niedziela, 26 lutego 2017

"Pozorność" – druga natura



Bardzo chciała znaleźć symptomy, które świadczyłyby o tym, że to nie ona obudziła w nim potwora, którym stawał się na jej oczach. Niemożliwe, żeby to on była przyczyną.



Skuszona bardzo pozytywnymi recenzjami i całkowicie zdobyta treścią wywiadu z Autorką, postanowiłam nie odkładać lektury Pozorności – debiutancką powieść Natalii Nowak-Lewandowskiej – na później. Wiedziałam, że jeśli odłożę, to odsunę się w końcu od tej książki na tyle, że pewnie nigdy do niej nie zajrzę, bo przecież  zawsze znajdzie coś innego do przeczytania, na już. Lekturze poświęciłam jeden wieczór – to było interesujące, irytujące, wzruszające spotkanie.

Nic z tym nie robi


Słysząc o kobietach bitych, zastraszanych, gwałconych przez mężów, nasuwa się pytanie, dlaczego one nic z tym nie zrobią i nie zostawią padalca? Dlaczego tak się dzieje, że żona przyjmuje kolejne ciosy, daje się tłamsić, niszczyć psychicznie i obdzierać z godności każdego dnia? Przecież może zwrócić się o pomoc do odpowiednich "instytucji", może zgłosić sprawę na policję albo chociaż powiedzieć komuś zaufanemu. Cokolwiek? Tego chyba nie zrozumie nikt, kto nie był ofiarą przemocy domowej.



Natalia Nowak-Lewandowska podjęła w Pozorności bardzo trudny temat, wprowadzając czytelnika od razu – już w pierwszym rozdziale – w stan niepokoju. Widzimy, że coś jest nie tak, czujemy to gdzieś pod skórą i z obawą obserwujemy rozwój wydarzeń. A dzieje się, dzieje się przede wszystkim za zamkniętymi drzwiami i dzieje się w głowie ofiary. 

Kilka gestów, które pozornie nic nie oznaczają, bo może on miał właśnie gorszy dzień, może jest zmęczony po pracy albo po prostu ona zrobiła coś, co wytrąciło go z równowagi. Krzyk. Gniew. Zimny błysk w oku i nieszczery uśmiech, chwilowy grymas na twarzy, który zapewne sobie wymyśliła. Wiele czasu mija, kolejne przypadkowe docinki, następne dni, gdy ona milczy, by go nie rozzłościć i nadchodzące noce, kiedy on bierze, co do niego należy  bierze mimo oporu, kiedy chce, bo może. Ona już wie, już zaczyna rozumieć, ale nic z tym nie robi, bo nie potrafi. 


Coraz łatwiej przychodzi mi okłamywanie bliskich. To zdecydowanie zły znak.

Kiedyś kochali się tak bardzo, że czas nie grał tu roli i pobrali się, nim zdążyli się poznać. Ona była dla niego, on ją chronił, razem pragnęli dziecka. Nie donosiła ciąży. Koszmar dzieje się w jej głowie... podsycony niewinnymi docinkami, potem jawnym oskarżeniem – on ją obwinia, mówi o niej wśród znajomych, rozmawia z rodzicami, wyrzuca jej z gniewem, że to jej wina, że zrobiła to specjalnie.

I chyba na tym skończę, bo chciałabym, żebyście mieli okazję do samodzielnego zaobserwowania tego, z czym musi się zmagać i jak trudne są próby wyrwania się z rąk domowego kata.

Czegoś zabrakło


Bohaterowie – poza jednym, ale o tym za chwilę – zostali dobrze wykreowani. Wchodzimy w psychikę kobiety, którą to wszystko przerasta. Widzimy jej wycofanie, strach i bezsilność. Nawet trudno mi zliczyć sytuacje, w których miałam ochotę potrząsnąć Anną, popchnąć ją do działania. Po głowie wciąż chodziło mi tylko jedno: jak ona może się na to godzić? Poznamy również nieco bliżej oprawcę – zimnego, wyrachowanego męża, który bez mrugnięcia potrafi zadać cios między żebra lub jednym słowem odebrać godność – przypominam, że mówimy tu o ukochanej osobie, która zawsze była wsparciem. Miałam ochotę go rozszarpać. Poznamy lekarza – to taka dobra dobra dusza, anioł stróż i w sumie jedyna zainteresowana osoba – nawet bardziej niż główna bohaterka. No i jest jeszcze Janek – mężczyzna, którego Anna porzuciła, by oddać się w ręce Piotra. I... tu mi czegoś brakuje. Janek to bardzo pozytywna postać – miła, uczynna, oddana, ale kompletnie nijaka. Przydupas. Ta jego nijakość wynika chyba z faktu, że na kartach powieści historia miłości, relacje – te wszystkie powiązania Janka z Anną zostały bardzo spłycone  tu nie ma opowieści, jest za to fakt, że taki Janek gotowy jest zmienić świat, byle tylko ona – teraz zamężna – była szczęśliwa. Jest tak cudowny, och i ach, że przestaje być wiarygodny, niestety. To najsłabsze ogniwo tej opowieści.

Bohaterowie ogólnie nie przypadli mi do gustu, ale są jacyś, określeni, odpowiednio nakreśleni. Nie muszę ich lubić, ważne, że daleko im do rozgotowanych kluch.

Książka jest napisana lekkim językiem – co, biorąc pod uwagę ciężar tematu, uważam za absolutny strzał w dziesiątkę. Czyta się szybko, pochłania w zawrotnym tempie. Akcja przybiera odpowiednie tempo – ziarnko niepokoju, które Autorka zasiała już w pierwszym rozdziale, kiełkuje z wolna, by potem nagle wystrzelić i szybko wydać porządne owoce. 

Pozorność  to powieść ważna, która niewątpliwie skłania do refleksji, to również głos kobiety niszczonej, tłamszonej i próba zwrócenia uwagi na ten temat – wciąż aktualny i, niestety, nadal tabu. Autorka nie boi się o tym pisać – szczerze i bez owijania w bawełnę. Tu nie ma szeptania zza zamkniętych drzwi, ale krzyk złości, strach oraz wyraźne ślady pozostawione na ciele i duszy.