niedziela, 26 marca 2017

Pikantny spektakl z humorem, czyli "Zły Romeo"



Przez chwilę łączy nas nasza pochrzaniona normalność.
Nieprzeciętna przeciętność.


Kiedy dostałam propozycję przeczytania Złego Romea autorstwa Leisy Rayven jeszcze przed premierą, długo się nie zastanawiałam. Chociaż rzadko czytam książki, w których to romans gra pierwsze skrzypce, uznałam, że warto spróbować, bo może tym razem dam się zaskoczyć i uznam, że to było naprawdę coś. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę, chociaż nie w ciemno: zapoznałam się z opisem i opiniami na Goodreads. 

Czasem jest za późno


Znacie takich ludzi, którzy są sobie przeznaczeni, a jednak zawsze się mijają? Raz on nie jest przekonany, a ona staje na głowie, a potem – po latach – ona nie chce go znać, kiedy on jest gotowy poruszyć dla niej niebo i ziemię. Nie wyobrażamy sobie, żeby ta para mogła w ogóle funkcjonować w odosobnieniu, a jednak bywa i tak, że musimy przyglądać się temu wszystkiemu z boku i nic nie możemy poradzić. Kibicujemy im, a oni jak na złość wciąż się od siebie oddalają...


Poznali się przypadkiem na przesłuchaniu do szkoły aktorskiej. On podchodził do egzaminu kolejny raz, ona pierwszy. Od razu połączyła ich niesamowita, wręcz  namacalna chemia. Takie rzeczy nie dzieją się w naturze, nie w ten sposób.  Tych dwoje po prostu musiało być razem, bowiem tylko wspólnie tworzą niesamowicie zjawiskową jedność. Połączyła ich  miłość do teatru, a pogłębił tę więź spektakl – w końcu nie każdy ma szansę zagrać w najpiękniejszej sztuce o miłości i tchnąć życie w Romea i Julię Szekspira.


Między młodymi rodzi się uczucie i przede wszystkim pożądanie, z którym próbują walczyć, ale trzeba przyznać, że to niełatwe zadanie. Wszystko mogło się skończyć szczęśliwie, gdyby nie fakt, że Ethan złamał serce Cassie. 

Czasami otaczamy się murem nie tylko po to, by nie dopuścić do siebie innych, ale i po to, by się przekonać, komu zależy na nas na tyle, by zechciał go zburzyć.

Początkowo nie wiemy, dlaczego tak się stało, skoro wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że tych dwoje jest dla siebie stworzonych.  Tego, w jaki sposób chłopak obszedł się z dziewczyną, dowiadujemy się dopiero po latach, kiedy Ethan powraca, by odkupić swoje winy.

Tego jeszcze nie grali



Wiecie, jakie mam podejście do literatury erotycznej? Przeważnie mnie bawi, bowiem sposób prezentacji miłosnych igraszek w zdecydowanej większość przypadków jest po prostu żenujący, niepewny i wymuszony. Jednak Zły Romeo ujął mnie szczerym, prawdziwym i porządnym humorem; było fikuśnie, nie żałośnie. Dawno się tak nie uśmiałam i dawno nie przeszłam przez miłosną historię tak lekkim krokiem. Zdarzyło mi się parsknąć, a nawet popłakać się ze śmiechu (kiedy dojdziecie do sceny w garderobie i bicepsów, zrozumiecie). Taki humor to ja lubię!

Zły Romeo to taki powiew świeżości, którego brakowało mi w romansie. Historia przedstawia czasy szkolne oraz dorosłe życie bohaterów. Oba te okresy zostały uzupełnione o zapiski z pamiętnika Cassie i o ile te młodzieńcze wołają o pomstę do nieba, to te dojrzałe są już wyważone  wszystko adekwatnie do wieku i doświadczenia. Bardzo spodobała mi się taka transformacja głównej bohaterki i zróżnicowanie stylu  a różnice z teraz i kiedyś są bardzo widoczne. Na uwagę zasługują również dialogi  nie są sztuczne czy wymuszone, tu się po prostu dzieje.

Było napięcie. Matko, ileż ja się naczekałam, żeby w końcu do czegoś między nimi doszło! To dopiero się nazywa głód wrażeń i stopniowanie miłosnego napięcia, bowiem autorka trzyma nas w niepewności... bardzo długo.

Podsumowując, Zły Romeo to pełen emocji spektakl, jakiego jeszcze nie było! Leisa Rayven zabiera czytelnika za kulisy, wciągając go w przewrotną grę uczuć wypełnioną przyjemnym napięciem i mrowiącym oczekiwaniem. Niebywała chemia łącząca głównych bohaterów, elektryzujące dialogi okraszone potężną dawką pysznego humoru oraz intrygująca fabuła gwarantują porządne zaczytanie. Poruszające, pełne ludzkich namiętności, podane w lekkim i żartobliwym tonie widowisko, od którego nie sposób się oderwać.

Za wspaniałe chwile spędzone ze Złym Romeem dziękuję Wydawnictwu Otwartemu

W książce znajdziecie moją rekomendację :)




Fankom gatunku polecam z czystym sumieniem. Tym nie do końca przekonanym  również :) Książka będzie miała premierę już 29 marca  pamiętajcie tę datę, bo naprawdę warto na Remea zapolować.