czwartek, 30 marca 2017

Słodko-gorzka melodia: "Smutek cinkciarza"



(...) już snuła się historia. Bo życie to poszczególne momenty z puentą.


Kolejna książka z Na F/Aktach za mną. To seria, po którą sięgam w ciemno. Dawkuję sobie jednak emocje, bowiem te historie, inspirowane prawdziwymi wydarzeniami,  potrafią dać niezłego kopniaka, przemielić i wykręcić na drugą stronę. Raz na jakiś czas jest w porządku. Przeczytałam już:


Książka Magdaleny Omilianowicz to jedna z dziesięciu najlepszych, które udało mi się przeczytać w zeszłym roku, ale na wyróżnienie zasługuje każda z nich, szczególnie Inna dusza, która odwołując się do moich wspomnień z dzieciństwa, trwale zasiała pewną dawkę mroku w środeczku. Do przeczytania została mi jeszcze Ostania wizyta Ostrowskiego i czekam na Czarną Kuczoka (premiera w maju). Tymczasem na tapecie Smutek cinkciarza autorstwa Sylwii Chutnik. Tym razem przenosimy się do Warszawy, by tanecznym krokiem wejść do windy.


Dancing to jest magia ściemy, zupełnie nierealny film, w którym każdy może grać główną rolę.

Przeżyj to sam


Zacznę może od tego, co zwróciło moją uwagę już na początku i trzymało do końca. Czasy PRL-u miały w sobie pewną magię. Wiem, że łatwo nie było, wszystkiego brakowało, a kto nie miał znajomości, ten był w głębokiej dupie, ale tak zaawansowany poziom kombinatorstwa zachwyca. Polak potrafi, na dno nie pójdzie, zawsze znajdzie szczelinę, przez którą może się przecisnąć. Ktoś zrobi coś dla kogoś, a sam na tym skorzysta. Ten przepuści, tamten odpowiednio wynagrodzi. Organizacja na wysokim poziomie. Tu wymiana. Tam podłożona cinkciarska kanapka (już wiem, o co chodzi). Każdy kombinował, jak mógł, przy czym prawie wszyscy o wszystkim wiedzieli, a i tak jakoś się to kupy trzymało. Niesamowite! Tło społeczno-obyczajowe miażdży – doskonała robota.


To było jak modlitwa albo natarczywy tik. "Bony kupię, cieńdź many, cieńdź, dobry kurs". 




Tanecznym krokiem przez swoje życie przeprowadzi nas Wiesiek – warszawski cinkciarz, który ponad wszystko pieniądze i rodzinę miłuje. Wiesiek opowiada tak, że nie sposób oderwać się od jego historii, trzyma nas w objęciach, wciska w jedną z kieszeni swojego centrum dowodzenia i zalewa smutkiem, myślą, czynem oraz marzeniami. Kreśli obrazy rzeczywistości, która staje się tak żywa i wyraźna, jakbyśmy stali przy tym Wieśku i w oczy mu patrzyli, siorbią przez kolorową słomkę drinka. Mówi o sprawach zawodowych (jak i co, kiedy i że w mordę czasem zarobił), o nocnych wypadach na miasto, gdzie oblany łuską dyskotekowej kuli parkiet aż dudnił w rytm największych hitów. Ze smutkiem, ale i nadzieją oraz pewną czułością prawi o rodzinie: żonie, co zawsze zaradna była i sprytna, córce Agatce, którą kochał, ale dystans jakiś miał do niej, a także o synu (synku, syneczku) ukochanym, który to był jego oczkiem w głowie. Syn to jednak dłuższa historia, bardziej bolesna. Wiesiek jak gawędziarz kreśli przed nami światy niewyobrażalne, czyniąc je bliskim. Wciągnie w grę, obnaży co nieco, namiesza w głowie. O miłości opowie i pierwszych fascynacjach, o strachu, który mu towarzyszył, gdy się okazało, że ojcem zostanie, o tych wszystkich putkach, które szczęścia w życiu nie miały, ale równe z nich były kobitki. Wróci do czasów dzieciństwa, by o śmierci, by o ojcu i matce mówić, ale z żalem, z takim smutkiem, który to raz się zagnieździł i puścić nie chce.

Każdemu z nas ckni się od czasu do czasu za innym życiem.

Chociaż na zbrodnię trzeba poczekać, a i nie jest ona wielce spektakularna, krwi w żyłach nie mrozi i snu z powiek nie spędza, to jednak warto posłuchać tego Wieśka. Mężczyzna wciągnie Was w wir tańca, szczerze wyzna, co mu w duszy gra. Posłuchajcie, bo Wiesiek to wspaniały gawędziarz, który życia liznął, marzenia miał i wizję przyszłości. A jednak coś poszło nie tak...


Słodko-gorzka melodia


Biorąc do ręki Smutek cinkciarza, nie wiemy, czego możemy się spodziewać po tej walącej po oczach różem, spomiędzy którego wyłania się czarno-biały obraz, okładce. Powiem Wam jednak, że taka jest ta książka, w słodko-gorzkim klimacie. Tu zabawa i dancingowe hiciory przeplatają się z prawdziwym, głęboko zakorzenionym smutkiem. Barwy w starciu z byle jaką szarością.

Książkę czyta się bardzo szybko, bowiem narracja sprzyja, ale również język, którym bohater maluje obraz swojego życia, jest lekki, przyjemny, niewyszukany. 

Nie jest to historia, która kipi dynamizmem. Jawi mi się raczej jak strumień myśli, marzeń i wyznań – słowa płyną, a my kołyszemy się w ich rytmie, poddając się opowieści. Wiesiek mnie oczarował prostotą i szczerością. Przytaczane przez niego opowieści, które dotyczą różnych ludzi, robią wrażenie, dopełniając obrazu, a jednak czasem – jak to przy dłuższej pogawędce bywa – nużą. Chciałoby się mocniej, szybciej, konkretniej. 

Smutek cinkciarza to dobra książka, której warto poświęcić chwilę. Nie zaskakuje, nie szokuje i nie zmienia świata, nie zmusza nawet do głębszej refleksji, ale zachwyca klimatem. Pamiętajcie, to nadal dobra historia, chociaż nie wpisuje się w ten nastrój zbrodni znany z serii Na F/Aktach, którego usilnie się tu wypatruje. Niemniej, jeśli potraktujemy tę opowieść jako obraz złotych lat 80. – sprawdzi się doskonale. Platyka na wysokim poziomie.

To na pewno nie jest historia, której oczekiwałam – liczyłam na coś zgoła innego – ale nie żałuję. Było dobrze, choć w nieco innym klimacie.


Egzemplarz z dedykacją trafił do mojej biblioteczki dzięki Stworkowi z bloga Rozmaite Poczytania Gagatki, której przepięknie dziękuję! Dobra duszyczka :) Zapraszam Was do Pauliny – dziewczyna przepięknie maluje słowem, zawsze w punkt.