czwartek, 2 marca 2017

Pachnidło doskonałe: "Pachnidło"




Zapach bywa niekiedy daleko bardziej przekonywający niż słowa, błysk oczu, odczucie i wola. Perswazyjna siła zapachu jest nieodparta, wnika w nas jak powietrze do płuc, wypełnia nas, przepaja, nie można się przed nią bronić.


Pachnidło. Historia pewnego mordercy autorstwa Patricka Süskinda to książka, na którą miałam ochotę od bardzo, bardzo dawna. Na regale stoi od kilku lat wersja filmowa, ale obiecałam sobie, że najpierw książka, potem ruchome obrazki. Troszkę się to przeciągnęło, odrobinkę, ale myślę, że lepiej późno niż wcale. Warto było!

Pachnidło doskonałe


Kuszą nas i pociągają opowieści o seryjnych mordercach. Ile takich znamy? Całe mnóstwo i, niestety, spora część tych utworów nie robi już na nas większego wrażenia, bo ileż można przyjąć historii, które podaje się nam w tej samej formie, schemacie i z użyciem podobnych środków? Morderstwo jak morderstwo, ale wiecie – liczy się pomysł, a tego na pewno nie można odmówić autorowi.


W osiemnastym stuleciu żył we Francji człowiek, którego spośród jakże licznych w tej epoce genialnych i odrażających postaci zaliczyć wypada do najbardziej genialnych i najbardziej odrażających.






Kiedy Jan Baptysta Grenouille opuścił łono swojej matki, nic nie zapowiadało, że pozostanie przy życiu. Kobieta miała wprawę w pozbywaniu się niechcianych dzieci, robiła to już wcześniej, cztery razy. Urodzony pod ladą na targu, rzucony między rybie ochłapy, w brudzie i smrodzie wydał pierwszy krzyk  i przeżył.

Grenouille od początku był jakiś inny. Opróżniał doszczętnie piersi mamek, które go karmiły – Jan był wiecznie nienażarty, wysysał mleko do cna. Wiadomo, że dzieci miewają apetyt, ale to niemowlę nie znało umiaru. Jednak nie to było źródłem niepokoju, ale fakt, że dziecko nie miało zapachu. Każdy ma swój własny, specyficzny zapach, którym wypełnia przestrzeń, który jest jego znakiem rozpoznawczym. Każdy, poza Janem. Ludzie podchodzi do tego niezwykłego stworzenia z powściągliwością, woleli go omijać, zapomnieć o jego istnieniu. Chłopiec nie zaznał miłości, stał się dla innych niewidzialny, żył w świecie, ale jakby poza nim i nie narzekał na swój los. Po prostu był i robił, co mu polecono.

Żył zapachem. Grenouille miał węch doskonały. O ile zwykły człowiek potrafi rozróżnić niektóre wonie, o tyle Jan czuł każdą, dosłownie KAŻDĄ z nich. Znał zapach kamieni, drewna, rzeki, potrafił wśród miliarda zmieszanych ze sobą woni wyłowić pojedynczą smugę. Nigdy nie zastanawiał się nad swoim darem (a może przekleństwem?), w ogóle nie myślał, po prostu trwał. Wszystko zmieniło się w chwili, kiedy poczuł obezwładniającą woń dziewczyny, która stała się odtąd jego obsesją – w sumie nie ona sama, ale jej zapach. Grenouille zapragnął go posiąść.

Pojmował teraz jasno, dlaczego tak twardo i zawzięcie czepiał się życia: miał być twórcą zapachów. I to nie byle jakich. Miał zostać największym perfumiarzem wszechczasów.

W głowie mężczyzny szybko narodził się plan, którego wykonanie musiał rozłożyć na lata. Nauczony doświadczeniem – bowiem zabił już wcześniej, przez przypadek – chce podejść do tematu w odpowiedni sposób, by nie uronić żadnej kropli tej kuszącej woni. Postać mordercy jest doskonała. Tak ciekawa i ujmująca innością, że trudno nie zgodzić się z tym, iż Grenouille jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju, niezwykły. 

Nie o morderstwo tu chodzi


Pachnidło to powieść, która zaskakuje nie krwawymi obrazami (tych tu raczej nie znajdziecie), ale pomysłem – ten jest wyśmienity! To nie jest historia o morderstwach, ale o mordercy, więc podchodząc do lektury, nie spodziewajcie się zmasakrowanych ciał, bo nie one są najważniejsze, ale przygotujcie się na podróż w głąb niezwykłego umysłu. Poznacie geniusza zła, który z człowiekiem ma w gruncie rzeczy niewiele wspólnego. Będziecie mu współczuć, w waszych oczach pojawi się podziw, by chwilę później przejść w obrzydzenie i niedowierzanie. 

Najmocniejszą stroną tej powieści jest niewątpliwie sylwetka głównego bohatera. Zaskakuje nas jego wizerunek, kolejne etapy życia i podejmowane próby, a niesamowite zdolności olfaktoryczne robią potężne wrażenie. Poza tym na uwagę zasługuje wonna oprawa tej historii. W żadnej opowieści nie znalazłam tak sugestywnych opisów zapachu, nawet nie podejrzewałam, że można prawić o odorze i perfumach w tak złożony sposób, z taką finezją. To zapach wyznacza ścieżkę życia Jana i, co trzeba przyznać, jego magia bywa niepojęta dla zwykłego śmiertelnika. 

Książkę czyta się bardzo przyjemnie, chociaż niełatwo – rozbudowane opisy, inwersja, niecodzienny język i liczne dygresje mogą nieco zaburzyć płynny odbiór tej historii, ale niekoniecznie. Warto spróbować, a gwarantuję, że już po kilku stronach odnajdziecie się w tym świecie. Nie brakuje tu zwrotów akcji, które nieubłaganie wytyczają nam drogę do wielkiego finału. Szalonego, pięknego, zaskakującego. Wszystko to podane nam zostało w zgrabnej formie, a styl? Ja doceniłam kunszt, mnie urzekł.

Książkę polecam Wam z czystym sumieniem, chociaż historia ma już swoje lata i zapewne wielu z Was widziało już ekranizację. To świetnie skomponowana opowieść o samotności, potrzebie akceptacji, wyniosłości i – przede wszystkim – o ponadprzeciętnym umyśle, który pracuje na najwyższych obrotach i wytrwale, mimo przeciwności losu, dąży do spełnienia marzeń.