wtorek, 17 stycznia 2017

Niezwykła baśń: Tami z Kapadoclandii


Nigdy się nie poddawaj, to, co dzisiaj jest klęską, jutro może okazać się twoim zwycięstwem.


Ostatnie dni obficie ociekały magią. Renata Klamerus ponownie zabrała nas do niesamowitej Kapadoclandii (Ha! w końcu zapamiętałam nazwę tej krainy!) i znów - ku naszej uciesze - wypełniła zwykły, szary wieczór barwnymi obrazami.  Moc kolorów, ogrom kształtów i opcja "wszystko się może się zdarzyć" to recepta na niezwykłą baśń i... udaną kontynuację. Czym tym razem zaskoczy nas Tami z krainy pięknych koni?


Magia jest wszędzie


Wyobraźcie sobie, że wszystko jest możliwe, a Wasze najskrytsze marzenia (nawet te najbardziej szalone; przyznaję - zawsze chciałam być syrenką) mogą się urzeczywistnić - tu i teraz, natychmiast. Opcja kusząca, pociągająca, ale też niebezpieczna, bo czy potrafilibyście zachować umiar i... pragnąć tylko tego, co jest dobre?



Lato minęło, a wędrówka podziemnymi korytarzami jest już tylko wspomnieniem. Dzieci wróciły do swoich obowiązków, rodzice jakoś poradzili sobie z tajemniczymi mocami, które otuliły spokojną dotąd Kapadoclandię, ziemię przykrył śnieg, życie toczy się dalej. Chociaż wejście do mrocznej groty zostało już dawno zasklepione, a wrót fantastycznej pieczary strzeże bajeczne zaklęcie, magia wciąż - mimo że ukryta, uśpiona - jest obecna w krainie. Do czasu... Kiedy zaczną się wakacje - Tami, Rume i Kelie przeżyją kolejne przygody - nie mniej fascynujące niż poprzedniego lata.

Opowiem Wam co nieco o bohaterach. Oczywiście Tami przypadła mojej córce do gustu najbardziej. Dziewczynka jest rezolutna, dobrze się uczy, ma świetne pomysły i potrafi poradzić sobie w trudnych warunkach, a do tego - co chyba najważniejsze - jest dobra, naprawdę dobra. Rume to chłopiec ułożony, odpowiedzialny i szczery, a do tego opiekuńczy, obowiązkowy i zaradny. Jest jeszcze Kelie - moim zdaniem najciekawszy, bo nie tak krystalicznie czysty jak pozostała dwójka... ten to lubi kombinować!

Czego możecie się spodziewać przy takiej mieszance charakterów i nieograniczonych pokładach magii? Odpowiedź jest prosta: wszystkiego, i to nie puste słowo, bowiem Autorka znów puściła wodze fantazji i wplotła w pozornie zwyczajną rzeczywistość porządną dawkę czarów. Oczekujcie latających dywanów, spełnienia marzeń, teleportacji i eliksiru długowieczności. I to nie wszystko! Tami z krainy pięknych koni to baśń współczesna, zatem nie zabraknie też odrobiny technologii, z pomocą której można zdziałać cuda, ale też wpaść w tarapaty. Nie byłoby jednak aż tak fascynująco, gdyby zabrakło czarnego charakteru. Dzieci podejmą (z pomocą magicznej księgi) walkę ze złem, a czy wygra dobro? Tego musicie dowiedzieć się sami.  



Dla małego i dużego


Po fascynującej lekturze pierwszego tomu przygód Tami i jej przyjaciół od razu sięgnęłyśmy po kontynuację. Córa nie dała mi odpocząć, ale przyznaję, że ja również nie mogłam się doczekać ponownej wizyty w Kapadoclandii i żadna chrypa mi niestraszna! Autorka znów nas zaskoczyła, podrzucając kolejne niezwykłości, a do tego rozwijając i wyjaśniając pewne wątki poznane w poprzedniej części. Nudy tu nie uświadczycie!

Historia rozpala wyobraźnię i skłania do fantazjowania, na co z pewnością ma wpływ nie tylko barwny świat przedstawiony, ale też mnogość wątków, postaci i przygód; jednak z umiarem, co pozwala małemu czytelnikowi być na bieżąco. Kolejne napotkane przez bohaterów trudności sprawiają, że dziecko od razu wciąga się w akcję, aktywnie w niej uczestnicząc, równocześnie kibicując małym odkrywcom.

No i to, co docenia rodzic - tej historii nie brakuje walorów edukacyjnych i wychowawczych. Dziecko, obserwując Tami i jej przyjaciół, uczy się odpowiedzialności, docenia wagę przyjaźni, złożonej obietnicy i ciepłe relacje w rodzinie. Dodatkowo uczy się szacunku dla starszych, znaczenia tradycji oraz tolerancji.

Religia nie powinna dzielić ludzi. Religijny człowiek nie powinien osądzać innych z powodu wyznania, nie powinien się wywyższać, nie powinien krzywdzić drugiego człowieka.

Mały czytelnik dostrzega, jak ważna jest nauka i obserwuje postępy, które poczyniła Tami w ciągu tego roku - dziewczynka dojrzewa, zdobywa wiedzę i potrafi zaskoczyć (widzą i pomysłowością) nie tylko starszych kolegów, ale też dorosłego. Co najważniejsze, Autorka udowadnia, że nawet szkoła może być fascynująca, chociaż dobre oceny nie biorą się znikąd - są owocem ciężkiej pracy. A jednak! Można czerpać z tego mnóstwo radości.

Na końcu książki znajduje się Książka kucharska (związana z jednym z wątków) i tu pole do popisu dla mam! Z pewnością spróbuję przyrządzić pide ze szpinakiem, a może i skuszę się na pralinki lokum (jeśli byliście kiedyś w Turcji, na pewno kojarzycie te małe smakołyki - w głowie mi się nie mieści, jakie to proste); baklawę jednak odpuszczam.

Wiecie, czasem chciałabym, żeby moja córa czytała już samodzielnie, ale kiedy pomyślę, ile cudownych historii ominęłoby mnie (i pewnie w przyszłości ominie), cieszę się, że czas z książką spędzamy nadal wspólnie. Tami z Kapadoclandii to taka opowieść, która zachwyci małego odkrywcę, ale też nie pozwoli się nudzić dorosłemu, a to budujące, bo rodzic nie  ma poczucia straconego czasu. 



Książkę czytałam w wersji elektronicznej, ale Autorka zrobiła mi niespodziankę i już teraz możemy cieszyć się papierem. Ma to dodatkowe korzyści - mogę Wam opowiedzieć o wydaniu, a to zachwyca! Książka w twardej oprawie, treść wzbogacona barwnymi ilustracjami (niestety tu w wersji mini).


Czcionka - całkiem spora, nie męczy wzroku - świetna kompozycja, nie męczy wzroku.

Egzemplarz z dedykacją trafia do naszej biblioteczki, co mnie bardzo cieszy, bo na pewno wrócimy jeszcze do tej historii.



Wkrótce, pod patronatem Matki Puchatki, ukaże się kolejna część przygód Tami i jej przyjaciół - my nie możemy się już doczekać. Was zachęcam jednak do poznania Kapadoclandii i jej tajemnic już teraz, a wierzcie mi - w tej krainie jest wiele do odkrycia.

Przeczytaj recenzje pozostałych tomów