wtorek, 14 lutego 2017

Dozwolone od lat 18?


(…) dlaczego ustanawia się ograniczenia wiekowe dla filmów i gier komputerowych, a nikt nie pomyślał o książkach.*


Kochani, 
dziś opowiem Wam o moim pierwszym razie, który teraz (po latach) mogę śmiało upchnąć do szufladki z napisem "żenujący".

Tyle się teraz pisze o powieści erotycznej (potocznie - o erotykach). Nowości mnożą się jak króliczki, a wszędzie seks, miłość, seks i pieniądze, i seks oczywiście! Zastawiałam się długo nad tym tematem, bo ostatnio erotyków u mnie jak na lekarstwo, i postanowiłam, że opowiem Wam o moim pierwszym kontakcie z historią mocno wyuzdaną, do której wróciłam po latach (wielu, ale o tym za chwilę). Od razu zaznaczam, że nie jest to greyopodobna opowieść... 


Kiedy ktoś ma złą pamięć, to tak, jakby żył dwa razy. Może czytać po raz drugi tę samą powieść, płakać na tym samym filmie, oglądać ten sam krajobraz, przywitać się z tą samą osobą, pokochać tego samego człowieka z biciem serca, które towarzyszy pierwszemu spotkaniu.

Zatem, nie przedłużając, dziś na tapecie Joy autorstwa Joy Laurey - książka, od której zaczęłam, ale nie ona jest tu najważniejsza.





Mój pierwszy raz



Książka kupiona na jakiejś wakacyjnej wyprzedaży w namiocie nad morze, dwadzieścia lat temu. Dobrałam się do niej jesienią, kiedy zaczęła się szkoła, a mój czas wypełniały ułamki, części mowy i rozmnażanie pantofelka. Dziecięca ciekawość i możliwość zerwania zakazanego owocu popchnęły mnie do zanurzenia się w tej historii. Czytałam późnym wieczorem, z latarką, pod kołdrą, gdzieś między klasówką z geografii a zadaniem domowym z techniki. Dzisiaj wspominam to z uśmiechem, ale wtedy... to było takie ekscytujące! Chociaż sama opowieść, cóż... w dwóch słowach: duży żal.





Zaraz umrę, trzymając w ustach ten cudowny twór, który pulsuje i tryska jak źródło. Wczepiłam się w ten napięty odbryzg ciała (...)




To pamiętnik, wyznanie, próba rozprawienia się z przeszłością. Fabuła nie jest skomplikowana. Od stosunku do stosunku. Od jednego do innego. Tu i tam, wszędzie. Ona jest zakochana, od zawsze w mężczyźnie, który w sumie jej nie chce, tzn. czasem chce i nawet weźmie, co mu tam podsunie, ale potem szybko odrzuca jej względy. A dziewczyna ma wiele do pokazania, chociaż nie to jest najważniejsze. Co prawda w treści spotkamy na każdym kroku wzmiankę o jej niebywałej urodzie, ale przede wszystkim dostajemy przekrój przez jej "niesamowite umiejętności". 


Spojrzał mi głęboko w oczy, opryskując mnie swoją rozkoszą, jakby wypluwał obelgi.


Cecha szczególna: jest chętna, oddaje się temu czy tamtemu i... lubi to. Joy nie zna wstydu, czerpie z życia pełnymi garściami, a niemal każde jej zbliżenie to elektryzujące uniesienie.

Chłeptałam ją jak psiak (...)


Joy jest naszpikowana tego typu porównaniami, często niesmacznymi, czasem tak wzniosłymi, że aż mdli. Upodlenie w iście słodkawym klimacie - mnóstwo wzruszeń, marzeń i niedoścignione szczęście. 

W książce było chyba wszystko: dark roomy, penisy wystające z tajemniczych otworów, szybkie akcje w samochodzie, z kobietą, z nieznajomym, dla pieniędzy, za darmochę, z potrzeby i bez chęci - a gdzieś tam w międzyczasie toczyła się jakaś akcja.

Oczy wyszły mu z orbit, z ust ciekła piana.


Jeśli mężczyznę poznaje się po tym, w jaki sposób kończy, to tego z pewnością należałoby zaszczepić. 

W głębi serducha Joy to jednak samotna, chociaż raczej nigdy sama, dziewczynka, która pragnie głębokiego uczucia, ale służy tylko głębokim gardłem. Dodajmy, że pisze ten "pamiętnik" po latach - zaczęła wcześnie, a teraz będąc 22-latką, spogląda w przeszłość.


Dziś, po ponownej lekturze, stwierdzam, że ta książka jest żenująca... Przyznacie, że to nie była dobra historia "na start" i raczej nie w tym wieku, ale szczerze Wam wyznam, że coś w sobie miała. Wciągnęła mnie do świata dziwnego, odległego - taka się czułam dorosła! Wspominam te wszystkie emocje z uśmiechem i lekkim zażenowaniem. Wyobraźcie sobie, że tę książkę przeczytały wszystkie dzieciaki na podwórku... Dla niektórych była to pierwsza samodzielnie pochłonięta lektura, a na pewno pierwsza, którą przeczytał jeden z drugim z własnej woli. Ja to wiedziałam, jak zarażać czytelnictwem! 




Mniej więcej w tym samym czasie przeczytałam Baśń o trzech braciach i królewnie Aleksandra Fredry. Kojarzycie? Uwielbiam ją do dzisiaj. Potem przyszła kolej na XIII księgę Pana Tadeusza, czyli na noc poślubną Tadka i Zośki. Pierwsza fascynacja minęła... Z czasem odeszłam od tej dosłowności i skierowałam się w stronę m.in. erotyków Tuwima. Myślę sobie, że gdyby nie te wcześniejsze lektury, nie wyłapałabym sensu i znaczenia tych pozostałych... Przynajmniej nie wtedy.



Uśmiechnij się! - książka opracowana przez Henryka Śliwowskiego - to lektura tak absurdalna i dziwna, że warto o niej przy okazji wspomnieć. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, skąd i jakim sposobem trafiła do mojej biblioteczki, wiem jedynie, że jest w niej od wielu, wielu lat i że jest w kawałkach. 

W tej publikacji, którą też czytałam w latach dziewięćdziesiątych, zaraz obok wspomnianych wcześniej utworów Fredry, znajdują się dowcipy i fraszki, sprośne opowiastki, fragmenty Sztuki kochania Owidiusza, a do tego wszystkie Rota czy Czerwone maki na Monte Casino. Wszystko "przystrojone" czarno-białymi zdjęciami roznegliżowanych niewiast. Przyznacie, że to niezły rozrzut... Kiedyś się nad tym nie zastanawiałam, dziś nie wiem, co o tym sądzić.

Dozwolone od lat 18


No i dochodzimy do sedna. Pytałam Was jakiś czas temu, czy wszystkie książki powinny być dostępne dla każdego, czy jednak należałoby nałożyć na niektóre z nich ograniczenia wiekowe. Zdania na ten temat był podzielone, chociaż większość skłania się ku dostępności wszystkiego dla wszystkich oraz ku nieetykietowaniu powieści łatką "+18" czy "dla dorosłych". Po pierwsze takie naznaczenie przyciąga, nie odpycha. Po drugie  mamy różne doświadczenia czy wrażliwość oraz sposób pojmowania i przyjmowania tego, co znajdujemy na kartach powieści. Czasem dwudziestolatka bywa bardziej infantylna niż 

Czy przeczytałabym tę książkę, Joy, gdyby rodzice nie stwierdzili, że to nie dla dzieci? Szczerze wątpię, pewnie wcale nie zwróciłabym na nią uwagi, gdyby nie takie tłumaczenie. Pewnie nie podkradłabym jej i nie czytała po nocach, gdyby m nie usłyszałam, że nie powinnam tego robić. Wiecie, już samo to, że sięgnęłam po zakazany  owoc, było czymś fascynującym. Ile wtedy miałam? 11 może 12 lat? Ile wyciągnęłam z lektury tej książki - niewiele, ale to dało początek poszukiwaniu i odkrywaniu. Okazało się, że nie wszystko jest tak dosłowne, czasem bywa wręcz poetyckie i w tej lirycznej, wzniosłej oprawie, zawarty jest nieraz silniejszy przekaz. 

Wszystko jasne - mój pierwszy raz był żenujący, a czy Wy zdradzicie mi swój sekret? Pamiętacie swoje pierwsze spotkanie z powieścią erotyczną? Jak myślicie: wyznaczać granice?



*cytat z książki Sebastiana Fitzeka, Pasażer 23, którą szczerze polecam, tak przy okazji.