wtorek, 7 lutego 2017

Wyprawa na Hel



(...) potężny snop światła rozświetlił, ciemniejące  już, niebo. To było go widać, to znów uciekał: światło, przerwa, światło, przerwa, światło...


Nad naszym polskim morzem gościmy co najmniej raz w roku. Nie są to, co prawda, spontaniczne wycieczki, bo jednak odległość nie jest naszym sprzymierzeńcem, a jednak wciąż ciągnie nas w tamte rejony. Uwierzycie, że chociaż bywamy nad Bałtykiem, nigdy jeszcze nie dotarliśmy na Hel? Co więcej, nie mogę poszczycić się nawet wiedzą na temat tego miasta: wiem, gdzie to jest, ale nic poza tym. I to jeden z głównych powodów, dla których wybrałam się wraz z córą w literacką podróż na Hel. Dziś opowiem Wam o książce pt. Mataszkowie i tajemnice Helu autorstwa Tomasza Stochmala.

Najpierw poznajcie jednak tę sympatyczną rodzinkę.



Oczywiście, z braku małych bohaterek rodzaju żeńskiego, z którymi moja córka mogłaby się utożsamić, upodobała sobie kota. Czy poza sierściuchem znalazła w tej książce coś dla siebie? Owszem, całkiem sporo!

Tajemnica i przygoda


Jaka jest recepta na dobrą książkę przygodową dla małych czytelników? Na pewno olbrzymią rolę w całej akcji musi odegrać bohater dziecięcy, który chwyci nasze dziecko za rękę i wciągnie je w wir zabawy. Poza tym, co chyba najważniejsze, musi być dynamicznie, ale również ciekawie. Wskazane jest niewielkie niebezpieczeństwo oraz misja - najlepiej pełna tajemnic, zagadek i wskazówek. 

To wszystko i jeszcze więcej znajdziecie w książce Tomasza Stochmala.




Przygoda rozpoczyna się całkiem niewinnie, a na pierwsze wskazówki chłopcy natrafiają przypadkiem - czasem naprawdę warto posprzątać, bo nigdy nie wiadomo, na jakie rewelacje można się natknąć. Mataszek, Grzybcio i Kasztanek odkrywają niezwykłe tajemnice latarni morskiej - zaklęte w starych dokumentach, ukryte pod powierzchnią ziemi, wciśnięte między ramy obrazów, zaszyfrowane i niejasne. Wśród nadmorskich zabytków owianych wojenną historią chłopcy będą musieli zmierzyć się z bandytami, wytężyć wzrok i umysł, ale też pokonać typowo dziecięce problemy (np. atak powalającej grypy). 

Chłopcy nie są jednak pozostawieni sami sobie, chociaż to oni przejmują dowodzenie w tej tajemniczej misji. Rodzina nieustannie czuwa nad ich bezpieczeństwem, ale nie pozostaje bierna, w żadnym wypadku! Dorośli stają ramię w ramię ze swoimi pociechami i wspólnie dążą do rozwiązania zagadki, służąc przy tym pomocą i radą (w razie potrzeby). To świetne rozwiązanie, a Autor zachęca nas tym samym do wspólnego przeżywania przygód, nie tylko tych literackich. W końcu w każdym z nas, niezależnie do wieku, siedzi mały odkrywca.



Poza przygodą


Historię czyta się bardzo szybko i z przyjemnością, na co wpływ mają przede wszystkim: wartka akcja - tu wciąż coś się dzieje - oraz plastyczne opisy nadmorskiego krajobrazu. Czujemy ciepły wiatr na twarzy lub przeszywający chłód wieczoru. Napisana poprawnym (nie zawsze: trzeba wyeliminować "w każdym bądź razie"), zrozumiałym dla małego czytelnika, językiem. 

Poza niewątpliwymi walorami rozrywkowymi znajdzie się też co nieco dla łaknących wiedzy! Autor bardzo zgrabnie wplótł w opowieść historię zabytków, a malując przed nami urokliwy obraz budowli, wyraźnie zaakcentował ich znaczenie - dla współczesnego człowieka i dla dociekliwego poszukiwana przygód. Świetne zagranie, które rozbudza w dziecku potrzebę zgłębienia wiedzy. U nas w ruch poszła mapa (Hel został błyskawicznie zlokalizowany) oraz zdjęcia znalezione w sieci. 

Opowieść przeznaczona jest dla dzieci w wieku szkolnym, ale nie ograniczałabym się w tym temacie. Przyjemne chwile z sympatyczną  rodzinką spędzi i pięcio-, i trzydziestolatka. Nam się podobało!


Cudze chwalicie...? Prawda! Polska skrywa mnóstwo tajemnic i ogrom zabytków, które tylko czekają na to, by odsłonić przed małym czytelnikiem ich niezwykłe historie. Dzięki uprzejmości Autora tym razem odwiedziłyśmy Hel, ale nasze następne kroki skierujemy z Wydawnictwem Stotom w stronę Torunia!

Wy tymczasem odkryjcie to miejsce *klik*


Już wkrótce konkurs - do zdobycia komplet książek! Bądźcie czujni :)