czwartek, 16 lutego 2017

Gorzka prawda o "Gorzkiej pomarańczy"




My kobiety, jesteśmy jak ptaki w swoich klatkach. Musimy pięknie śpiewać, lecz nie wolno nam ich opuścić.




Gorzka pomarańcza autorstwa Nadii Hamid to mocna, smutna i przerażająca opowieść Polki, która opuściła swój kraj, rodzinę i przyjaciół, by spędzić życie z ukochanym. Autorka zabiera czytelnika w świat przykryty złotym piachem, który wchłania ciepłą krew.


Co kraj to obyczaj



Mówi się, że boimy się tego, czego nie znamy, o czym nie mamy pojęcia; to zdrowy odruch, ponieważ instynkt samozachowawczy pozwala nam przetrwać. Czasem zdarza się jednak tak, że nowe nam niestraszne, a gdybyśmy zawsze słuchali tego naszego instynktu, pewnie stalibyśmy w miejscu, a nasze życie tkwiłoby w martwym punkcie. Niekiedy nie planujemy zmian - przed nami rysuje się przyjemna, nieskomplikowana przyszłość, mamy już plan, mamy marzenia. Ale! Jesteśmy tylko (albo i aż) ludźmi, więc czasem niewiele trzeba, by wybić nas z rytmu, zamieszać nam w głowach, odebrać rozum. Jeśli byliście kiedyś zakochani, zrozumiecie.





Lata osiemdziesiąte, prywatki; ona i jego egzotyczne oczy. Jedno spojrzenie, trzepot skrzydeł motyli, łomot serca. Uwielbienie, wielki plan i oddanie. Miłość, która skreśla wszelkie "ale", uczucie nieznoszące sprzeciwu, ponad argumentami, poza rzeczywistością. 

Nadia poznaje Muchtara - studenta z Libii, który od razu zawrócił jej w głowie. Wykształcony, romantyczny, bogaty (jak na tamte czasy), wspaniały człowiek, z którym kobieta postanowiła związać się na stałe. Ostrzegano ją, próbowano wpłynąć na jej decyzję, ale uczucie okazało się silniejsze, a wizja spędzenia życia z ukochanym - oczywista. Pobrali się, Nadia zaszła w ciążę, porzuciła swój kraj, by polecieć do ojczyzny swojego męża i tam - wraz z tym niesamowitym człowiekiem i dzieckiem - stworzyć prawdziwą rodzinę. 

Chociaż zapowiadało się, że będą żyli długo i szczęśliwie, kobieta trafiła do zupełnie innego, nieznanego świata, a człowiek, którego poślubiła, okazał się być zupełnie kimś innym, potworem. Afrykańska ziemia pochłonęła wiele łez wielu kobiet. Nadia opowiedziała nam swoją historię - pełną bólu, smutku i bezradności. 

Ona nie ma nic do gadania. Jest tylko kobietą, a więc istotą podrzędną i nie ma prawa sprzeciwić się woli swojego męża.

Opowieść naszej rodaczki szokuje, chociaż przecież tyle już wiemy o państwach muzułmańskich, że właściwie nie powinno. Kiedy jednak poznamy poznamy życie żony Libijczyka, która wraz z przekroczeniem granicy kraju męża traci prawo do czegokolwiek - coś w nas pęka. Czytając tę historię, miałam ochotę krzyczeć i wyć z powodu tej bezsilności, która dotyka kobiety. To niesamowite, jak odrębne są nasze światy, jak bardzo religia może dzielić ludzi i wręcz niewiarygodne, że teraz - w XXI wieku (w książce będzie to XX wiek), w - jakby nie było - cywilizowanym świecie, dzieją się takie rzeczy. Rozumiem pewne obrządki, zakazy, ale nigdy nie pojmę tego, że ktoś staje się potworem, bo wiara mu na to pozwala. Czy tak musi być?

Gorzka prawda o Gorzkiej pomarańczy


Nadia Hamid odsłania przed nami świat, którego nie chcemy oglądać, ale zerkamy... mimowolnie, z zaciekawieniem, niedowierzaniem i współczuciem. Kobieta wielokrotnie wspomina, że to ona zgotowała sobie i swoim dzieciom taki los (powtarza też wiele innych rzeczy, czasem przywołując obrazy poznane przez czytelnika kilka chwil wcześniej), że to z jej winy, że mogła być mądrzejsza i słuchać, kiedy wszyscy wokół próbowali oszczędzić jej zawodu... Czy należy ją oceniać? Nie wydaje mi się, po prostu miłość bywa ślepa i nieprzewidywalna. Nieważne też komu powierzymy nasze serce, przecież nigdy nie mamy pewności, czy nie kryje się w nim potwór. Historia mną wstrząsnęła i na pewno nieco przybliżyła ten świat, który wydaje mi się tak bardzo odległy, że aż nierealny...

Poza historią mamy jednak jeszcze do czynienia z formą, a ta zasługuje na porządne zbesztanie! Styl jest fatalny, niestety. Liczne błędy stylistyczne, interpunkcyjne odbierają całą przyjemność z czytania i naprawdę, gdyby nie wciągnęła mnie fabuła, gdybym nie chciała dowiedzieć się, czy Nadia wyrwie się z rąk bestii, porzuciłabym tę książkę bez większego żalu. Kiedy przyszło mi się zmierzyć z brudem przez "ó", musiałam zrobić przerwę i wmawiać sobie, że ta historia jest warta dokończenia. I jest, owszem, bo to wartościowa opowieść, ale dawno nie byłam tak zniesmaczona przekazem...

Czy polecam? Tak, bo to książka, która wywołuje mnóstwo emocji, szarga nerwy, daje do myślenia i zmusza do refleksji nad losem kobiet, nad tym, co mamy i ogólniej - nad miłością, ludzką naiwnością i wiarą. Warto przymknąć oko na fatalne wykonanie, żeby dotrzeć do finału tej opowieści.