wtorek, 21 marca 2017

Spróbuj zgadnąć, "Co kryją jej oczy"




W umyśle istnieją drzwi, które można otworzyć,  ale nie takie, jak im się wydaje. Zupełnie inne.


Świetnie się bawiłam! Naprawdę. Kiedy tylko przeczytałam zapowiedź tej książki, od razu uznałam, że muszę podjąć wyzwanie i odkryć prawdę. Zastanawiałam się, czy zapowiadane zakończenie, którego nie sposób odgadnąć, faktycznie mnie zaskoczy. Od razu nastawiłam się na tryb węszenia i analizy treści, by móc powiedzieć, że jednak się da. Nie wyszło, chociaż byłam przez chwilę blisko. Co kryją jej oczy to książka, która daje spore pole do popisu – ułożyłam mnóstwo zakończeń, a im dalej posuwałam się w treści, tym więcej widziałam możliwości. W efekcie i tak dałam się zwieść i zaskoczyć – nie w sposób, którego się spodziewałam.

Wyjątkowy trójkąt


Nie możesz się z nią przyjaźnić, bo sypiasz z jej mężem, a to gówniana sytuacja, i nie możesz być jego kochanką, bo jest mężem twojej przyjaciółki, a to także gówniana sytuacja.

Brzmi kiepsko, prawda? Dla mnie szczególnie, bo kiedy zaczęłam czytać tę książkę, miałam podstawy sądzić, że czeka mnie po prostu historia dość skomplikowanego, ale jednak miłosnego trójkąta. Na szczęście okazało się, że jest w tym coś więcej, a opowieść nie trąci banałem. Tego bym nie zniosła. 


Adele i David to para idealna, z pozoru. Może właśnie w tym momencie pomyślicie sobie: "ale to już było", to kolejny odgrzewany kotlet i znów ten sam, znany z innych powieści motyw, ale powiem Wam, że nic bardziej mylnego, więc się nie zrażajcie, dajcie szansę. On jest cenionym psychiatrą, który doskonale odnajduje się w swojej pracy. Ona – piękna, urocza, krucha – zajmuje się domem. Patrząc na nich z boku, widzimy małżeństwo doskonałe, ale przyglądając się bliżej ich pożyciu, dostrzegamy, że coś jest nie tak. Czujemy to każdą komórką naszego ciała, a jednak nie wiemy, gdzie leży problem. 

Jest jeszcze Louise – rozwódka z lekką nadwagą, która gustuje w winie. Kobieta pracuje dla Davida – jest jego sekretarką – ale ich drogi zeszły się nieco wcześniej. To był krótki, przelotny romans w barze – szybki pocałunek, poczucie winy, motyle w brzuchu i jeszcze szybsza potrzeba zapomnienia, kiedy on stwierdza, że nie może... Louise podejmuje bardzo niebezpieczną grę: zostaje przyjaciółką Adele (w końcu jest taka samotna, a kobieta jest dla niej jak objawienie) i kochanką Davida – na nic walka, kiedy seks jest taki wspaniały. Małżonkowie są nieświadomi (chociaż może nie do końca, ale nic Wam nie powiem) obecności Louise w życiu tego drugiego, do czasu.

Kochani, to nie jest zwykłe romansidło, ale dobry thriller, który gwarantuje porządną dawkę emocji. Poza toksycznym trójkątem znajdziecie tu zaawansowane knucie, metamorfozę, co nieco szaleństwa i zacnie rozbudowany wątek snu – odejdziemy trochę od historii mocno osadzonej w rzeczywistości na rzecz małego paranormalnego zawirowania.

Nie zgadniecie


Wiecie, jak bardzo mnie korciło, żeby zacząć czytać tę historię od końca? Okropnie, chociaż nigdy tego nie robię i pomimo świadomości, że popsułabym sobie całą zabawę. Powstrzymałam się jednak i nie ruszyłam od razu w stronę ostatnich rozdziałów, ale wytrwale śledziłam rozwój sytuacji i wyciągałam z lektury mniej lub bardziej trafne wnioski. To było wspaniałe doświadczenie, a i tak nie udało mi się przewidzieć zakończenia. I chyba to było najlepsze. Faktycznie nie należy ufać tej książce, a podejrzenia mnożą się z zawrotną prędkością.




Mnie ta historia dostarczyła porządnej rozrywki – jest ciekawa, przyjemnie skomponowana (naprzemienna narracja pierwszoosobowa w wykonaniu Louise i Adele uzupełniona została o historię z WTEDY, którą podaje nam narrator wszechwiedzący). Początek tej historii jest nudny – no, może nie sam wstęp do opowieści, bo już tutaj dostajemy porządny trop, który można by podjąć, ale potem jest słodko-gorzko w romantycznym klimacie, co pozwala sądzić, że historia opiera się o wielkie pierdu-pierdu. Na szczęście tak nie jest, bo im dalej w treść, tym robi się ciekawiej. Niby wiemy więcej, a jednak odnosimy wrażenie, że nie mamy pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi. Niby staramy się do czegoś dojść, a jednak chwilę później porzucamy podjęty trop, który okazuje się fałszywy. 

Żeby w coś uwierzyć, musisz to przeżyć. Musisz ubrudzić błotem dłonie i mieć ziemię pod paznokciami. Musisz ryć w poszukiwaniu prawdy.

Świetnie się bawiłam, zakończenia nie przewidziałam, książkę przeczytałam w dwa wieczory i tego czasu na pewno nie mogę uznać za stracony. Dawno nie stoczyłam takiej wewnętrznej walki z tekstem. Można uznać, że zakończenie jest nieco przekombinowane (zależy, z której strony na nie spojrzymy), ale kiedy zastanawiam się teraz nad faktami, tropami i śladami, mogę stwierdzić, że to ma sens, bo że zaskakuje – wiadomo

Spodziewajcie się niespodziewanego :)



Za możliwość pokombinowania dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka. Było zacnie!