wtorek, 18 kwietnia 2017

Absurdalne Prawo Obyczajowe: "Paragraf 5"


Człowieka można skrzywdzić na wiele sposób bez użycia pięści.



Lubicie dystopie? Ja lubię. Sięgam po takie historie rzadko, ale z przyjemnością, a każda ma w sobie coś intrygującego. Metod znęcania się nad ludźmi jest wiele, wszystkie zasługują na uwagę. Tak było również w przypadku Paragrafu 5 autorstwa Kristen Simmons – to postapokaliptyczna opowieść w młodzieżowym klimacie.

Zakaz i kara


Czytamy to, na co mamy ochotę. Oglądamy programy, które nas interesują. Kiedy czujemy się źle, bierzemy wolne. Spotykamy się z ludźmi, których lubimy. Ubieramy się zgodnie ze sobą. Zachowujemy się we właściwy sobie sposób. Mamy prawo głosu, wygłaszania sądów i niezadowolenia. Oczywiście nie jest kolorowo, ale wiemy, na co możemy sobie pozwolić, bowiem nasze życie regulowane jest pewnymi spisanymi prawami, które są w miarę stałe i podane do publicznej wiadomości. Tak mniej więcej... Bywamy niezadowoleni, roztrzęsieni i często mamy poczucie niesprawiedliwości, ale wyobraźcie sobie, że mogło być gorzej.




Władzę nad państwem, gdzieś tam, w Ameryce, w bliżej nieokreślonej przyszłości, przejmuje wojsko, powołana została specjalna Straż Obyczajowa (SO). Nikt nie jest bezpieczny, bowiem na ludźmi wisi Prawo Obyczajowe. Wiadomo, zasady są potrzebne, jednak te zakrawają na absurd. Pomijając niemożność czytania, słuchania czy robienia tego, na co ma się ochotę, kolejne paragrafy zmieniają się z dnia na dzień. Coś, co jeszcze przed chwilą było zgodne z prawem, nagle okazuje się ciężkim wykroczeniem. Ludzie żyją w ciągłym strachu. Z kolejnych domów znikają jednostki, które podobno złamały prawo. Aresztowani zabierani się nagle – wojsko wyciąga ich z domów, zabiera ze  szkół, wywozi na proces, a potem słuch po nich ginie. Nikt nie wiem, jak taki proces wygląda, co się dzieje z "przestępcami". Znikają. Potem znikają ich rodziny. Nikt nie zadaje pytań, na pewno nie głośno...

Ember ma siedemnaście lat. Dziewczyna stara się nie rzucać w oczy, czego nie można powiedzieć o jej matce - ta stara się buntować (choćby we własnym domu). Jednak to nie jawny bunt okazał się zgubny dla matki i córki, ale zmiana w prawie. W paragrafie 5 zaznaczono, iż dziecko może być pełnoprawnym obywatelem jedynie wtedy, gdy zostało spłodzone przez kobietę i mężczyznę  pozostających w związku małżeńskim. Ember nie jest... Ona i jej matka zostają wywleczone z domu. Kobieta ma mieć wytoczony proces, dziewczyna zostaje skierowana do ośrodka resocjalizacji (metody wychowawcze pozostawiają bardzo wiele do życzenia!), z którego nikomu dotychczas nie udało się uciec. Nikomu poza Ember.

Dziewczyna rusza w drogę, mając nadzieję na odnalezienie matki. W tej niebezpiecznej wyprawie towarzyszy jej były chłopak – Chase – żołnierz, który zresztą brał udział w jej aresztowaniu. Młody mężczyzna twierdzi, że zaprowadzi ją do rodzicielki, a ona? Nie ma powodów, by mu ufać, a jednak z uwagi na stare dobre czasy i w sumie beznadziejną sytuację, w której się znalazła - nie ma wyboru.

Czy miłość zakwitnie? Czy Ember zaufa Chase'owi? Jakie sekret skrywa żołnierz i co z tego wszystkiego wyjdzie? Odpowiedzi na pytania szukajcie w książce.


Nie porwało...


Jest ma bardzo przykro, ale nie mogę napisać, że ta książka mnie jakoś specjalnie porwała. Bywały oczywiście wzloty, ale większą część historii przeczytałam bez żadnych emocji. Znalazłam jedną scenę, która mnie zainteresowała ze względu na jej obrzydliwy wydźwięk, jedną dotyczącą przeszłości mężczyzny, która odcisnęła piętno na jego życiu (brał udział w wojnie, a wiadomo, że trudno przejść nad tym do porządku dziennego) oraz jedną, która mnie  naprawdę zaskoczyła – mowa tu o zakończeniu i skrywanej przez Chase'a tajemnicy. I tyle...

Na pewno należy zaznaczyć, że ta opowieść snuta jest w bardzo przytłaczającym i niesamowicie smutnym klimacie. Na każdym kroku spotykamy się z kolejną rewelacją, zakazem, nakazem, wymysłem państwa, które aż mrozi krew w żyłach. Czysty absurd, sytuacja bez wyjścia, strach i żadnej drogi ucieczki. Wybór jest, oczywiście, albo przestrzega się prawa, albo znika. Można też żyć w przeświadczeniu, że się go przestrzega, a potem okazuje się, że wcale tak nie jest. Przerażająca wizja świata przyszłości. W tym przypadku nie ma powodu do narzekania, bowiem świat przedstawiony został w miarę (pomijając np. procesy, które  są jedynie wspomniane) dobrze nakreślony. Jest klimat.



Co mnie nie porwało? Na pewno bohaterowie. Dawno nie spotkałam tak dziwnej i denerwującej postaci jak Ember, która podejmuje irracjonalne decyzje na niemal każdym kroku. W sumie zmienia się jak chorągiewka na wietrze, w zależności od  potrzeby  chwili, a przy tym jest nijaka. Chłopak też nie powala, bo to niby taki brutal, a jednak do maszyny do zabijania wiele mu brakuje. Oboje są strasznie irytujący, a przy tym bezpłciowi... w większości scen. O postaciach drugoplanowych nawet nie ma sensu wspominać, bowiem są, ale tak jakby ich nie było. Niestety.

Ogromnie działały na nerwy prowadzone z czytelnikiem gierki. Autorka niesamowicie komplikuje życie bohaterów, wciąż rzuca ich na głęboką wodę, ciągle wali po łbie i ciska kolejne kłody pod nogi, a jednak te - zdawałoby się  - sytuacje bez wyjścia, rozwiązuje w sposób banalny. Rach-ciach, prędko, szybko i po problemie. Nie tego oczekiwałam... Znalazłam tu mnóstwo takich przeszkód, ale w gruncie rzeczy żadna z nich nie była naprawdę satysfakcjonująca. Historia jest naszpikowana trudnościami – wiemy, że coś się teraz musi zdarzyć – a jednak wychodzą z tego obronną ręką, ot tak. Myślę, że warto czasem porządniej poturbować bohatera i przy okazji nadać trochę głębi jego działaniu...

Na plus: książkę czyta się szybko, świat wykreowany przez autorkę jest niesamowicie ciekawy, a wizja takiego państwa i pełnego podporządkowania się władzy przerażająca. Jednak dla mnie to za mało. Przeczytałam, owszem pochłonęłam, bo tę opowieść łatwo się "wciąga", ale obyło się bez większych emocji, a bohaterowie są moim zdaniem tak irytujący, że naprawdę nie mam ochoty spotykać się z nimi kolejny raz. Poprzestanę na pierwszym tomie tego cyklu i zapamiętam z niego to, co najlepsze: pomysł!


Wydaje mi się, że jeśli nie mieliście jeszcze kontaktu z dystopią albo mieścicie się w odpowiedniej grupie wiekowej (czego nie mogę powiedzieć o siebie) ta historia może zrobić na Was wrażenie. powiem więcej: na dziewczynach, które czytały tę książkę przede mną – zrobiła, więc moja opinia jest tu zdecydowanie odosobniona. Nie jest to zła, nudna czy płytka opowieść, ale kompletnie mnie nie urzekła i nie wprawiła w stan osłupienia, który powinien mi towarzyszyć po lekturze takiej książki.

Książka przywędrowała do mnie w ramach akcji Book Tour zorganizowanej przez Książki, recenzje, czytelnicy. Pięknie dziękuję za możliwość zapoznania się z tą historią - kolejne doświadczenie na moim koncie.



Z przyjemnością przeczytałabym inną historię osadzoną w tym świecie, ale Wy się nie zrażajcie.