wtorek, 28 marca 2017

Splugawiony władzą: "Chłopiec na szczycie góry"



Tylko nigdy nie wmawiaj sobie, że nie wiedziałeś.
Bo to by była najgorsza zbrodnia.



John Boyne to jeden z moich ulubionych pisarzy. Chłopiec w pasiastej piżamie porządnie mną wstrząsnął, Noah ucieka zmusił do refleksji, z kolei Spóźnione wyznania rozłożyły na łopatki. To nie były łatwe, proste i przyjemne historie, ale takie, które wykręcają na drugą stronę. I taki też jest Chłopiec na szczycie góry, chociaż to kompletnie inna historia...

Splugawiony władzą


Władza potrafi nieźle namieszać w głowie. Początkowo pojawia się pragnienie, a kiedy sen się ziszcza, człowiek często zapomina o tym, kim był i skąd się wywodzi. Najłatwiej jest namieszać w dziecięcym, elastycznym i chłonnym umyśle. Dziecko jest szczególnie narażone na pranie mózgu, a kiedy odpowiednio się je wyróżni, nagrodzi i w końcu napcha ideałami, obiecując złote góry – zyskuje się wiernego wyznawcę... 

Oto droga do doskonałości: walczymy, aby osiągnąć nasze cele, oczyszczamy świat, a potem znów czynimy go pięknym.




Siedmioletni Pierrot – syn Niemca i Francuzki – zostaje sierotą. Początkowo mieszka u zaprzyjaźnionej żydowskiej rodziny, jednak czasy zaczynają być niespokojne, utrzymanie kosztuje (matka musi wyżywić siebie i syna, więc kolejna gęba do wykarmienia to dla wdowy nie lada utrudnienie), zatem chłopiec zostaje wysłany do sierocińca, gdzie ma oczekiwać na adopcję, która przecież może nigdy nie dojść do skutku. Na szczęście sąsiadka – wspomniana Żydówka, mama niesłyszącego Anszela (najlepszego przyjaciela Pierrota) – odnajduje jego rodzinę. Chłopiec ma zamieszkać z ciocią Beatrix, z którą rodzina nie utrzymywała z jakiegoś niewiadomego powodu wcześniej kontaktu. Uprzejmy, kochany i uczynny siedmiolatek szybko wpadł w rytm zadań i obowiązków, zdobył zaufanie i przychylność służby, poznał nowych kolegów - odnalazł się w nowym środowisku. 


I wtedy pojawia się pan – zmora, która spędza sen z powiek służącym, szoferowi, kucharce – Hitler we własnej osobie, który od czasu do czasu odwiedza letnią rezydencję na szczycie góry. Führer dostrzega w maluchu potencjał, zatem wprowadza go w swój świat... Pierrot – zwany Pieterem – chłonie słowa Hitlera jak gąbka, kalkuluje, przejmuje pewne zachowania, wspiera swego pana i uczy się być Kimś – w końcu dostrzegł i zaakceptował go sam wielki przywódca!

On mówi, że niesie światło narodowi niemieckiemu, niemieckim umysłom, ale to nieprawda, bo on jest ciemnością, wysłannikiem najciemniejszych mocy.


Chłopiec na szczycie góry to opowieść, która w doskonały sposób ukazuje proces prania mózgu, siłę charakteru i miękkość oraz podatność materiału, potrzebę zaleczenia ran i charyzmę. Wiadomo, że w tym czasie nie tylko dzieci były zauroczone Führerem, ale i nie tylko ich dotyczy ta historia, bowiem w Pieterze (niegdyś dobrym chłopcu) odnajdziemy wiele ludzkich twarzy. 

Zawsze wzrusza


Chłopiec na szczycie góry to poruszająca opowieść, która przeraża. Wchodząc w świat zaproponowany przez autora, poznając kolejne sekrety, obserwując następne kroki małego Pierrota, nie możemy uwierzyć. To się nie mieści w głowie, to się nie powinno dziać. Ta opowieść uzmysławia nam, jak bardzo elastyczne i podatne na wpływy jest dziecko oraz jak niewiele trzeba, by z uczynnego chłopca zrobić potwora... 

(...) może traktować innych ludzi tak, jak nigdy by nie mógł, nosząc normalne ubranie. Mundury pozwalają nam praktykować okrucieństwo bez poczucia winy...


Boyne dawkuje nam emocje. Początkowo daje delikatne sygnały, że powinniśmy mieć się na baczności, by po czasie, bez ostrzeżenia wylać nam kubeł pomyj na głowę. Jednak nie zostawia nas z tym syfem samych, a fundując specyficzne zakończenie, pozwala się nieco zdystansować, ale nieznacznie. 

Czytelnik ze zgrozą przyjrzy się tej potwornej metamorfozie, z drżeniem i na miękkich kolanach spojrzy przez okno w środku nocy, z wielkim smutkiem spali ostatni list od przyjaciela z dzieciństwa. Chłopiec na szczycie góry to historia, która porusza, przeraża i zmusza nas do zastanowienia się nad ludzkim umysłem, znaczeniem władzy i moralnością – gdzie leży granica między dobrem a złem? Czy niewiedza może być kartą przetargową, która zagwarantuje wybaczenie? Czy będąc na szczycie, można upaść na dno?

Szczerze polecam. Oczywiście nie jest to łatwa czy lekka historyjka, ale warto się z nią zmierzyć i naprawdę trudno się od niej oderwać... ja nie dałam rady.


Za potężną dawkę przerażenia i refleksji dziękuję Wydawnictwu Replika.