środa, 22 lutego 2017

Kolejne uratowane istnienie: "Uratowany rysunkami"



Za cenę przetrwania zawarłem pakt: muszę wyryć w pamięci codzienne potworności, muszę rysować, rysować i jeszcze raz rysować, muszę wyrwać czasowi obrazy, aby kiedyś w przyszłości pokazać światu, co się tutaj działo.



Myślałam, że jestem na bieżąco z książkami wydawnictwa Od deski do deski, więc byłam zaskoczona, kiedy odkryłam, że w zeszłym roku na rynku książki pojawiła się publikacja pt. Uratowany rysunkami autorstwa Waltera Spitzera. To jednak nie koniec, bowiem okazało się, że tematyka tej książki odnosi się do czasów drugiej wojny światowej, opowiada o życiu w obozie koncentracyjnym i przeżyciu Holokaustu.

Mieć odwagę, by dalej żyć


Nie potrafię myśleć o takich powieściach w innych kategoriach niż: cenne, wartościowe, świadectwo, mocne, poruszające, bolesne. Kiedy jednak mam do czynienia z autobiografią, z relacją osoby, która była uczestnikiem tych zdarzeń, znaczą dla mnie jeszcze więcej. Zastanawiam się wtedy, ile trzeba mieć odwagi, by zmierzyć się ze swoimi wspomnieniami...


Walter Spitzer jest Żydem. Urodził się w Cieszynie, gdzie dorastał w szczęściu, dyscyplinie i w dostatku. Jego ojciec doskonale zarządzał rodzinną firmą, matka dbała o wikt i opierunek, miał kochającego brata i przyjaciół, chodził do szkoły, bawił się na podwórku. Wszystko było dobrze, aż tu nagle  nikt przecież w pogłoski o pogromie nie wierzył  wojna wkroczyła w życie tej i wielu innych rodzin. Człowiek zdziczał, świat zwariował. Spitzer zabierze nas do tego świata, odkrywając przed nami jego fakturę  słowem i obrazem, bowiem wydanie opatrzone jest fotografiami oraz szkicami artysty. Zobaczymy to, na co nie chcemy patrzeć: bestialstwo, ból i tęsknotę za normalnością, aż w końcu uznamy, że ta odeszła. 

Uratowany rysunkami to jednak  poza całym okrucieństwem wojny  świadectwo ludzkiej dobroci. W powieści znajdziecie wspomnienie tych, którzy mimo wszechogarniającego zła oraz pomimo zagrożenia, potrafili wykrzesać z siebie odrobinę człowieczeństwa. 

Poza tym to historia miłości. Młodzieńczej, ale platonicznej. O zdjęciu, które trzymało dorastającego chłopca przy życiu, o tych chwilach, które przenosiły go w inny, lepszy świat, o momentach, które dawały nadzieję. Nie jest to główny wątek tej opowieści, ale niezwykle istotny.

Autora uratowało właściwie to, że miał talent do rysowania. Nastolatek wymieniał szkice na jedzenie, dzięki posiadanym zdolnościom mógł przez jakiś czas pracować w suchym pomieszczeniu, ale  co najważniejsze  darowano mu życie, by opowiedział o tym, co widział, by obrazy zachowane w jego pamięci znalazły ujście i ujrzały światło dzienne. 


Źródło


To nie było mu dane, musiał o siebie walczyć, ryzykować, wychodzić przed szereg. Chwila nieuwagi, jeden niewłaściwy ruch, nieodpowiedni moment  wszystko było przeciwko niemu.

Miał świadczyć, złożył obietnicę i dotrzymał jej, ale ile musiał przejść, ile stracił i z czego rezygnował, żeby tego dokonać... Z tym tematem musicie zmierzyć się sami.


Kolejne uratowane istnienie


Może się niektórym wydawać, że jeśli przeczytali jedną relację, jednego człowieka, to wiedzą już wszystko, a przynajmniej posiedli większość informacji na temat tego, co się tam wtedy działo. To bzdura.

Kolejna historia o dostatnim życiu, które zostało nagle zmiażdżone potęgą wojny. Kolejne uratowane istnienie naznaczone bólem i myśli wypełnione cierpieniem  człowiek, któremu się udało. Ile znacie takich historii? Ja całe mnóstwo, ale nigdy nie odmówię sobie przeczytania kolejnej. Nie potrafię wyobrazić sobie, że kolejny człowiek będzie znów jedynie następnym numerem. Każdy ma swoja historię i, mimo podobieństw, których nijak nie da się uniknąć, każda z nich jest warta przeczytania. To nie są łatwe lektury, które można pochłonąć od niechcenia, ale takie, przy których serce krzyczy i rozum odmawia przyjęcia ich treści do wiadomości.

Oczekuje się od nas oceniania, ale jakie mamy do tego prawo? Co innego, kiedy na tapecie znajduje się powieść  czysta fikcja, ale autobiografia osoby, która przeżyła Holokaust? Nigdy nie potrafię ocenić takich książek, bo jak je oceniać? Czy dobrze się czytało? Nie wiem, czy "dobro" to odpowiednie  słowo, ale było przejmująco. Czy ta publikacja szokuje? Nie mniej i nie bardziej niż inne historie opowiedziane przez innych ludzi. Nie chcę oceniać i boję się takich ocen, więc powiem po prostu, że to wartościowa lektura, że to świadectwo prawdy i że tak należy do niej podejść.