piątek, 6 stycznia 2017

Wypełnić puste miejsca: Skrawki błękitu


(...) my wypełniamy puste miejsca.
Może zdołamy coś zmienić?


Jednakowość i bezbarwność, wokół których Lois Lowry skupiła akcję Dawcy, zachęciły mnie do sięgnięcia po kolejny tom cyklu. Kolory nadal odgrywają w tej dystopii bardzo ważną rolę, jednak już nie chodzi o ich brak, ale o wielość barw. 


Inność jest przekleństwem


W świecie Dawcy uszczerbek na zdrowiu oznacza śmierć. Tu chore czy niepełnosprawne niemowlęta odbierane są matkom i wydalane ze społeczeństwa, bez zbędnych ceregieli. Tu również niewydolność czy kalectwo prowadzą na cuchnące śmiercią Pole, z którego już nie ma powrotu. W społeczności nie ma miejsca dla osób, które mogłoby być ciężarem. 




Kira urodziła się z wykręconą nogą, więc wydano na nią wyrok w chwili, gdy jej wątłą pierś opuścił pierwszy krzyk. A jednak, wbrew panującym w wiosce zasadom, zachowano kalekie dziecko przy życiu. Dziewczynka dorastała w miłości, ucząc się od matki sztuki tkactwa. Dzięki staraniom rodzicielki, nieustającej trosce o zdrowie dziecka i niewyobrażalnemu uporowi, Kira wyrosła na samodzielną i użyteczną dla społeczeństwa istotę - w rękach miała niezwykły talent, więc tolerowano jej obecność, do czasu... 


Dziewczyna została ponownie skazana na unicestwienie w dniu śmierci matki, jednak i tym razem kalekie dziecko zostało oszczędzone. Odtąd mała Kira rozpoczyna nowe życie w dostatku, bowiem jej talent jest nieoceniony, a szata wspaniałego Śpiewaka wymaga naprawy i... wypełnienia wolnych miejsc. Młoda dziewczyna będzie pobierać nauki u starej farbiarki, ale nawet wielka mistrzyni nie potrafi uzyskać odcieni błękitu. Ten kolor ma znacznie, ale jak wielkie - tego nie dowiecie się od mnie.


Co jeszcze znajdziemy w tej historii? Poznamy utalentowanego rzeźbiarza, który podobnie jak Kira, dostał niezwykłą misję oraz malutką Jo - mieszkankę Moczarów o anielskim głosie. Podejrzymy życie (przez malutką dziurkę, bo ujrzymy jedynie jego niewielkie skrawki) na wsi oraz w bogatym "pałacu". Będą bestie siejące postrach wśród dzieci i dorosłych. Będzie też jakieś "POZA", co zrozumiałe.

To nie to


Skrawki błękitu to przede wszystkim opowieść o wykluczeniu i ciągłej walce o swoje, ale też o poszukiwaniu własnej tożsamości i, co spodobało mi się w tej historii najbardziej, o wartości przyjaźni. 

Niestety książka nie zdobyła mojego serca, chociaż kilka scen (tych dotyczących życia w społeczności, które potrafią oburzyć) zrobiły  na mnie wrażenie. Chyba nie do końca tego oczekiwałam - liczyłam na kontynuację Dawcy albo przynajmniej na osadzenie akcji głęboko w świecie, który zdołałam już poznać i który mnie zauroczył. Autorka zabrała mnie do zupełnie innego świata, rzucając na kompletnie obcy grunt. Podobieństw można się doszukiwać, owszem, ale nie wyróżniają się niczym szczególnym wśród innych dystopii. Akcji w Skrawkach błękitu nie uświadczycie, przynajmniej nie w zadowalającej dawce. To historia, która płynie sobie spokojnie i bez większych rewelacji. Jest nudno i bywa nijako, a jednak książkę czyta się bardzo szybko, na co wpływ ma dopieszczony, płynny i przyjemny w obiorze styl. Warstwa językowa - lekkość przekazu - ratuje tę opowieść, sprawiając, że jest jakaś. Język, który posługuje się mały przyjaciel Kiry mnie zauroczył - trafny zabieg, urozmaicenie doskonałe.


Kolejny tom - Posłaniec - musi poczekać na swoją kolej. Na razie jestem w fazie opłakiwania tego wspaniałego świata, do którego miałam nadzieję powrócić. To nie jest zła historia, jest po prostu przeciętna, mniej angażująca. Może miałam zbyt wysokie oczekiwania?