czwartek, 23 marca 2017

"Metoda", czyli 15/33



Być może uczucia to po prostu inny zestaw zmysłów, których brak jest rekompensowany precyzyjnym słuchem, wzrokiem, dotykiem, powonieniem i wyobraźnią.


Czytałam i Milczenie owiec, i Nostalgię anioła. To świetne książki, które na długo zapadają w pamięć, pozostawiając w czytelniku coś takiego, czego nie można się pozbyć – te historie siedzą w głowie przez lata, są jedyne w swoim rodzaju. Połączenie tych dwóch książek kusi, obiecując potężne zaczytanie. Metoda autorstwa Shannon Kirk miała być taką niesamowitą historią, co – po części – udało się osiągnąć autorce. Na pewno zapamiętam tę intrygę, ale niekoniecznie trafiła ona w mój gust.


I kto tu jest okrutny?


Tylu zwyrodnialców chodzi po tym świecie, a w głowie każdego z nich rodzi się inny, paskudny plan... 

Motyw porwania nastolatki jest dość częsty w literaturze, a jednak wciąż chwyta za serducho i mocno wstrząsa światem czytelnika. Zazwyczaj uprowadzenie nie ogranicza się do samego faktu wyrwania dziewczyny z jej środowiska – tu chodzi o coś więcej. Powody porwania mogą być różne, chociaż najczęściej wszystko sprawdza się do wykorzystania seksualnego lub przeznaczenia dziewczyny na handel, a w konsekwencji do świadczenia "usług" wbrew woli. Czasem bywa tak, że ten temat zostaje ugryziony z innej strony, bo może się przecież zdarzyć, że to nie porwana jest najważniejsza. 




Dziewczyna w zaawansowanej ciąży zostaje uprowadzona, a następnie zamknięta w pokoju i zdana na łaskę swego oprawcy. To od niego zależy, kiedy dostanie posiłek czy będzie mogła skorzystać z toalety. On wyznacza jej godziny snu, czas na prysznic (no, tu z nazewnictwem zaszalałam) czy decyduje o tym, co znajdzie się w jej celi. Ona ma tylko donosić ciążę, bo tu właśnie o dziecko chodzi, dziewczyna jest nieważna.

(...) czasami powstrzymujemy się od wyciągnięcia nieuchronnych wniosków, ponieważ nie jesteśmy gotowi wykonać czekającego nas zadania. Nasza świadomość zamyka się przed namacalną wiedzą.


Pozornie wszystko idzie jak po maśle, jak zawsze w takich przypadkach – to nie pierwsza taka akcja, więc można śmiało stwierdzić, że porywacz ma już doświadczenie. Nie spodziewa się jednak, że tym razem będzie inaczej, ponieważ dziewczyna, którą przetrzymuje w zamknięciu, z pospolitą nastolatką ma niewiele wspólnego. Kiedy porywacz robi swoje, ona knuje, wylicza i wprowadza powoli w życie swój plan. Wie, że jeśli się odpowiednio postara, może uciec, ale chce dać porządną nauczkę porywaczowi i, jak się okazuje, wszystkim osobom, które są zamieszane w jej sprawę. Ona wcale nie jest bezbronna, a jej największym atutem jest niesamowicie rozwinięty umysł.

Dlaczego 15/33? To część oryginalnego tytułu, a liczby te mają ogromne znaczenie dla treści, ale nic więcej Wam nie powiem, bo warto wejść w ten świat bez konkretnych wskazówek.

Łatwo jest przedobrzyć


Książka budzi we mnie tak niesamowicie skraje odczucia, że trudno mi jednoznacznie stwierdzić, czy bardziej mnie fascynowała, czy denerwowała. Doszłam do wniosku, że w końcu dostałam to, czego często mi w opowieści brakuje, a kiedy już to mam, okazuje się, że to wcale nie jest takie wspaniałe. Czy coś, co jest zaletą, może być jednocześnie wadą?

Co należy zaznaczyć, to fakt, że ta historia wciąga, momentami wstrząsa (oj, bywa tu ciężko), a do tego czyta się ją może nie lekko, ale płynnie – narracja jest pierwszoosobowa, ale na dwa głosy: jeden należy do porwanej dziewczyny, drugi do detektywa, który był zamieszany w akcję poszukiwawczą. Wypowiedzi bohaterów są zróżnicowane pod względem językowym, co uważam za ogromny plus – nie na jedno kopyto.

Bohaterów mamy tu wielu, chociaż tylko tych dwoje – detektyw i nastolatka – wprowadza nas w sytuację. Pozostali to postacie drugoplanowe, których obecność nie pozostaje jednak bez znaczenia dla akcji. Każdy ma tu swoją rolę do odegrania, bohaterowie nie pojawiają się w tej historii przypadkowo. 

Przekleństwo tej książki polega na tym, że bohaterowie są bardzo zróżnicowani – z jednej strony to doskonałe posunięcie, ponieważ nie znajdziemy tu kalek, ale z drugiej... ten sposób ich różnicowania jest mocno przerysowany. W tej historii nie ma zwykłych ludzi, każdy jest bardzo specyficzny, a często te jego cechy są po prostu przejaskrawione, przez co postać staje się kompletnie nierealna. 

Mamy tu do czynienia z dziewczyną o nieprzeciętnym intelekcie, która potrafi wyłączyć uczucia – i to jest w porządku, bo takie silne bohaterki są potrzebne, ale kiedy czytam, że dziewczyna w ciąży ani razu nie nasikała do wiadra, ale dzielnie korzystała z toalety, kiedy porywacz jej na to pozwolił – jakoś nie do końca mnie to przekonuje. Umysł to jedno, ale ciało? Detektyw jest obdarzony doskonałym wzrokiem, jego partnerka zmysłem powonienia, porywacz ma pewne nietypowe przyzwyczajenia, nawet zwykły, pospolity chłop okazuje się być dość nieprzeciętny. Takie nagromadzenie różności na pewno nie pozwala się nam nudzić, bohaterowie są szczególni, różni, wyjątkowi, a jednak mnie to przytłoczyło. Brakowało mi normalności i pospolitości. 

Metodę jednak polecam, ponieważ to historia, która niesamowicie wciąga, przy czym wymaga od czytelnika rozpracowania planu – towarzyszymy nastolatce w jej działaniach, zastanawiamy się, w jaki sposób wybrnie z tej sytuacji i czy wszystko dobrze się skończy. Szokują nas działania  porywaczy, interesuje to, co dzieje się w głowie dziewczyny, a jeszcze bardziej detektywa, który początkowo wydaje się nam nie na miejscu.

Metoda to dobra opowieść, która dostarczy Wam mnóstwa przeróżnych emocji. Dawno tak bardzo nie lubiłam głównej bohaterki, ale co trzeba jej oddać to to, że jest jedyna w swoim rodzaju – bardzo ciekawa kreacja.


Za tę moc przeróżnych doznań dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka. To było ciekawe doświadczenie.