środa, 4 stycznia 2017

Jeszcze większy zamęt: Tetragon


Za często się okłamujemy, ale to część naszej pracy.
Niektórzy błędnie nazywają to nadzieją.

Tetragon jest drugą książką autorstwa Thomasa Arnolda, po którą sięgnęłam. I nie ostatnią, bo wkrótce zabieram się za lekturę Horyzontu umysłu, o której na pewno Wam opowiem za jakiś czas. Wróćmy jednak jeszcze na chwilkę do poprzedniej książki - 33 dni prawdy  znalazły się na mojej liście najlepszych historii przeczytanych w 2016 roku! Nie miałam zatem absolutnie żadnych oporów, żeby sięgnąć po kolejny thriller autora. Czym tym razem zaskoczył mnie pisarz?


Po nitce do kłębka


Trudno jest walczyć z czymś, o czym nie ma się zielonego pojęcia, a kiedy nie wiadomo, o jaką stawkę toczy się gra i jakimi rządzi się zasadami - prawdopodobieństwo porażki poraża. Czy na pewno, aby wygrać, trzeba grać? A może czasem lepiej odpuścić? Każdy podjęty krok może być tragiczny w skutkach, a odpowiedzialność potrafi przytłoczyć i zmiażdżyć. 




Tetragon jest kontynuacją (luźną, co wyjaśnię za chwilę) przygód Adamsa i Rossa - dwóch policjantów, których poznaliśmy w 33 dniach prawdy. Tym razem nasi bohaterowie muszą zmierzyć się z czymś niewyobrażalnie dziwnym, co wykracza poza ludzkie pojęcie. Co ciekawe - prowadzą oni dwie osobne sprawy, jednak w pewnym momencie okazuje się, że znów muszą połączyć siły, do czego "zmusza" ich nagłe znikniecie kapitana (Arthura Goldwyna). Coś jest nie tak i wszystko wskazuje na to, że czeka ich niemożliwie zagmatwany kłębek masakry do rozplątania. Nic się nie zgadza, kompletnie, a kolejne rewelacje wprowadzają jeszcze większy zamęt.

Z czym będziemy mieć do czynienia?
Okładka oraz tytuł nieco ułatwiają nam zadanie, pozwalając wysnuć już na początku jakieś przypuszczenia. Kiedy przeczytamy prolog, szybko domyślimy się, jaki będzie główny motyw tej powieści, co jednak w ogóle nie wpływa na odbiór całości, wręcz przeciwnie - niecierpliwie pochłaniamy kolejne strony, na których znajduje się rozwiązanie naszej zagadki. Powiem więcej: temat przewodni jest porządnie rozwinięty, ale żeby zrozumieć, odkryć i dojść do sedna sprawy, musimy zrobić szereg kroków, często drepcząc w ślepym zaułku. Przystanki są jednak chwilowe, bo kiedy my zastanawiamy się nad tym, co właśnie zostało wydobyte, wywleczone na światło dzienne, autor już pędzi w dalszą drogę. I co dalej? Poddajemy się temu tempu i błyskawicznie dochodzimy do finału.

Finał... Tu mnie Thomas Arnold zaskoczył! Kiedy już myślałam, że wszystko rozumiem (zdemaskowałam jedną z kluczowych postaci), okazało się, że w sumie gówno wiem i o niczym nie mam pojęcia. Lubię to!


Nitką po mapie


Wartka akcja - tu wciąż coś się dzieje. Gdyby samo czytanie tak dynamicznych powieści mogło spalać kalorie, z pewnością miałabym na liczniku kilka kilogramów mniej (jaka szkoda, że to tak nie działa). Autor nie skupia się na zbędnym biadoleniu. Ogranicza opisy przyrody, wystroju wnętrz czy wyglądu postaci do minimum - nie znajdziecie tu również rozwodzenia się nad kolorem pyłków kwiatowych, smakiem kanapki z szynką czy fakturą skał. Historia nie jest przegadana, opiera się głównie na dialogach przeplatanych treściwym, dość lakonicznym wprowadzeniem w sytuację, przez co czyta się ją jednym tchem.

Historia jest kontynuacją przygód policjantów, których poznaliśmy już wcześniej, ale nieznajomość poprzedniej części w ogóle nie wpływa na odbiór tej drugiej. Autor nie zdradza nam praktycznie żadnych informacji, nie odnosi się do 33 dni prawdy w sposób znaczący, delikatnie jedynie nakreślając, że wcześniej działo się coś, czemu warto przyjrzeć się bliżej - odnosi się to głównie do relacji Rossa z Adamsem, ale nie ma znaczenia dla rozwoju zdarzeń. Tetragon można zatem czytać bez znajomości poprzedniego tomu - to pełna, spójna opowieść.

Główny motyw nie jest wyszukany, ale poprowadzony ciekawie i klimatycznie - skusił mnie zapach starych ksiąg, zaintrygowały robale i nagryzione zębem czasu zwłoki, których w powieści nie brakuje. Autor podrzuca nam co chwilę jakiegoś trupa, wywlekając ciała zewsząd - a to z dna jeziora, a to znów z opuszczonego magazynu, a innym razem z mieszkania... i dorzuca kilka świeżych, na bieżąco.

Gdybyśmy mieli nakreślić mapę tej historii, nie zabrakłoby na niej czerwonych chorągiewek, ślepych uliczek, opuszczonych magazynów, rozległych przestrzeni czy błękitnych plam. Wyobraźcie sobie teraz pinezki wbite w taki plan i nitkę, która łączy kolejne punkty. Co nam wyjdzie? Porządnie upleciona, gęsta sieć. 


Egzemplarz z dedykacją upolowałam na Wrocławskich Targach Dobrych Książek. Cieszy, bardzo!




Tetragon to świetny thriller policyjny (kryminalny), ale przyznaję, że nie mogę się już doczekać Thomasa Arnolda w nieco innej odsłonie - następnym razem thriller medyczny!

Na koniec przypominam, że autor jest Polakiem, w co chyba trudno będzie niektórym uwierzyć, bowiem taka historia mogłaby spokojnie znaleźć fanów na rynku zagranicznym. 

Patronat

Patronat
Projekt, nad którym warto się pochylić. Wspaniała propozycja dla młodych mam i maluchów. .Cynio. to wyjątkowa książeczka - subtelna opowieść, która powstała z miłości do bliskości. Zerknijcie na projekt Dominiki Naborowskiej. Ruszamy już wkrótce!