piątek, 10 marca 2017

Na dokładkę, czyli "Infekcja: Exodus"



Łatwo jest teoretyzować i prawić morały na temat sytuacji, w jakiej "może kiedyś się znajdę".



Infekcja: Genesis zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Raz, że w Polsce i dwa – historia weszła szybciutko, bo dobra i dynamiczna – bez zbędnego pierdzielenia. To była porządna dawka krwawej rozrywki. Andrzej Wardziak serwując takie zakończenie, nie zostawił mi w sumie wyboru  po prostu musiałam poznać dalsze losy naszych niedobitych bohaterów. Czy Infekcja: Exodus była równie dobra? Tak – porównywalna.

Człowiek człowiekowi


Infekcja, która zamienia ludzi w bezmózgie, żądne krwi i flaków potwory, bardzo szybko opanowała stolicę. Liczba sympatyków i smakoszy krwawych ochłapów rośnie wprost proporcjonalnie do spadku liczby potencjalnych kąsków (liczymy na sztuki). Zombie ruszają na żer, zajmując inne miasta Polski. Wiecie, gdyby udało mi się jakimś cudem przeżyć pierwszą falę w Warszawie, może we Wrocławiu miałabym szansę na przeżycie, taką malutką, ale jednak. Może udałoby mi się jakoś uchować, gdzieś zaszyć, ale zombie to jedno – żywi to zupełnie inna historia.





Ci, którzy przeżyli nadal walczą o życie. Minęło zaledwie kilka dni od chwili, gdy na ulice Warszawy wypełzły szkaradne kreatury, a już tyle zdążyło się w tym czasie zmienić  wszystko! Życie, które nasi bohaterowie wiedli do tej pory, pozostało tylko wspomnieniem, do którego nie warto wracać myśli – to boli, tego już nie ma, to już nie ma żadnego znaczenia.

Czasami człowiek jest zmuszony do podejmowania trudnych decyzji, nieważne, czy się z nimi zgadza, czy nie.

A co jest? Między niedobitkami, których poznaliśmy w pierwszej części, zaczyna dochodzić do starć (dwóch samców alfa, więc nie mogło być inaczej), ale też nie obejdzie się bez ciepłych uczuć – w końcu człowiek to teraz "towar deficytowy", bo tak niewiele zostało już ludzi, ale dopiero żywy, któremu można zaufać, jest na wagę złota. A reszta? Cóż. Z ludzi, w obliczu zagrożenia, wyłażą demony. Jedni wariują, szybko wsiąkając w armię zombie, inni starają się za wszelką cenę dostosować do nowej sytuacji i jakoś im to wychodzi, a jeszcze inni odnajdują się w tej całej masakrze – w końcu są bezkarni, wolni i żadne tam zasady moralne, prawo czy groźba więzienia ich nie ograniczają. Ależ mają używanie!

Na dokładkę


Właściwie nic się nie zmieniło. Druga część jest równie dynamiczna jak pierwsza, czyta się błyskawicznie i z zainteresowaniem. Z zaangażowaniem śledzimy losy bohaterów, od czasu do czasu pojawi się też świeże mięsko. Znów dostajemy porządne zakończenie (bardzo mi się podobało), na którym można by poprzestać, ale równie dobrze to wciąż niedomknięta furtka, przez którą można się ponownie wślizgnąć. 

Jeśli szukacie książki, przy której można uronić łzę nad losem stłamszonej i dogorywającej ludzkości, to źle trafiliście. Oczywiście cała ta sytuacja i kolejne podejmowane przez bohaterów decyzje są naznaczone wielką tragedią, ale poczynania niedobitków niespecjalnie nas do nich zbliżają. Nie zdarzyło mi się jeszcze opłakiwać ludzi pożeranych żywcem przez zombie i ta książka nie zmieniła mojego stosunku do tematu. Nie ten typ, bo tu liczy się akcja i... flaki, oczywiście.

Infekcja: Exodus to bardzo udana kontynuacja, której jednak nie należy czytać w izolacji. Szczerze polecam Wam najpierw lekturę pierwszej części, która wyjaśnia relacje między bohaterami i bardzo wyraźnie zarysowuje to polskie piekiełko, w którym przyszło im się miotać. Poza tym w drugim tomie znalazło się sporo odniesień do zdarzeń z jedynki, więc nie psujcie sobie tej przyjemności i – jak przystało – zacznijcie od Genesis.

Jeśli chcecie zacząć swoją przygodę z literaturą zombiestyczną lub brakuje Wam takich atrakcji na rodzimym podwórku, to Infekcja się nada.