sobota, 28 stycznia 2017

Wizyta w Metalowej Dolnej


Niewiele rzeczy wywołuje taką gorycz jak niemoc. Toczy jak ten rak, zatruwa od środka. Mam wrażenie, że ucieka nam życie.


Nie trzeba mnie było długo zachęcać do sięgnięcia po tę historię - Autor podszedł mnie bardzo pozytywnie, zaskakując formą promocji swojej książki. Nie pozostało nic innego, jak po prostu dać się wciągnąć - zejść do śmierdzącej potem piwnicy, spojrzeć na niedbale rzucone w kąt szmaty, po czym usadowić się gdzieś z boczku, by nie przeszkadzać i rozpocząć obserwację.

Dusza, ciało i umysł


Czasem bywa tak, że jakaś informacja spada na nas bez ostrzeżenia i wywraca nasz świat do góry nogami. Musimy zmierzyć się z tym, co niestety nieuniknione, znaleźć jakiś sposób na poradzenie sobie z niedorzeczną niesprawiedliwością i utrzymać rytm bicia serca, które musi podołać często najtrudniejszej próbie - utrzymać nas przy życiu, kiedy to, co było dla nas najważniejsze, odchodzi. 


Tomasz musi stawić czoła sytuacji niełatwej, a może nawet najtrudniejszej, jaka go dotychczas spotkała. Jego piękną, ukochaną żonę trawi rak, który na stałe zadomowił się w czczonej przez mężczyznę świątyni i - krok po krok - doprowadza ją do ruiny, by w końcu unicestwić, powalić, zniszczyć. Mężczyzna musi sobie radzić z chorobą wspaniałej Kasi, która jest jego światełkiem w tunelu. Wydaje mu się, że ma na to sposób - oddaje się temu, co kocha, starając się trzymać w ryzach normalności... Każdego dnia, po pracy, zanim przyłoży dłoń do wielbionego policzka i złoży pocałunek na ustach swojego skarbu, schodzi do piwnicy i trenuje.

Odbieram żonie co najmniej godzinę, i to każdego wieczora w tygodniu, którą moglibyśmy spędzić razem. To kupa czasu.

Trening pozwala mu zapomnieć - przynajmniej na chwilę - mężczyzna skupia się wówczas na ciele, a starając się odsunąć na bok uczucia, próbuje wyłączyć umysł, żeby nie zwariować. Do czasu, bowiem kiedy Kasia umiera, porzuca ćwiczenia na kilka tygodni. Jednak wraca... Chcąc nadać ponownie sens swojemu życiu, stara się wrócić do formy, odsunąć od siebie pożerający każdą komórkę ciała żal, odzyskać władanie nad swoim niepełnym i, jak myśli, przegranym istnieniem. Ponownie otwiera drzwi do domowej siłowni i... nagle okazuje się, że nie jest sam, tyle że jego nowy towarzysz - czy to wytwór pokićkanej wyobraźni, czy to magiczne stworzenie - pokazuje mu świat z zupełnie innej, bulwakowej, perspektywy. Tajemnicza istota opowiada o Metalowej Dolnej - krainie prawdziwie nierzeczywistej; nawiązuje się miedzy nimi przyjaźń, taka męska, szczera i... dziwna.

Czy Tomasz zwariował, a włochaty Bulwak jest wytworem jego chorego umysłu? Tego Wam nie powiem, bo niektórych rzeczy trzeba doświadczyć samemu, żeby pojąć ich sens. Powiem Wam jedynie, że łatwo nie będzie, bo poza tym, co widać, jest jeszcze to, czego nikt nie może zobaczyć, a przynajmniej nie powinien.

Niezwykłe doświadczenie


Obserwujemy ostrożnie, może z lekkim znużeniem, które towarzyszy kolejnym powtórzeniom, ale z zainteresowaniem. Nie wiemy, co z tego wszystkiego wyniknie, nie podejrzewamy nawet, czy mamy do czynienia z jawą, czy to już sen. 

Przyznaję, że targają mną sprzeczne emocje. Nie wiem, co mogę powiedzieć Wam o tej historii, a co lepiej zachować dla siebie, by nie zdradzić zbyt wiele. Mogę Was jednak zapewnić, że podróż do Metalowej Dolnej to dziwne doświadczenie. Początkowo myślałam, że autor robi sobie z czytelnika jaja... Każdy kolejny śmierdzący bąk, każdy dość szczegółowo opisany trening, nie wprawiły mnie w zachwyt, podobnie  jak śmierć Kasi - nie czułam nic, niestety. Kiedy autor wprowadził w piwniczne mury odrobinę fantastyki, nie mogłam uwierzyć i naprawdę nie wiedziałam, czemu ma to służyć, a jednak pojęłam; to ma sens - powiem więcej, to jest dobre, chociaż dziwne.

Książkę czyta się bardzo szybko. Po pierwsze język jest potoczny, często kolokwialny - prosty i zrozumiały. Nie będzie wniesienia na wyżyny patosu - będzie po ludzku, może czasem zbyt banalnie, może nawet lekceważąco. Po drugie, niewielka liczba stron sprzyja tej opowieści. Może charakterystyka Kasi i innych postaci kuleje, bo poznajemy je jedynie powierzchownie - autor nie daje nam szansy na wczucie się - ale przez to nie dłuży nam się lektura, a książkę można spokojnie przeczytać w jedno popołudnie. Dodatkowo jest intrygująco - o tym wspominałam - ale też humorystycznie. Nie wiem, jak to się autorowi udało, ale niektóre sceny są (mimo ogólnego wydźwięku) naprawdę zabawne - to takie kropelki w morzu smutku. 

Czy czytać? Na pewno warto spróbować, bo to dziwna opowieść - świeże podejście do mocno oklepanego tematu, a i drugiego dna doszukacie się tu bez problemu, chociaż wydaje mi się, że każdy znajdzie nieco inne, którego faktura będzie wynikiem samodzielnej interpretacji. Nie jest to historia, która rozkłada na łopatki (mnie nie rozłożyła), a jednak daje do myślenia. Prześledzicie żałobę w nieco bajowym klimacie, chociaż z bajką ma ona niewiele wspólnego. Spojrzycie na zwykłego człowieka, który zaczyna widzieć niezwykłe rzeczy. Nie oderwiecie się i szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego tak jest... po prostu. 

Za możliwość przeczytania tej historii dziękuję Autorowi.
I sznureczek: strona na FB