środa, 11 stycznia 2017

Poza banałem: Jak gdybyś tańczyła


(...) dzięki odgrywaniu osoby, którą chcemy być, dzięki naśladowaniu jej zachowania, z czasem możemy stać się nią naprawdę.


Jak gdybyś tańczyła autorstwa Diane Chamberlain to kolejna propozycja Wydawnictwa Prószyński i S-ka, z serii Kobiety to czytają!, którą pochłonęłam z zapartym tchem. Przyznaję, że po powieści z tej półeczki sięgam chętnie i z przyjemnością, zatem dorwanie się do tej historii było tylko kwestią czasu. A jednak tym razem udało mi się przeczytać książkę przed premierą i to w takiej cudownej, spersonalizowanej oprawie (dziękuję!). Książkę wygrałam na stronie Kobiety to czytają - zerknijcie, zachęcam.



Wadliwe spoiwo


Rodzina to taki dziwny twór złożony z wielu różnobarwnych szkiełek. Kiedy jedno z nich pęka, a potem kruszy się i rozpada, pozostawiając pustą przestrzeń, naruszony zostaje porządek świata, a kolorowa mozaika traci barwę - jedną, ale jedyną w swoim rodzaju. 
Rodzina idealna nie istnieje - każda jest na swój sposób nieco patologiczna, dysfunkcyjna, każda jest zlepkiem mniej lub bardziej popękanych i  zarysowanych szkiełek.

Szkiełka oglądane z osobna są jedyne w swoim rodzaju. Każde ma odpowiednią, choć zmienną barwę, fakturę gładką bądź szorstką, a brzegi ich mocno poszarpane, lekko nadgryzione albo gładkie. Jak skleić porządny, trwały i pełny obraz z barwnej rozsypanki elementów, które wyraźnie do siebie nie pasują? Odpowiedź jest prosta: spoiwo.  



Molly ma kochającego męża, dobrą pracę, stabilną sytuację i znaczące plany na przyszłość - wkrótce zostanie mamą, przynajmniej taką ma nadzieję. Po stracie córeczki jest gotowa na nowo otworzyć serce i przelać ten ogrom miłości, który się z niej wylewa, na dziecko. Wraz z mężem postanawiają adoptować maleństwo, dać mu dom, miłość i poczucie bezpieczeństwa; skłaniają się ku otwartej adopcji - bez oszustw, bez kłamstw.  I tu zaczynają się schody, bowiem Molly od lat ukrywa coś przed mężem, a zaistniała sytuacja zmusza ją do konfrontacji z przeszłością. Kobieta musiałaby w końcu wyciągnąć kilka niewygodnych i wstydliwych tajemnic na światło dzienne - przyznać, że jej matka wcale nie zmarła na raka, opowiedzieć o rodzinie, którą kiedyś porzuciła, o ojcu, którego kochała. Wiadomo jednak, że każda rodzina ma swoje sekrety - takie historie, które krążą  jedynie w gronie najbliższych, takie żarty, których nikt nie zrozumie i takie zasady współdziałania, które są trudne do przyjęcia na zewnątrz. Jest rodzina i jest całe to "poza". 



Czasem łatwiej jest uciec, by porzucić problemy, odciąć się od kłamstwa, wyrwać z sieci oszustwa i strzepnąć z siebie obrzydliwości, które przez lata oblepiały skórę, ale... no, wiemy przecież, jak to bywa - w końcu przeszłość dogania uciekiniera w najmniej odpowiednim momencie. Kłamstwo może być doskonałym spoiwem, owszem, ale czy na długo?

Bez wybaczenia trudno iść do przodu - zauważył. - To tak, jakbyś próbowała tańczyć z ołowianym balastem na ramionach. Gniew może przytłoczyć cię za zawsze.


Chamberlain przedstawi nam dwie dziewczyny. Pierwszą jest poważna, dojrzała kobieta, która stara się o adopcję, przechodzi kolejne etapy "rekrutacyjne", walczy z tajemnicami przeszłości i z przerażeniem, którym napawa ją wizja przyszłości. Ciążący jej sekret ma wpływ na to, kim jest, ale również - co chyba bardziej przeraża - na to, kim może być.

Poznamy też drugą Molly - jej żywe wspomnienia z czasów, gdy wszystko się zaczęło - czternastoletnią dziewczynkę, która burzliwie wchodzi w dorosłość naznaczoną bólem, koniecznością zrozumienia, wstydem, gniewem, ale też miłością i niepohamowanym pragnieniem, potrzebą akceptacji i poczuciem przynależności. 

Chamberlain raczy nas tu wojną światów na domową skalę: rodzina kontra znajomi, dziecięca naiwność wobec dorosłości, marzenia i pragnienia w zderzeniu z rzeczywistością. Tyle się wydarzyło, a jeszcze wszystko może się zdarzyć.



Wielowymiarowość 


Kolejna trudna, niepokojąca, ale fascynująca historia trafiła w moje serducho. Powieść mnie wzruszyła, zmusiła do refleksji, a przy tym uzmysłowiła, że nawet najwspanialszy moment może być kojarzony z najgorszym dniem życia, największe marzenia to niewiele warte, ulotne chwile, a najukochańsza osoba jest w stanie ukrywać przed nami swoją prawdziwą twarz. W gruncie rzeczy nic jednak nie jest takie, jakimś się wydaje. 

Świat, w który wprowadza nas pisarska, to złożona z niespisanych zasad gra pozorów. Tu nie ma recepty na przeszłość i brakuje magicznego przepisu na sukces. Mimo tego Chamberlain zmusza nas do podjęcia wyzwania - mamy dorosnąć. Z początku poddajemy się sielskiej wizji, leśnemu klimatowi, głośnej muzyce i nieszkodliwym zachciankom oraz wszechobecnej czułości i otoczce utkanej ze zrozumienia. Ten stan nie trwa długo - musimy zmierzyć się z tym, co nieuniknione.

Jak gdybyś tańczyła  to taka historia, która nie pozwala nam w pełni spojrzeć na przyszłość, póki tkwimy jeszcze w ramionach przeszłości. Teraźniejszość to tylko stan przejściowy - chwila zawieszona między tym, co dusi a spełnieniem. Wspaniała, spójna, wielowarstwowa historia, w której znajdziecie jednak coś więcej... Autorka poruszyła tu nie tylko tematy dorastania czy konieczności rozprawienia się z rodzinnym sekretem, zrobienia kroku w tył, żeby ruszyć do przodu. To wielowątkowa powieść, która sięga nieco dalej, w rejony niepoznane, wstydliwe, o których się nie mówi, nie myśli. Czytelnik dostaje tu świetny, wnikliwy, pełnej czułości i empatii obraz osoby chorej na stwardnienie rozsiane. Kolejne ograniczenia, wielkie przykrości, niespełnione marzenia i radość - taka codzienna, pełna, szczera i niesamowita. 

Przeczytana w jedną noc... Biorąc pod uwagę fakt, że książka liczy 500 stron, mogę bez zbędnych wyjaśnień stwierdzić, że to wciąga. Historia, jak wszystkie tej autorki, nie należą do łatwych, nie są też banalne, ale czyta się je z przyjemnością - lekko, szybko, z satysfakcją.

Emocje, mroczne tajemnice rodzinne, niepewna przyszłość, brutalna rzeczywistość i wspomnienie dzieciństwa - w oprawie lekkiej, przyjemnej, ale słowem przejmującym, budzącym niepokój, trzymającym w napięciu. Jak gdybyś tańczyła to przede wszystkim moc wzruszeń bez banału... Czego chcieć więcej?