wtorek, 14 marca 2017

Spotkanie z Tatą: "Chata" W.P. Young



Zdarza się, że postanowimy uwierzyć w coś, co normalnie uznalibyśmy za całkowicie irracjonalne. To nie oznacza, że naprawdę jest irracjonalne, tylko z pewnością nie jest racjonalne.

Chata autorstwa Williama Paula Younga to jedna z tych książek, które mnie szalenie zainteresowały. Wydana już dawno tematu, teraz wraca – za sprawą ekranizacji – do łask. Internety huczą, Chatę wychwalając pod niebiosa. Czytelnicy szaleją, polecając teraz tę książkę na każdym kroku i przy każdej okazji. Podobno jest "dla każdego", podobno "będziemy chcieli, żeby wszyscy przeczytali tę książkę", podobno... 

Wielki Smutek


Śmierć dziecka jest ogromną i niewyobrażalną tragedią. To Wielki Smutek, który wciąż, codziennie i w każdej chwili wsącza się w serce zrozpaczonego rodzica. Konieczność pogrzebania swojego dziecka to wielka niesprawiedliwość, cios poniżej pasa i – dla niektórych – koniec świata, co wcale nie dziwi. A kiedy nie można złożyć w ziemi ukochanego ciała? Czy rodzic może zaznać spokoju? William Paul Young poruszyłChacie bardzo ważny i niezwykle trudny temat – żal po stracie, poczucie niesprawiedliwości i rolę Boga w tym okrucieństwie, bo jak inaczej nazwać morderstwo, którego ofiarą pada mała dziewczynka?  




Mackenzi stracił córkę. Dziewczynka została brutalnie zamordowana, na co wskazują  ślady pozostawione przez oprawcę w opuszczonej chacie; zwłok jednak nie odnaleziono, ciało nie zostało pochowane, rana jest wciąż otwarta, a z niej sączy się paskudny ból. Ojciec wyrzuca sobie, że nie dopilnował swojego dziecka. Codziennie przeżywa na nowo tę tragedię, która wyraźnie odbiła się na jego stosunku do Boga. Mężczyzna zadaje pytanie: Gdzie był wtedy Bóg i dlaczego na to pozwolił?   


Żyć bez miłości to tak, jakby związać ptakowi skrzydła i pozbawić go możliwości fruwania.


Po kilku latach od tego tragicznego zdarzenia, Mack powraca do chaty  na specjalne zaproszenie Taty. Nie wie, czego może się spodziewać po tym spotkaniu, nie wie, kto na niego czeka, a jednak ma pewne podejrzenia. Podejmuje wyzwanie. Na miejscu zastaje Boga-Tatę (pod postacią kobiety), Jezusa i Azjatkę Sarayu (Ducha Świętego). Mężczyzna spędza z Trójcą weekend, który upływa mu na... niezwykłościach. 


Nie chcesz, nie czytaj



Już we wstępie dowiadujemy się, że ogólnie autor ma głęboko w tyłku to, czy ta książka się nam spodoba, czy nie. To nie jest historia napisana dla nas, ale dedykowana jego dzieciom. Co prawda wielu się w niej odnajdzie i chwała im za to, a reszta? Reszta nie ma tu nic do powiedzenia, bo skoro nie chcą, mogą przecież nie czytać. Nie lubię tego... Takiego stawiania czytelnika od razu na pozycji potencjalnego hejtera (chociaż może to zbyt mocne słowo). Ale to nic! Chciałam sprawdzić, o co tyle krzyku i skąd te wszystkie zachwyty, więc spróbowałam. Tematyka? Szalenie ważna, która zapowiadała ciąg wzruszeń. Niestety ciągu nie było, jedynie delikatne wzloty przy kilku scenach, kilku! 

Chata to nie jest książka dla każdego, ponieważ to szalenie nudna opowieść, co przyznaję ze smutkiem. Wartościowa, owszem, ale nie porywa. Zmusza do refleksji, o ile lubimy zagłębić się w rozważania o Bogu, świecie, Jezusie, jedności, sądzie i wybaczeniu. Można z niej wiele wyciągnąć, a pomysł na wykreowanie Boga, który pojawia się pod postacią kobiety, to coś wspaniałego (tym bardziej, że bohater zwraca się do niego "Tato") i w ogóle można uznać, że taka sesja terapeutyczna w leśnym zaciszu jest niesamowicie klimatyczna, ale jednak nagromadzenie filozoficznych wywodów na temat wiary nie jest łatwe do przejścia. Jeśli się tego nie szuka.

Uczucia to kolory duszy. Są cudowne i niezwykłe. Bez nich świat staje się bezbarwny i ponury.

Chata to piękna bajka, naprawdę. Cuda, wszędzie cuda i poważne rozmowy na temat tego, co umyka nam w codzienności, a do tego moralizatorstwo niesione przez niemal każde zdanie. Jednak trzeba się uzbroić w cierpliwość i przygotować na ciężkie przejścia, bowiem wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Nie przeszłam przez tę sesję gładko i z przyjemnością, na co miała wpływ nie tylko forma... Podejrzewam, że gdyby nie ogólne przesłanie (doskonale ujmujące znaczenie miłości w ogóle) nie przebrnęłabym przez tę opowieść wcale. Wątek sensacyjny (coś się przez chwilę naprawdę działo) szybko ustępuje miejsca szeregom dywagacji. Z pewnością można dyskutować na temat tej historii, jej wydźwięku i znaczenia dla współczesnego człowieka, ale ja się do tej rozmowy nie kwapię. 

Ta książka nie każdemu przypadnie do gustu, a jednak widzę w niej ogromną wartość dla tych, których spotkała tragedia  z pewnością pomoże niejednej zranionej duszy  oraz dla tych, którzy cenią sobie świeże spojrzenie na wiarę, chcą o niej rozmyślać, dyskutować, a może poznać, może odbudować bliską relację z Bogiem, a może i komuś, kto nie wierzy? Nie wiem, w każdy razie nie polecę tej z czystym sumieniem, nie każdemu...