czwartek, 5 stycznia 2017

"Dziecko last minute"


Jak to dobrze, że nie zawsze trzeba dosłownie wyznawać sobie miłość, żeby wszystko zrozumieć.


Jestem zakręconym oszołomem, co uzmysłowiłam sobie dość późno, bo po skończonej lekturze. Dziecko last minute autorstwa Nataszy Sochy chwyciłam bez zastanowienia i przyznaję - bez przeczytania jakichkolwiek rekomendacji. Czasem mam takie impulsywne napady, chociaż w ciąży nie jestem. Wzięłam w łapki, z zamysłem przekartkowania, przeczytania wstępu i ogólnego rozeznania w stylu Autorki (wcześniej czytałam jedynie Awarię małżeńską, czyli historię napisaną wespół z Magdaleną Witkiewicz). 

Jak zasiadłam, tak przepadłam. 

Kiedy dotarło do mnie, że właśnie skończyłam drugi tom cyklu i że w ogóle istnieje jakiś pierwszy - byłam w szoku. Historię połknęłam bez zająknięcia jako logiczną i spójną całość. Pierwsza część oczywiście gdzieś mi kiedyś śmignęła, ale kompletnie nie skojarzyłam, że to wszystko może się jakoś łączyć. Z twórczością pisarki nie jestem jednak na bieżąco, więc to chyba moje jedyne usprawiedliwienie. Myślę sobie, że trzeba będzie nadrobić.


Życie zaskakuje


Oczekiwanie na narodziny dziecka to czas pełen wielkich radości, niekończących się wzruszeń, ale i okres, kiedy kobieta nie dość, że traci to rozum (hormony robią swoje), to jeszcze wciąż żyje w stanie napięcia. Oczywiście winna się relaksować, opływać w aurę spokoju i skupiać na cudzie macierzyństwa, ale to nie takie proste, niestety. Tym wspaniałym, doniosłym chwilom towarzyszy bowiem ciągła obawa: o zdrowie dziecka i niepewną przeszłość, a strach przed wielką niewiadomą potrafi spędzić sen z powiek niejednej przyszłej matce. Każda ciąża jest inna, więc i drugi potomek potrafi nieźle namieszać w życiu kobiety - pewnie wiele z Was mogłoby wypowiedzieć się konkretnie na ten temat, ja mogę snuć jedynie domysły. Wracając jednak do sprawy macierzyństwa w ogóle, wyobraźcie sobie, że wkrótce przekroczycie pięćdziesiątkę, dzieci już odchowane, pełnoletnie i w sumie pozostaje Wam czekać na znak, by dumnym krokiem wkroczyć w rolę babci, a tu nagle wielkie jeb, bum i łubudu! Zachodzicie w ciążę! 



O ile sytuacja jest w stanie wyprowadzić z równowagi młodą osobę, o tyle 46-latkę może naprawdę przerazić. Późne macierzyństwo, do tego nieplanowane, potrafi wywrócić świat do góry nogami. Wpadka przed pięćdziesiątką, ze świeżo poznanym mężczyzną, to dopiero gratka!


Świat powinno się zwiedzać z osobą, którą się kocha. Wtedy wszystko smakuje inaczej, a człowiek zachwyca się nawet deszczem, wiatrem czy wyrachowanym podmuchem zimna.


Dziecko last minute to jednak nie tylko perypetie już nie całkiem młodej mamy, która  z ubolewaniem spogląda w lustro, a z duszą na ramieniu przechodzi kolejne badania ginekologiczne. Nie! Znajdziecie tu historię prawdziwej, chociaż nieco pogmatwanej miłości. Odkryjecie wielką tajemnicę rodzinną - wyrachowaną zemstę matki, a w finale wyjdzie na jaw sekret ciężkiego kalibru. Weźmiecie udział w intrydze uknutej przez  byłych małżonków - ludzie to jednak ześwirowane istoty. Dacie się wplątać w skomplikowane relacje międzypokoleniowe - trzy kobiety pod jednym dachem są jak zapowiedź klęski żywiołowej. Poznacie też bliżej ojca dziecka - Kosmę, który zaskakuje stylem bycia na każdym kroku (chyba bym go ubiła, serio). 

Czasem w sumie nie wiadomo, czy lepiej śmiać się z tego, co podsuwa nam życie, czy zwinąć się w kłębek i umrzeć z przerażenia, ale jedno jest pewne: niektóre sprawy spadają na nas znienacka i po prostu musimy sobie z nimi jakoś poradzić - najlepiej jak potrafimy.

Będzie się działo!


Last minute


Last minute kojarzy się nam głównie z wakacjami, szybkim wypadem, błyskawicznym pakowaniem i beztroską - to oferta ustrzelona w ostatniej chwili, z której grzechem byłoby nie skorzystać. Tytuł powieści jest nieco przewrotny, jak mogłoby się początkowo wydawać, ale powiem Wam, że coś w tym jest i to naprawdę coś dobrego.

Powieść podzielona została na rozdziały, a te odznaczają się szczególną budową; każdy rozpoczyna wpis ciężarnej czterdziestolatki, czyli wywody na temat macierzyństwa, ale bez spiny, upiększania i na wesoło (w pierwszej osobie). Chwilę później wtapiamy się w aktualną sytuację (narracja trzecioosobowa), a do tego odrobina epistolografii - ciekawe uzupełnienie całości. Pochłania się błyskawicznie i bez tarcia - wchodzi jak kiszone ogórki w 8 tygodniu - chociaż zdaję sobie sprawę, że nie każdego tematyka tej powieści zainteresuje.

Dziecko last minute to powieść pełna humoru, ciepła i pozytywnej energii. Żartobliwe podejście do tematu wywoła niejeden uśmiech, a szczypta ironii nadaje tej opowieści smaczku - nie zemdli Was od nadmiaru słodkości. Opowieść zmusza też do zastanowienia się nad kondycją relacji rodzinnych, wagą tajemnic czy odpowiedzialnością. Historia idealna na długi zimowy wieczór, pod kocykiem, z herbatką. Ciekawie, emocjonalnie i z humorem, czego więcej trzeba?