś książka Wam nie leży, sięgacie bez problemu po inną - porzucać można bez żalu i poczucia straconego czasu. Nie ta to kolejna - tu nie ma miejsca na sentymenty.

Mam nadzieję, że rozwiałam Wasze wątpliwości. Powiem jedynie - tak na koniec - że ten wpis nie jest sponsorowany (gdybyście mieli jakieś wątpliwości). 

Jeśli lubicie czytać e-booki albo myślcie, że moglibyście to polubić, warto spróbować właśnie z Legimi. Zawsze najlepiej jest przetestować coś na sobie, a tu macie taką możliwość - przez siedem dni za darmo. 

Legimi => Jak to działa? Na stronie, w odpowiedniej zakładce, doczytacie co nieco na temat kompatybilnych modeli czytników, przyjrzycie się bliżej abonamentom i możliwościom. I najważniejsze - zerknijcie do katalogu - tu znajdziecie to, co w tym wszystkim najlepsze! Czytanie ma jednak to do siebie, że uzależnia, więc pamiętajcie - jakby co, to nie moja wina ;) 

Czy są inne czytniki? Oczywiście, że są. Czy musi to być Legimi? Absolutnie. Nie będę się jednak rozwodzić nad czymś, o czym nie mam pojęcia i dyskutować na wyższością jednego nad innym. Nie w tym rzecz. Byliście ciekawi, na czym czytam i czy jestem zadowolona. No to już wiecie - jestem... obrzydliwie!

Dajcie znać, czy korzystacie, czy może planujecie, czy kompletnie Was to nie kręci. Macie jakieś pytania? Postaram się na nie odpowiedzieć, ale wiecie - pogadajmy jak czytelnik z czytelnikiem, teorię zostawiając fachowcom :)

Ściskam!