poniedziałek, 27 lutego 2017

"Syreny" w betonowych sidłach Manchesteru



Człowiek uczy się grać. Udawać. Tak długo żyjesz w kłamstwach, że wkręcają ci się we wspomnienia. Zaczynasz w nie wierzyć.



Dawno nie było na blogu kryminału, prawda? Ostatnio miałam po prostu przesyt seryjnymi mordercami, którzy wyskakiwali z niemalże każdej dziury – należała się przerwa, bo co za dużo, to szybko się przejada i wychodzi bokiem. Teraz czas to zmienić, więc opowiem Wam o Syrenach autorstwa Josepha Knoxa i – co najlepsze – wyjdziemy nieco poza schemat. 

Syreny w sidłach


W betonowych sidłach mrocznego, skąpanego w brudzie Manchesteru kryje się niejedna tajemnica. Na ulicach, w domach, ale przede wszystkich w klubach i pubach kręci się w najlepsze narkotykowy biznes. Za pieniądze można tu dostać wszystko, za darmo – w mordę. Z odpowiednim budżetem można przelecieć cały alfabet: koka była trójką, ecstasy piątą, hera ósemką. Wystarczyło pokazać barmanowi odpowiednią liczbę palców, by kupić prochy – nic tu nie zaszło, nikt nawet nie wspomniał o narkotykach. Genialne!



W tej mętnej zupie pływają tytułowe Syreny – piękne kobiety, które pośredniczą, niejako, w obrocie. Dziewczyny Franczyzy zbierają utarg i przekazują go szefowi, są twarde, wyszkolone, niepozorne i... zniewolone. Syreny toną z wolna, opadają na dno, próbując tego, co pod ręką. Złapane w sieć, uwiązane do swego pana, nie potrafią się wyzwolić. Kobiety są urodziwe, pozornie szczęśliwe i samotne – ta, która raz zejdzie do podziemi, przestaje istnieć. Bezwzględne Syreny mają wszystko, a jednak zatraciły siebie.

Powinno istnieć jakieś określenie. Na tę bezcielesną kończynę sięgającą w stronę czegoś, czego nigdy nie będziesz mieć.

W łaski tego hermetycznie zamkniętego, ociekającego heroiną świata próbuje się wkupić Aidan Waits. Skompromitowany policjant pod przykrywką, z ważną, iście samobójczą misją – ma odnaleźć córkę znanego polityka. Detektyw wchodzi między dilerów, słucha syreniego śpiewu i z dnia na dzień doświadcza na własnej skórze twardych zasad, którymi rządzą się podziemia Manchesteru.


Utrzymywanie podwójnej tożsamości wywoływało pewien dreszcz emocji, ale chodziło o coś więcej. Miałem wrażenie, że to druga szansa, żebym zakosztował trochę życia, które wcześniej mnie omijało.


Co jednak najlepsze – tu nie ma dobrych i złych bohaterów, nic nie jest czarne ani białe, ale świat – podobnie jak klimatyczne angielskie miasto – został ukazany w niezliczonych odcieniach szarości. Los nie rozpieszcza naszych bohaterów, nie zna litości dla najsłabszych, nie oszczędza również twardzieli – każdy, absolutnie każdy musi walczyć, by utrzymać się na powierzchni.

Ludzie nie umierają z przedawkowania. Umierają przez złe igły, złych dilerów, przez życie na ulicy, ale prawie nigdy nie umierają z przedawkowania.

Nie wszystko jednak zależy od ślepego losu, przecież to ludzie muszą dokonać pewnych wyborów i to wybory innych mogą być tragiczne w skutkach dla pozostałych. Wychudzone, złaknione wrażeń cienie suną nieporadnie po betonowej dżungli w poszukiwaniu szczęścia – choćby na chwilę, choćby cena była zbyt wysoka. Czy Syrena może wyrwać się z sieci? Czy złapany w nią Waits pójdzie na dno wraz ze swoją misją, czy raczej odbije się od niego i wygrzebie z mułu?

Sprawdźcie.


Jaka to melodia?


Książkę czytamy w rytm utworów zespołu Joy Division. Historia podzielona została na sześć części, a każda  nazwana tytułem piosenki lub albumu – zyskuje ciekawą, intrygującą i trafną oprawę muzyczną. Będzie ponuro, posępnie, ale też refleksyjnie.

Lista utworów/nazwy albumów:

  • Unknown Pleasures
  • Substance
  • Closer
  • Still
  • Control
  • Pernament

Książkę czyta się bardzo szybko, na co ma wpływ zaproponowana przez autora narracja – spojrzymy na świat oczami Waitsa, a że główny bohater nie stroni od alkoholu i innych używek, czasem obraz, który chce nam pokazać, jest lekko zamroczony, wykrzywiony i – przede wszystkim – niezwykle subiektywny. Język, którego używa policjant, jest potoczny, cięty, ostry, jednak zdarzają mu się wynurzenia natury filozoficznej – głęboka refleksja ubrana w delikatne, subtelne słowa.

Mocne uderzenie. Bez wątpienia Syreny nie zawiodą miłośników bezwzględnych opisów. Będą zbrodnie, pokaleczone ciała i wszędobylski smród nadgniłych szczątków. Wejdziemy w świat twardych narkotyków, badając uważnie wszystkie jego zakamarki. Odwiedzimy zatęchłe nory, spojrzymy w puste oczy tych, dla których nie ma już nadziei – spotkanie z żywym trupem? Czemu nie! Wejdziemy też "na salony", by przekonać się, że wymuskane życie pod kloszem wcale nie jest takie kolorowe i nawet za najdroższymi drzwiami kryją się mroczne tajemnice.

Na koniec dodam jedynie, że Syreny to debiut i nawet nie wiecie, jak to cieszy! Mocne wejście, szybka akcja i zaskakujący finał gwarantują porządne zaczytanie. Świetnie wykreowani bohaterowie (szczególnie Wirus, który jest tak niesamowitą i ekscentryczną postacią, że nie sposób przejść obok niego obojętnie) oraz cały wachlarz odcieni szarości dostarczą materiału do refleksji. Sex, drugs & rock'n'roll i twarde, bezwzględne kobiety, a do tego skomplikowana przeszłość naszego bohatera-narratora, beznadziejne tu i teraz oraz bardzo niepewna przyszłość to wyśmienity koktajl, więc proponuję skosztować.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu


Jeśli Syreny Was kuszą, to wypatrujcie premiery – już 15 marca!