piątek, 3 lutego 2017

Po prostu "Pax"



Jest taka choroba, która czasami dopada lisy. Sprawia, że przestają być sobą i atakują obcych. Wojna to taka choroba, tylko u ludzi.

Pax autorstwa Sary Pennypacker to jedna z tych książek, o których bardzo nie chcę pisać, bo chyba nie potrafię zrobić tego w odpowiedni sposób. Gdybym nie zobowiązała się do napisania tej recenzji, z pewnością nie poznalibyście mojej opinii o tej książce, ponieważ zostawiłabym tę historię dla siebie, ukryła gdzieś głęboko w środeczku. A jednak czasem trzeba się zmierzyć z tym, co nam nie ewidentnie nie leży.



Życiowa prawda w lisim futrze


Są takie książki, które poruszają dogłębnie, drażniąc i szarpiąc delikatne struny naszego wnętrza. Nie jest ich jednak wiele i z pewnością nie każda, która wzrusza, zasługuje na miano wyjątkowej. Czytałam już mnóstwo takich historii, które doprowadziły mnie do łez, a jeszcze więcej tych zmuszających do refleksji i przemyślenia spraw, na które normalnie - w ogólnej codzienności - nie zwracam uwagi lub nie poświęcam im należytej uwagi. Tylko do części z nich wracam, tylko o niewielkim procencie myślę godzinami i nie mogę wyjść z podziwu, że komuś udało się trafić w sedno.



Fabułę jedynie nakreślę, delikatnie tylko zarysuję. 


Zazwyczaj prawdę bywa najtrudniej dostrzec, kiedy dotyczy ciebie samego. Jeżeli nie chcesz poznasz prawdy, zrobisz wszystko, żeby ją ukryć.

Szykują się wielkie zmiany w życiu Petera i jego rodziny; wojna wisi w powietrzu, zbliża się wielkimi krokami, zbierając powoli swe żniwo.  To już nie czas na zabawę, w kąt odchodzą wszelkie sentymenty... Chłopiec musi się rozstać ze swoim ukochanym liskiem, którego uratował, opiekował się nim, oswoił. Porzuca, na rozkaz ojca, zwierzę w lesie, a sam trafia do dziadka. Musi zapomnieć o małym przyjacielu i odnaleźć się w nowej rzeczywistości. A jednak nie potrafi. Peter ucieka z domu, wyrusza w podróż do miejsca, gdzie porzucił Paxa. I może wie, że 500 kilometrów to daleka droga, i może nawet zdaje sobie sprawę z tego, że jej pokonanie to nie lada wyczyn, ale czuje, że musi spróbować, bowiem jest odpowiedzialny za tę małą rudą kulkę, która jest częścią jego życia.

Tymczasem Pax zdany jest na siebie. Zwierzę wychowane w domu, które zawsze miało pełną miskę, staje nagle w obliczu dzikiej przyrody, a żeby przetrwać, musi się nauczyć żyć w lesie, musi być zwykłym lisem. 

Zarówno Peter, jak i jego lis będą musieli odnaleźć się w nowej sytuacji, wśród innych i poza nimi. Przyjdzie im spojrzeć na swoje życie, potrzeby i pragnienia, zmierzyć się z przeszłością, ale też z bolesną teraźniejszością, a przy tym wyznaczyć przyszłość.



I wiecie, na tym skończę. Nie chciałabym zdradzać Wam zbyt wiele, bo w tej historii każda scena ma znaczenie i wierzę w to, że każdy odbierze tę treść w odpowiedni dla siebie sposób, znajdując w niej to, czego szuka i czego potrzebuje. Zdradzając więcej, obdarłabym tę książkę z magii, a Was pozbawiła przy okazji przyjemności odrywania. 


Wrócę!

Pax to opowieść, do której na pewno jeszcze wrócę i podejrzewam, że na jednym podejściu się nie skończy. Książka na pewno znajdzie się na moim regale i za jakiś czas, bo to przecież historia przeznaczona dla młodego czytelnika, podsunę tę opowieść mojej córce. Jeszcze nie teraz, bo trzeba do niej dojrzeć, ale jestem przekonana o tym, że Pax stanie kiedyś na czytelniczej drodze mojego dziecka.

Co mnie zachwyciło? Długo mogłabym wymieniać, a pewnie i tak wiele by mi przy tym umknęło. Pax to opowieść wzruszająca, która uczy nas - dzieci i dorosłych - czym są odpowiedzialność i zaufanie, jak ważne są miłość, marzenia, determinacja i przyjaźń oraz jak ma się ludzka kondycja w obliczu wojny. To historia niebanalna, chociaż mogłoby się tak wydawać, a przy tym uniwersalna i ponadczasowa. Pax nie przejdzie bez echa, zapewniam.

Nad lekturą tej powieści uroniłam niejedną łzę. Opowieść toczy się dwutorowo: poznajmy losy chłopca, który poszukuje swojego liska oraz Paxa przekonanego, że jego pan wróci. A czy wróci? Zobaczycie. Już pierwsza scena rozdziera serce. Przyjrzymy się zaufaniu, poczuciu winy oraz odpowiedzialności, a przy tym poznamy gorzki smak złości, blaski i cienie dzieciństwa oraz dorosłości.  Poza tym to opowieść o ludzkiej krzywdzie, którą na pewno dostrzeżcie pod lisim futerkiem, o waleczności i potędze miłości, bo czasem dwie dusze stanowią jedność... To naprawdę wspaniała historia i chociaż nierealna, i może nawet bajkowa, cóż... odkryje przed Wami niejedną prawdę o życiu.  

Historię czyta się bardzo szybko, na co wpływ ma nie tylko jej długość, ale też dość spora czcionka. Dodatkowo treść uzupełniona została czarno-białymi ilustracjami - nie ma ich wiele, ale są wymowne i doskonale współgrają z opowieścią.

Za tę niezwykłą przygodę dziękuję Oli z bloga Aleksandrowe Myśli, która zorganizowała Book Tour z Paxem


Lisek rusza dziś w dalszą podróż, a kolejnej uczestniczce zabawy życzę przyjemnej lektury.

Czytaliście? Jeśli jeszcze nie mieliście okazji, to mam nadzieję, że nadrobicie. To nie jest typowa książka dla dzieci czy młodzieży, ale powieść uniwersalna, która trafi też w gusta dorosłego czytelnika. W moje wpasowała się idealnie. Pax to opowieść wyjątkowa - jedna z tych odciskających na czytającym swoje piętno, niezapomniana. Mam nadzieję, że przeczytacie, bo szczerze mówiąc nigdy nie trafiłam na książkę, która w tak subtelny sposób przedstawiłaby wojnę.